Macierewicz to barwna postać. Miał ogromne aspiracje, ale jakoś zawsze się na kimś woził. W sumie tytuł mówi wszystko. Polityka polega na znalezieniu ludzi którzy z jakichś tam powodów będą realizować nasze cele. Większość PiSowców to bezdennie cyniczni materialiści, co to z bogiem, honorem i ojczyzną na ustach każdą kilometrówkę, nawet na kraniec galaktyki, rozliczą. Macierewicz w ten schemat się nie wpisuje. Nie zmienia to prostego faktu, że dla Kaczyńskiego liczyło się tylko to na ile dana osoba może być przydatna w zaspokojeniu jego żądzy waaadzy.
I tu dochodzimy do tego jak Kaczyński wykorzystał Macierewicza.
Temat Smoleński był dla Kaczyńskiego gorącym kartoflem. Jak go wyciągnąć z ognia, a przy tym sobie pulchnych łapek nie poparzyć, mordki nie pobrudzić i łupieżu na kołnierzu popiołem nie zmącić. Macierewicz był idealną obsadą. Cynik załgany do szpiku kości. Nakręcił narrację zamachu smoleńskiego poza granice absurdu, tak, że nawet stalinowski Burdenko został daleko w pobitym polu.
A teraz obserwujemy jak powoli Kaczyński się od Macierewicza dystansuje. Więcej w:


Komentarze
Pokaż komentarze (14)