Normalnie powinno być tak, że polityk startuje ze swojego okręgu wyborczego, ubiega się o poparcie ludzi, którzy go najlepiej znają. Natomiast premier Kopacz ucieka od Radomia jak od zapchlonej żebraczki i próbuje udawać nową warszawiankę.
Ewa Kopacz jako kandydatka w wyborach do Sejmu jest jak Józef Zych. To typowe zjawisko odgórnie narzuconego działacza z listy partyjnej. Jak za PRL-u. Ani jedno, ani drugie, gdyby startowało ze swych rodzimych okręgów wyborczych nigdy w życiu nie dostałoby się do Sejmu. Radomskie korzenie premier Kopacz nie chcą jakoś procentować. Podkarpacka wieś Giedlarowa nie dałaby ani jednego głosu na Zycha. Ostatnio Zych mieszkający w Zielonej Górze, gdy startował z okręgu lubuskiego, na koniec długiej kariery uzbierał ledwie18 tysięcy głosów. Wcześniej obsadzał jedynki list PSL w różnych regionach kraju, gdzie znali go tylko z nazwiska. Teraz znowu zapowiada swój start z jedynki, tylko jeszcze nie wiadomo, skad? Radom to miasto umierające, wyludnione, z którego codziennie 10 tysięcy mieszkańców jedzie do pracy w stolicy, albo za granicą. Ktoś mi napisał przy poprzedniej notce, że Radom ma przecież lotnisko, powód do chwały. To tylko 150 zatrudnionych i wielki bałagan, swary i kłótnie, bo nie wiadomo, kto ma tam zarządzać ruchem powietrznym, wieżą kontroli lotów, cywile czy wojskowi. Sorry, ale to ma niewielkie znaczenie dla Radomia. Premier Kopacz ucieka przed tym miastem i jego problemami. Bo Radom to symbol Polski w ruinach, symbol niszczącej PO-wskiej 8-letniej polityki.
Prawdziwym wyzwaniem dla Kopacz byłby start z Radomia, a nie debata z premierem Kaczyńskim, co do której pewnie liczy razem z "Misiem" Kamińskim, że nigdy jednak do niej nie dojdzie. Czasem jednak Pan Bóg karze ludzi spełniając ich marzenia...





Komentarze
Pokaż komentarze (13)