W opublikowanej dzisiaj w "Rzeczpospolitej" rozmowie z Danutą Frey prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, sygnalizuje problem nowego rządowego projektu ustawy antydyskryminacyjnej, powstałego jako wykonanie dyrektywy UE.
Krótko mówiąc chodzi o automatyczne obarczenie RPO dodatkowymi zadaniami - jak rozumiem - bez zaplanowania jednoczesnego zwiększenia budżetu. RPO już i tak był powodem wielu rozczarowań, a przyjęcie kolejnych kompentencji bez możliwości ich realizacji uczyni z tej instytucji twór już czysto fasadowy.
Jest też drugie dno tych rządowych innowacji: RPO musiałby podejmować każdą sprawę bez wyjątku i dalej ją prowadzić. To byłoby oczywiście sprzeczne z zasadą niezawisłości RPO. Prof. Lipowicz już na tym etapie konsultacji projektu ustawy ma obawy co do jego konstytucyjności.
Jest to zresztą już kolejny zamach ze strony rządu Platformy na niezależność instytucji - filarów demokracji w państwie: po upupieniu CBA, która miała być niezależną służbą do walki z korupcją na każdym szczeblu władzy, potem NIK, która ma wkrótce zostać poddana kontroli politycznej większości rządowej (wniosek śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o sprawdzenie zgodności tzw. ustawy Sekuły z Konstytucją ma teraz zostać wycofany z Trybunału Konstytucyjnego), nałożeniu cenzury na IPN, aby nie dostarczala tak szeroko wiedzy historycznej, czy KRRiTV - pod hasłem odpolityczniania mocniej jeszcze związana z "polityką"... Rozumiem, że Platformie nie są potrzebne jakieś niezawisłe instytucje, wręcz przeszkadzają. Tylko po co nam, Bracia Podatnicy, takie nie spełniające swojej roli instytucje - wydmuszki?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)