Wszyscy jesteśmy obywatelami
“Człowiek nie jest w stanie pracować, gdy nie widzi sensu pracy, gdy sens ten przestaje być dla niego przejrzysty, gdy zostaje mu niejako przesłonięty. Praca ludzka stoi w pośrodku całego życia społecznego. " Jan Paweł II
46 obserwujących
938 notek
1011k odsłon
  1885   0

O tym, jak Jan Rokita stara się o powrót do polityki

Wydarzeniem dnia w wiadomościach krajowych stała się  "diagnoza" polityczna Jana Rokity, opublikowana na onecie. Wywiad jest m.in. promocją nowego produktu, wywiadu-rzeki zapomnianego już polityka. Na pytanie o ewentualny powrót do polityki Rokita posługuje się zgrabną formułą "nie zamierzam", przywodzącym na myśl przewrotne, slynne "nie planirujetsia" Putina. Po co bowiem byłoby "wykladowcy" Rokicie wydawanie promujących go książek, po co powracanie do udzielania wywiadów? Nie pytajmy więc, czy, ale jak Rokita zamierza wrócić do polityki?

1) Rokita wybiera drogę trudnego powrotu do PO, dowodząc swojej niewyblakłej do końca atrakcyjności. Dzisiaj był cytowany w "Faktach po faktach" i  zapunktował, bo sama prof. Jadwiga Staniszkis stwierdzla, że się z nim nie zgadza. To niewątpliwy plus dla Rokity w oczach dawnych kolegów z PO. Do skomentowania wybrany został "wprowadzający" fragment wywiadu, cytuję:  

 "- Strategia oskarżania Tuska o zdradę, na granicy udziału w morderstwie smoleńskim, jest społecznie ogłupiająca, niszczy racjonalną tkankę społeczną, destruuje debatę publiczną, natomiast jest efektywna, bo mobilizuje własnych zwolenników i osłabia morale przeciwników. I to ta strategia doprowadzi Kaczyńskiego pewnego dnia do władzy."

Prof. Jadwiga Staniszkis ocenia, że ta "strategia" raczej przeszkadza, betonując podzialy polityczne i dyscyplinując nawet potencjalnych buntowników PO. Moim zdaniem warto tu też zwrócić uwagę na zawarty tu zarzut wobec Kaczyńskiego, że sprawą smoleńską gra, używając jej dla jakiejś kalkulacji, strategii politycznej. Jest to wredne kłamstwo, powtarzana metodą gebelsowską perfidna propaganda PO i tu się Rokita podklada Tuskowi. Nie ma bowiem w polskiej polityce nikogo bardziej prawdziwego niż Kaczyński, premier Jarosław Kaczyński.Nota bene, w ostatnich telewizyjnych rankingach przyznała to pisarka Kofta, a redaktor Janina Paradowska nawet uznała go za człowieka roku 2012. 

Czy sprawa smoleńska destruuje debatę publiczną? Nie wiem, gdzie Rokita widział tę "debatę publiczną", bo przecież nie w Polsce rządzonej przez PO? Ale o tym dalej napiszę jeszcze. Rokita staje tu po stronie rządu, który chce wyciszyć sprawę smoleńska, zamknąć usta tym, którzy zadają pytania. Rokita staje przeciwko Kaczyńskiemu, straszy nim "bo znów dojdzie do władzy".Ale nie sądzę, by tym zapunktował wśród kolegów, którzy doskonale zdają sobei sprawę z tego, że ten straszak już nie dziala!  Powtarzanie go może więc stać się ośmieszające i przeciwskuteczne. 

I jeszcze ta "strategia ... społecznie ogłupiająca"! To jest językowa kalka określenia "ogłupiająca ideologia", zwyczajowo przypisanego w dyskusjach i literaturze ideologii komunistycznej, ideologii PRL-owskiej. Użycie jej w tym kontekście to zaskakująco prostacka, wulgarna obelga w ustach tego polityka.  

2) Rokita chciałby chyba powrotu do PO znowu w roli doradcy, guru wyznaczającego kierunki, nieraz pozwalającego sobie na głos krytyczny.Cytuję: 
 
"Dla gawiedzi polityka jest dziś przez to znacznie bardziej atrakcyjna i interesująca.

Debata o najlepszym ustroju, zastanawianie się nad  problemami państwa, nad sposobami ich rozwiązywania, jest dla ogółu nie tylko śmiertelnie nudne i niepociągające, ale nawet budzi pewnego rodzaju wstręt. Politycy robią to, czego od nich lud oczekuje, w związku z czym trudno mieć do nich o to pretensje."

Wszystko pięknie, ładnie, krytyka polityki sondażowej Tuska, bo przecież nie Kaczyńskiego, który z pełną świadomością ryzykuje sondaże mówiąc uparcie o katastrofie smoleńskiej? Krytyka nie nowa, dość banalna, chyba dopuszczalna w łonie PO. 

Tak na marginesie, Rokita się tu stawia ponad to, ponad ten "lud", tyle tylko, że zapomniał o jednym takim śmiesznym drobiazgu..., że dzisiaj nie jest on politykiem, że jest on jednym z elementów tej "gawiedzi", zupełnie tak samo jak ja i Ty, Mój Drogi Czytelniku. Ma prawo do wyrażania opinii, OK, ale niech mówi za siebie, a nie za nas wszystkich, bo do tego nie ma tytułu.

Polacy to nie głupi motłoch, który bez sprzeciwu przyjmie każdy dekret Tuska, chociaż to naród już  ogromnie zmęczony. To nie Polacy nie chcą informacji, debaty, dialogu, konsultacji - to rząd im to ogranicza! I to są fakty, które Rokita kłamliwie przemilcza.Mam tu długą listę przykladów, począwszy od blokowania informacji na temat faktycznych manipulacyjnych metod kolejnych przejęć organów państwa (które powinny być niezależne od rządu), takich jak Prezydent RP, NBP, IPN, RPO, NIK,  a kończąc na wprowadzaniu ACTA, pominięciu milionów podpisów pod protestem przeciw podwyższaniu wieku emerytalnego, zlekceważeniu rodziców przy proóbie objęcia obowiązkiem szkolnym sześciolatków, braku konsultacji przy ustawie refundacyjnej i skandalu z nią związanego, wprowadzenie cichcem tzw. poprawki Rockiego, ograniczenia dotyczące dostępu do informacji publicznej i demostracji. Powiem więcej, Rokita jest mocno do tyłu, bo te ograniczenia dotyczące udziału  obywateli w życiu publicznym były już atakowane nawet przez zwykle przyjazne PO środowiska akademickie, organizacji pozarządowych i nie można już od tych faktów abstrahować. Dlatego "diagnozę" Rokity biorę w cudzysłów, bo widzę tu garść fałszywych ocen, niepopartych żadną argumentacją, najgorsze z wydań takiego politykierstwa. Z jednej strony zachwyca się on otwartym niemieckim dyskursem politycznym, a z drugiej strony nie widzi, że tam możliwa byla dymisja prezydenta za drobną aferkę, podczas gdy u nas cała seria afer nie jest w stanie zachwiać tym ukladem władzy. Wizja Rokity nie jest obiektywna, on wyraźnie oszczędza PO i Tuska.

3)  W drugiej części wywiadu Rokita chciałby chyba trochę zrównoważyć ton, zneutralizować trochę to lizusostwo wobec PO, próbując ratwać swoją wiarygodność. I gdy Jacek Nizinkiewicz z Onetu pyta:  

"Z perspektywy czasu myśli Pan, że Donaldowi Tuskowi opłacało się, że koalicja nie powstała, a Panu zabrakło determinacji i doszło do rządu PiS-LPR -Samoobrony?"

Rokita wypala z wykpiwaną przez siebie kilka zdań wcześniej szczerością:

"- Bez tamtych zdarzeń Tusk nie zostałby jedynowładcą Polskina dobrych parę lat. Więc się chyba opłacało."

Ach, jakie piękne wyznanie wiary w Tuska naszego jedynego! Niewątpliwie Rokita miał dość czasu na przeanalizowanie, dlaczego wówczas musiał polec, a dzisiaj musi zaakceptować fakty, jednowładztwo, autorytaryzm Tuska, czy tzw. aksamitną dyktaturę. Pragmatyk Rokita bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, gdzie stoją konfitury... 

Jak Rokita zamierza na nie zasłużyć? Lansując się jako zręczny propagator, korzystający z "premii" zaufania jako ktoś będący poza partią, stojący na uboczu?

Ten dzisiejszy Rokita, z inteligencką pozą, przypomina mi słowa profesora Ryszarda Legutko: "Kraków żyje więc w przekonaniu o swojej przedwojenności i, by tak rzec, swojej antynowohuckości, podczas gdy w rzeczywistości jest w swoim nastawieniu, poglądach i obyczajach zdecydowanie powojenny i ponowohucki" ["Esej o duszy polskiej", 2012, str. 29].    

Zob. też;

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/wywiady/rokita-strategia-oskarzania-tuska-o-zdrade-doprowa,2,5381417,wiadomosc.html

 

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale