Bronisław Wildstein w swoim artykule w Rzeczpospolitej “Laudański i Jan Pawł II” polemizuje z Wojciechem Sadurskim. Rzecz o przepraszaniu w imieniu narodu. Kością niezgody nie jest przepraszanie jako takie. Przepraszania nikt jak na razie nie atakuje. Przepraszania w imieniu narodu zresztą też nie. Według B. Wildsteina można przepraszać w imieniu narodu niemckiego, czy francuskiego. Przepraszanie w imieniu narodu polskiego to jednak zupełnie inna sprawa. W imieniu narodu polskiego nie wolno. Przepraszanie w imieniu narodu polskiego jest problematyczne. Pan Wildstein twierdzi, że przepraszać w imieniu narodu można tylko za to, czego w imieniu narodu dokonano i jeśli dokonali tego jego reprezentanci, lub znacząca jego część. Ponieważ Podziemne Państwo Polskie za denuncjację Żydów karało śmiercią, przeprosiny naszego państwa za Polaków - bandytów zabijających Żydów w czasie okupacji, jest nieporozumieniem.
Z takim stawianiem rzeczy ostro polemizuje Maciej Stasiński z Gazrurki, swoim artykułem “My Wiecznie Niewinni Polacy”. Pyta retorycznie, niby dlaczego Żegota, AK, Polskie Państwo Podziemne, mają być bardziej reprezentatywnymi przedstawicielami polskiego społeczeństwa, niż tysiące antysemitów mordujących, rabujących, wydających Żydów na zagładę? Nikt i nic nie może zakłamać polskiego antysemityzmu przed wojną, w czasie okupacji i po niej. Nie sposób go też wymazać. Tym bardziej, że istnieje do dziś, choć minęło 65 lat od czasu Zagłady. M. Stasiński podkreśla, że choć w oczywisty sposób nie ma polskiej winy za Zagładę, to współwina za mordowanie, rabowanie i wydawanie, istnieje i jest potwierdzona badaniami historycznymi. Dodaje dalej, że odczuwać wstyd, że dokonywali tego nasi rodacy jest i ludzkim odruchem i rzeczą moralną.
Podsumowując ocenia, że wypieranie ze świadomości społecznej antysemityzmu, atakowanie tych co demostrują zań odruchy wstydu, jest doktrynerstwem i ślepotą z wyboru.
Oba te spojrzenia w przybliżeniu wyznaczają bieguny pomiedzy którymi obijają się uczestnicy niekończącej się dyskusji o Żydach, Polakach i Zagładzie. Ci, co raczej ciążą ku biegunowi na którym Wildstein się okopał, twierdzą min., że to głosy takie jak ten M.Stasińskiego, wciąż dolewają oliwy do już, już dogasającego pożaru, że gdyby nie ciągłe wmawianie Polakom antysemityzmu, to by go już dawno nie było itd.
Jestem Polakiem, nie mam żydowskich korzeni, dostrzegam problem polskiego antysemityzmu i się za niego wstydzę. Przeszkadza mi do tego stopnia, że dość często na swoim blogu zabieram głos na temat tego zjawiska. Polemizuję z tymi co w imię “nie kalania gniazda” zaprzeczają istnieniu polskiego antysemityzmu. Staram się przebić do nich z oczywistą oczywistością.
Że taka postawa tylko demonstrując naszą niedojrzałość, brak szczerości i raczej pogłębia problem wizerunku Polski niż go rozwiązyje. To, jeśli za problem uznać tylko zły PR. Zamiatanie śmieci pod dywan trudno bowiem przedstawić światu jako generalne sprzątanie. Ale jeśli za rzeczywisty problem uznać sam antysemityzm, a nie tylko złą sławę jaką nam przynosi, to oczywiście nie tylko go w ten sposób nie rozwiązujemy, ale go potęgujemy. A to jest już ogromnie niebezpieczne. Zgubne. Świadczy o jakiejś głębokiej aberracji moralnej. Źle wróży na przyszłość.
B. Wildstein twierdzi, że Państwo może przepraszać, a naród wstydzić się tylko za czyny dokonane w imieniu narodu. Pogląd w sposób oczywisty fałszywy, bo przecież ojcowie wstydzą się i przepraszają za przestępstwa swoich synów, choć ci ich w imieniu rodziny nie popełniali. Kościół Katolicki przeprasza w imieniu kościoła właśnie, za zbrodnie pedofilstwa popełnione ani w jego imieniu, ani przez znaczącą część kleru.
Nie to jednak ważne, że B. Wildstein aż tak się zapędza w swojej argumentacji, że tych oczywistości już nie chce dostrzegać. Dużo ciekawsze jest to, dlaczego dla Wildsteina jest ważniejsze bronić wizerunku, który w oczywisty sposób odbiega od prawdy. Czy żyje on w tak daleko posuniętym oderwaniu od rzeczywistości, że przejawy antysemityzmu na blogach, forach dyskusyjnych, stadionach, ulicach polskich miast, w części eteru zajętej przez Radio Maryja, umykają jego uwadze? Czy może interpretuje je jako przejawy jakiegoś innego zjawiska? Może sądzi, że nie są niczym groźnym?
A może przyczyna jest inna? Może jest w pułapce? Może po prostu nie znajduje sposobu, by domagać się od prezesa jedynej partii, ku której jak i ja sam, sercem ciąży, by ten wystąpił z otwartą przyłbicą przeciw upiorom rasizmu i tym którzy je w Polsce chronią?
Czy my koserwatyści, naprawdę jesteśmy w Polsce skazani na to by, chcąc mieć wpływ na jej losy i na sposób w jaki jest rządzona, zawierać sojusze z demagogami, populistami i antysemitami? Czy jesteśmy skazani na to, by kolejne pokolenia Polaków wyrastały straszone żydowskim zagrożeniem?
Czy PiS stać na to, by zostawić szlachetne zadanie rozprawienia się z demonami przeszłości w rękach lewicy? Lewicy coraz bardziej otwarcie antysemickiej, coraz bardziej wrogiej Izraelowi, nawiasem mówiąc. Czy wolno nam pozostawić inicjatywę walki z antysemityzmem w rękach formacji politycznej, która wierzy, że tylko rezygnacja z wyraźnej tożsamości narodowej jest ratunkiem przed powrotem potworności nacjonalizmów?
Czy dyskusja na temat patriotyzmu, historii, narodu, może się toczyć uczciwie przy jednoczesnym zakłamywaniu prawdy o naszej rzeczywistej kondycji moralnej? Czy PiS stać na prezesa, który niecha swego obowiązku przewodzenia patriotami, również na płaszczyźnie moralnej?
Co mi po walce z korupcją w urzędach państwowych, kiedy korupcja w duszy mojego narodu panoszy się pysznie i pokazuje na Jasnej Górze? Wiadomo o J. Kaczyńskim, że jest człowiekiem prawym i prywatnie brzydzi się antysemityzmem. Czy stać nas na prezesa, który nie ma odwagi mówić swojemu elektoratowi odważnie tego co prywatnie myśli o najważniejszych wyzwaniach dla moralnego zdrowia naszego narodu?
Może właśnie dlatego, B. Wildstein wybiera ślepotę i ignoruje groźne zjawiska w naszym kraju, by nie stracić dla siebie tej jedynej formacji politycznej do której odczuwa sympatię? Czy jednak postępując w ten sposób nie gwarantuje sobie politycznej bezdomności? Jak długo można mieszkać w domu, który jest nam gościnny tylko tak długo jak długo jesteśmy gotowi ignorować śmieci pod dywanem i trupa w szafie?


Komentarze
Pokaż komentarze (309)