Pan Bombardier, jeden z wielu blogerów, którzy do tej pory zabrali głos na temat "najsłynniejszej książki, której jeszcze nikt nie czytał" twierdzi, że niewdzięczny za ocalenie od Zagłady ojca Gross, opluwa Polskę.
Ja temu Panu postawię krzynkę dobrego piwa, jeśli on, lub kto kolwiek inny, udowodni słuszność takich zarzutów i pokaże cytaty z Grossa które dowiodą, że ten rzeczywiście oskarża wszystkich Polaków o haniebne czyny w czasie Zagłady. To wydaje się być głównym żalem do Grossa, że rzuca oskarżenia na całą Polskę, wszystkich Polaków... Moim zdaniem, jest to żal bezpodstawny.
Grossa dyskredytuje się na różne sposoby. Ale niezależnie od tego, którego sposobu się używa, to cel zawsze wydaje się być ten sam: nie dopuścić do dyskusji o strasznych czynach części naszych ojców i dziadów w czasie Zagłady.
Jednym ze sztandarowych argumentów, by poniechać tej dyskusji, jest argument "statystyczny". Według tego argumentu, szmalcownicy, hieny, to bardzo wąski margines. Menty, dranie znajdują się w każdym narodzie. Fakt istnienia tego marginesu nie powinien być przesadnie nagłaśniany i nie powinien przesłaniać czegoś o wiele bardziej istotnego, czyli licznej w Polsce (najliczniejszej w Europie) grupy ludzi pomagających Żydom, w ich śmiertelnym zagrożeniu.
Jest to argumentacja o bardzo wątpliwej, żeby nie powiedzieć podejrzanej logice. Jeśli dranie rzeczywiście stanowili niewielki procent społeczeństwa, to czego się obawiać? Nam samym powinno najberdziej zależeć na poznaniu i wyeksponowaniu tego faktu. Powinniśmy być zainteresowani poznaniem prawdy o tym ilu, kogo i gdzie. Taka argumentacja nie powinna wzywać do przyjmowania czegokolwiek "na wiarę", do opierania się na przekonaniach, nie powinna być manifestacją narodowego "wishful thinking". O wiele łatwiej dyskutować "statystycznie" jeśli naprawdę ZNA się, te ważne dla tego typu argumentacji liczby, czyż nie tak?
No, a jeśli było inaczej, jeśli dranie nie stanowili wcale tak wąskiego marginesu, jeśli było ich sporo, to czy wtedy powinniśmy unikać dyskusji o tych wstydliwych faktach? Dlaczego? Cóż to niby miałoby załatwić? Jeśli taka jest prawda, to ukryć jej i tak nie zdołamy, a im bardziej będziemy jej odkrywanie blokować, tym gorzej będziemy na tym, jako społeczeństwo, wychodzić.
Tak czy inaczej, leży w naszym najlepiej pojętym interesie, by skrupulatnie zadbać o stworzenie właściwej atmosfery sprzyjającej badaniom i poznaniu prawdy. Leży w naszym najlepiej pojętym interesie stworzenie sfery absolutnego poszanowania wolności słowa, pełnej wolności i niezależności badań, swobody ich publikacji. Jak na razie nie za bardzo nam to wychodzi.
Żaden inny, znany mi kraj, nie włożył tylu wysiłku co Izrael, by uwiecznić pamięć o tych którzy w nieludzkich czasach po ludzku wyciągnęli pomocną dłoń, ku idącym na zagładę Żydom. Dla mnie osobiście jest powodem do wielkiego zmartwienia, że listę Sprawiedliwych Polaków jest bardzo łatwo znaleźć na stronach internetowych prowadzonych przez Izrael, lub żydowskie organizacje, a nie ma jej na polskich portalach. Dlaczego? Dlaczego moja ojczyzna nie jest usiana pomnikami Sprawiedliwych, dlaczego nie znamy ich nazwisk? To się musi zmienić. Oni są naszym skarbem narodowym i jak skarb powinni być traktowani. Pamięć o Sprawiedliwych powinna stać się co najmniej tak samo cenna dla nas tu w Polsce, jak cenną jest dla Żydów w Izraelu. Czyż jesteśmy gorsi od Żydów?


Komentarze
Pokaż komentarze (38)