Kiedy 30 lat temu zamordowany został Grzegorz Przemyk, mieszkałem na Starówce. Nigdy wcześniej, ani później, komisariat na Jezuickiej nie miał tak złej sławy. Milicjanci zachowywali się jak psychopatyczni bandyci polujący na młodych ludzi, szczególnie na studentów. Wyłapywali chłopaków z ulicy, pakowali do suk pałując bez litości. Nie tylko uczniowie i studenci padali ofiarą tych sadystów. Nocą, kiedy im się nudziło, wychodzili do śmietników ustawionych przy ulicy Dawnej, wyłapywali z nich koty... i pałowali aż kot zdechł. Dla zabawy. Wszyscy, którzy mieszkali w okolicy, ze strachu znosili to w milczeniu, lecz jestem pewien, że odgłosy z Jezuickiej pamiętają do dzisiaj. Za tymi kratami i metalowymi drzwiami odbywały się prawdziwe rzeźnie.
2523
BLOG
Urban o zabójstwie Przemyka: to był wypadek
Po latach jesteśmy zmuszeni słuchać i patrzeć znowu na Urbana, choć zbiera się na mdłości. Ten wieczny rzecznik PZPR dziś kłamie tak samo jak dawniej, obrażając naszą inteligencję. Dziś Urban poucza nas, że powinniśmy zachować umiar i powściągliwość w naszych sądach, że zamordowanie syna opozycjonistki nie było celowe. Dziś Urban twierdzi, że był to, co prawda bestialski, ale wypadek, po prostu wypadek na komisariacie, jeden z takich, jakie i teraz się zdarzają. Perfidia tego fałszywego aktu potępienia morderców w mundurach, strażników komunistycznej władzy jest obrzydliwa. Nie wiem, jak wiele jeszcze upokorzeń będziemy musieli znieść w konsekwencji zgniłego kompromisu okrągłego stołu.



Komentarze
Pokaż komentarze (64)