26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  784   0

e-Bibliografia adnotowana (10) relacji "świadków smoleńskich"

 

        DZIENNIKARZE „SMOLEŃSCY”
 
I.  PRZYBYCIE
Jarosław Olechowski,Paweł Prus:  
Do Rosji przyjechaliśmy cztery dni wcześniej. Razem z pozostałymi dziennikarzami TVP (…) siedziałem w jednym z kilkunastu samochodów TVP, które kolumną jechały do Smoleńska.        http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533
Ernest Zozuń: 
Dziennikarze dostali jak przed każdym takim wyjazdem książeczkę z nazwiskami VIP-ów, mających uczestniczyć w uroczystościach     http://www.polskieradio.pl/81/1048/Artykul/338488,ERNEST-ZOZUN-Gdy-pewnym-stal-sie-najgorszy-scenariusz-ksiazeczke-z-nazwiskami-VIPow-przegladalem-jak-swoisty-nekrolog
Piotr Kraśko:  
Media niemal zawsze lecą. Tym razem zabrakło dla nas miejsca, bo zaproszono wielu członków delegacji. Redakcje wysłały więc swoich ludzi pociągiem, tak jak nas, albo samochodami. Niektórzy przylecieli Jakiem-40 godzinę wcześniej. http://www.ruszajwmiasto.com.pl/artykuly/Piotr_Krasko_o_Smolensku
Paweł Świąder:
Musiałem wstać o 3 rano, by przed 4 znaleźć się na lotnisku. Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. Rzadko mam okazję towarzyszyć Prezydentowi w czasie oficjalnych wizyt, tym razem, na wyjazd do Katynia zgłosiłem się na ochotnika. Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew.                                              http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/pawel-swiader/komentarze/news-pawel-swiader-boje-sie-powrotu-do-polski,nId,272706 
Paweł Prus: 
przy wejściu na cmentarz spotykam Wojtka Cegielskiego z Polskiego Radia, który narzeka, że na pokładzie Tupolewa zabrakło miejsca dla dziennikarzy, dlatego wsadzono ich do „naprędce podstawionego Jaka i wysłano oddzielnym lotem. http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533
Uwaga:                                                                                                                                                     „Wcześniej Biuro Prasowe KPRP wydało komunikat o akredytacjach i możliwości przelotu z Warszawy do Smoleńska, po tym jak zapadła decyzja, że dziennikarze polecą samolotem JAK, a nie z oficjalną delegacją.” http://www.naszdziennik.pl/uploads/special/uzasadnienie.pdf
 
II.  DO KATYNIA!
 
Paweł Prus:  
9 kwietnia wieczorem, jak co dzień, wszyscy spotkaliśmy się na dole, w hotelowej restauracji, aby szczegółowo zaplanować następny dzień. Tak, aby nic nas nie zaskoczyło          10 kwietnia o świcie jedziemy na cmentarz polskich oficerów. Na miejscu jestem już o 7 rano – w Polsce to dopiero godzina 5

Rafał Poniatowski:

trzeba było być w Katyniu bardzo, ale to bardzo wcześniej; pojechaliśmy tam autokarem, nie mogliśmy pojechać własnym samochodem – tylko zostaliśmy wszyscy  zawiezieni, tam nas przeszukiwano, także mniej więcej po szóstej już byłem na miejscu  http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/10-04-2010-poranek-w-tvn24,213286.html  (4.30’-4.45’ materiału video)

Jan Pospieszalski:  
10 kwietnia w Smoleńsku - kiedy szykowaliśmy się z ekipa telewizyjną do wyjazdu z hotelu na cmentarz katyński, był piękny poranek.Stopniowo niebo zaczęło się robić ponure – gdy dojeżdżaliśmy do lasu było już mglisto i jakoś wilgotno.  http://wpolityce.pl/artykuly/26347-widzialem-polske-dumna-jana-pospieszalskiego-wspomnienie-z-katynia-i-warszawy-z-ksiazki-lech-kaczynski-portret                                                                   
Ernest Zozuń: 
10 kwietnia 2011    Pierwsze o czym pomyślałem dziś rano w rok po tej katastrofie to pogoda. Czy jest taka sama jak wtedy? Wtedy był nieprzyjemny poranek, mglisty, szary, nie chciało sie wstawać i zabierać do pracy. Może nie było zbyt zimno ale wilgoć w powietrzu powodowała uczucie przejmującego chłodu.  https://www.facebook.com/ErnestZozunFanPage/notes
Piotr Kraśko:
Przed godziną 9:00 przygotowywaliśmy się razem  z innymi dziennikarzami, do tego, by relacjonować uroczystości z cmentarza katyńskiego.http://www.fronda.pl/a/piotr-krasko-dla-frondapl-w-tym-calym-dramacie-jestem-poruszony-reakcja-rosjan,6014.html
Jerzy Kubrak:
Gdy wsiadaliśmy do podstawionego autobusu, którym jechaliśmy do Katynia, zobaczyłem limuzyny z biało-czerwonymi flagami. Czekały na prezydencką delegację.
Paweł Świąder: 
Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w drogę do Katynia. Ta podróż zajęła nam prawie godzinę. http://www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/pawel-swiader/komentarze/news-pawel-swiader-boje-sie-powrotu-do-polski,nId,272706
 
III.  WIADOMOŚĆ
Jarosław Olechowski, Paweł Prus:
Basia szepcze mi do ucha:
Słuchaj, Wiktor Bater przed chwilą krzyknął coś o samolocie, który miał problemy przy lądowaniu w Smoleńsku i pojechał na lotnisko sprawdzić, co się dzieje. Mówił, że to może być samolot prezydencki – mówi.
Wiadomość wydaje się być tak nieprawdopodobna, że w pierwszej chwili zastanawiamy się dlaczego tak doświadczony reporter jakim jest Bater, w ogóle w nią uwierzył. Z depesz Polskiego Radia wiemy, że prezydencki samolot wylądował w Smoleńsku kilka minut temu. Ktoś inny, mówi, że słyszał od oficerów BOR-u, że kolumna samochodów wioząca prezydenta i gości jest już w drodze i za chwilę ma się pojawić na cmentarzu. Ale ziarno niepewności zostało zasiane.
Z każdej strony padają coraz to nowe, szczątkowe informacje. – Samolot rozbił się przy lądowaniu – ktoś mówi. Ktoś inny: – Podobno wylądował, ale nie wyhamował i wypadł z pasa. To polski Jak 40 – ktoś dorzuca. Całość nie udaje się ułożyć w żadną logiczną treść. Ale już wiemy na pewno, że coś złego wydarzyło się na lotnisku
 Według jednej z wersji zdarzeń w trakcie tego manewru zahaczył o drzewa, ale bezpiecznie wylądował. Według innej miał się rozbić. Sekundę później ktoś cytuje depeszę agencji Reuter: W Smoleńsku rozbił się samolot z prezydentem Polski na pokładzie. Zginęło 87 osób. http://tvp.info/magazyn/po-godzinach/smolensk-miasto-bohater/6998533
 
Rafał Poniatowski:
Przyszedł do mnie znajomy Rosjanin i powiedział, że rozbił się samolot z polską delegacją. To było przed 9. naszego czasu. Pamiętam, bo od razu zadzwoniłem do stacji.  - Odbieram telefon i słyszę Rafała Poniatowskiego, który mówi; Słuchaj, rozbił się prezydencki samolot. To była 8.53,może 4.
 
Piotr Zychowicz:
O  tym, że z polskim samolotem stało się „coś złego”, dowiedziałem się kilka minut po katastrofie, która nastąpiła o 8.56 (10.56 czasu miejscowego). Byłem wtedy przed Polskim Cmentarzem Wojennym w Katyniu (…). Informacja o kłopotach na oddalonym o kilkanaście kilometrów wojskowym lotnisku w Smoleńsku pochodziła od stojącego opodal zdezorientowanego dyplomaty. Otrzymał ją przez telefon, ale połączenie było bardzo złe. Nie wiedział „nic na pewno” – relacjonuje Piotr Zychowicz z „Rzeczpospolitej”.
 
Paweł Włodarczyk:
 „...my jesteśmy daleko od tego miejsca, jesteśmy w środku lasu – ten Memoriał jest w środku lasu, daleko od szosy i tak naprawdę tutaj docierają jakieś szczątkowe informacje (…) więcej my się tu na miejscu dowiadujemy OD LUDZI, KTÓRZY SĄ W WARSZAWIE (podkr. F.Y.M.), którzy dzwonią i mówią, że usłyszeli w telewizji. Na miejscu informacje są, no, żadne. My jesteśmy w środku lasu. To, co zadzwonił ktoś do tej delegacji, bo tu już jest delegacja, która przyleciała drugim (…) samolotem (…).  Ci ludzie, o których wspominałaś, czyli marszałkowie sejmu, pan Prezydent z małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był samolot jeden, ale był jeszcze jeden samolot. I jedyna informacja, jaka tutaj dotarła, to tutaj na tym lotnisku była straszna mgła.         http://www.youtube.com/watch?v=vTulgxIJjmQ    Źródło: http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/by-jeszcze-jeden-samolot_31.html
Por.:
„Paweł Włodarczyk o delegacji z drugiego samolotu. polsat 10.29”
„Konto You Tube (…) usunięte z powodu”
 
Marek Pyza:
-10 kwietnia 2010 był Pan w Katyniu. Jaka była pierwsza myśl, kiedy Pan dowiedział się o katastrofie „prezydenckiego” samolotu?
-Nie od razu dowiedzieliśmy się, co się naprawdę stało. Było kilkadziesiąt minut niepewności od momentu uzyskania pierwszych informacji, że samolot rządowy spadł, do potwierdzenia tych informacji i pewności, że wszyscy zginęli. Początkowo nie wierzyłem, że coś takiego mogło się zdarzyć. http://www.sdp.pl/rozmowa-dnia-pyza
 
 
IV. NA LOTNISKO! (PATRZ e–Bibliografia (6)
 
 
V.  NA MIEJSCU KATASTROFY”
 
Piotr Kraśko:
W hotelu wszedłem do pokoju Alicji Daniluk-Jankowskiej, która tego dnia była wydawcą programu, właśnie do niej ktoś dzwonił: – Coś się stało z samolotem, awaria. Z góry przez okno zobaczyliśmy więcej http://www.ruszajwmiasto.com.pl/artykuly/Piotr_Krasko_o_Smolensku
- Wszystko wydarzyło się jakieś sto, dwieście metrów od nas. Na początku widzieliśmy samochody strażackie, ale nikt nie przypuszczał, że jadą w stronę lotniska, że mogło dojść do takiej tragedii. Zaraz potem dotarła do nas wiadomość, że w samolocie prezydenckim miała miejsce awaria. Nie widzieliśmy biegających z noszami sanitariuszy. Okazało się, że karetki stały jakieś 200 metrów od miejsca. Czy próbował się pan dowiedzieć czegoś więcej od rosyjskich służb? - Tak, ale bez skutku. Pytaliśmy chodzących w popłochu funkcjonariuszy o to, co wiedzą na temat katastrofy, prosiliśmy o jakiekolwiek szczegóły. Krzyczeli tylko: "Roztrzaskał się, roztrzaskał się!" http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/widziaem-jak-samolot-136055.html                                                                                            
Piotr Zychowicz:
- "Była katastrofa, nikt nie przeżył" - rzucił nam blady jak płótno Polak, prawdopodobnie pracownik ambasady. Obok stały trzy autokary. Miały zabrać pasażerów Tu-154M [...] Po chwili z pasa startowego zaczęła zjeżdżać kawalkada karetek. Pięć, może sześć. Jechały powoli, bez włączonych sygnałów. Tak nie wozi się żywych ludzi" - opisuje.
 
 Jakub Opara:
-  Jaki obraz, jaki widok, tego, co tam się działo wrył się panu najmocniej w pamięć?   - Obraz totalnego chaosu. Ludzie przeważnie w mundurach rosyjskich służb biegający, krzyczący różne niezrozumiałe słowa. Po płycie lotniska poruszały się karetki pogotowia i inne różne samochody wojskowe, które były samochodami, na moje oko z lat 60-tych.
 
Paweł Świąder:
Gdy dojechaliśmy na miejsce, spotkaliśmy operatora telewizji polskiej, który sfilmował miejsce wypadku. Powiedział nam, że z samolotu nic nie zostało. Oczywiście nie wpuszczono nas bezpośrednio na miejsce katastrofy. Przez kilkadziesiąt godzin tkwiliśmy przed boczną bramą lotniska Siewiernyj, przez którą co chwilę wjeżdżały i wyjeżdżały samochody rosyjskich służb lub ciężarówkiz trumnami                                                                                                             http://www.rmf24.pl/raport-fakty-roku/fakty-roku-relacje-reporterow/news-reporter-rmf-fm-wspomina-swoja-podroz-do-smolenska-10-kwietn,nId,315012
 
Andrzej Zaucha,korespondent Faktu: „Dziennikarze nie mogą podejść do wraku” http://cleofas-wm.blog.onet.pl/2010/04/28/z-blogu-1maud-kalendarium-tragedii-w-smolensku/

Marek Borawski, fotoreporter “Naszego Dziennika”:

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura