Sytuacja w Egipcie zmienia się bardzo szybko. Trwające protesty przybrały w Kairze nowy ton, po tym jak siły specjalne Hamas-u, brygady Ezz e-Din al Qassam, przekroczyły granicę Gazy z Egiptem i bez zwłoki zaatakowały wojska egipskie, otwierając tym samym drugi front przeciw siłom reżimu Mubaraka.
Bojówkarze Muzułmańskiego Bractwa są już teraz wyraźnie widoczni wśród demonstrantów, a działania Hamasu, dla którego Bractwo jest organizacją macierzystą, wydają się wypełniać dyrektywę Damaszku o zwiększeniu nacisku na Mubaraka, by ten ustąpił.
Ten nowy element, w dramatyczny sposób, demonstruje to co od dawna jest wiadome wszystkim uważnym obserwatorom bliskowschodniej sceny politycznej, Izrael jest sam. Zarysowywująca się możliwość utraty tak ważnego sojusznika jakim jest Egipt, przybliża perspektywę sytuacji, dla Izraela wprawdzie nienowej, ale o której myślano, że należy do przeszłości - osaczenia ze wszystkich stron otwarcie wrogimi krajami.
Z obecnego rozwoju sytuacji może się cieszyć tylko Iran, którego rękę coraz wyraźniej widać w obecnych wydarzeniach. Oczywiście cieszą się również lewaccy ślepcy Europy, którym roi się, że oto na ich oczach, dochodzi do rewolucji. Jeszcze przez jakiś czas będą zaprzeczać faktom, jeszcze będą pleść smalone duby o wiośnie ludów. Ale wkrótce stanie się jasne, że patrzymy na Irański gambit w grze o przestrzeń dla dokończenia skoku po bombę atomową.
Dzieje się niedobrze. Czym zaś my się zajmujemy w kraju? Jak jesteśmy przygotowani do nadchodzących, burzliwych wydarzeń?


Komentarze
Pokaż komentarze (19)