Wczoraj w Białym Domu w Waszyngtonie odbyła się rzadka ceremonia wręczenia najwyższego odznaczenia wojskowego Stanów Zjednoczonych. Odznaczony został sierżant Dakota Meyer. Pozwólcie, że opowiem wam jego historię. Zanim jednak ją w dużym skrócie opiszę, chcę przetłumaczyć fragment modlitwy, odmawionej przez kobietę w białym mundurze:
Jeśli można, proszę módlcie się razem ze mną. Wszechmogący Boże zaświadczamy Twoją wielką łaskę, dzięki której przywiodłej nas dziś do tej doniosłej chwili. Tą ceremonią potwierdzamy, że pod Twoim Boskim przewodem, nasi przodkowie ustanowiając to państwo, oparli je na cnotach odwagi i prawości. Tobie oddajemy kierownictwo tego kraju, teraz kiedy wręczamy jego najwyższe odznaczenie sierżantowi Dokocie Meyerowi, który poświęcił samego siebie dla tych najwyższych wartości. O Boże, usłysz naszą wdzięczność za sposób w jaki ukształtowałeś charakter sierżanta Meyera poprzez pełne miłości poparcie rodziny, jak i poprzez liczonych wychowawców i przyjaciół. Wiedz jak bardzo jesteśmy wdzięczni za wzmocnienie jego ducha w czasie próby, tak że kiedy zdarzyła się potrzeba, by obronił bezpieczeństwo i godność swoich towarzyszy, mógł znaleźć w sobie moc, która pozwoliła mu zademonstrować wartość i siłę swego charakteru. Za jego bezinteresowność i gotowość do poświęcenia, o Boże, my jako naród jesteśmy niezmiernie wdzięczni. I teraz prosimy Cię Boże, byś tchnął w niego zrozumienie, że kiedy wstęga najwyższego odznaczenia zamyka się wokoło jego szyj, Ty otaczasz go wkoło najgłębszą swoją miłością...
Jest 8 września 2009 roku, pieszy patrol afgańskich sił zbrojnych i ich amerykańskich trenerów znalazł się w pułapce w wąskiej dolinie górskiej, pod zmasowanym ostrzałem Talibów. Wtedy jeszcze Kapral Dakota był około mili od miejsca zdarzenia, słyszał przez radio rozgrywający się dramat. Cztery razy prosił dowódcę o zezwolenie, by podążyć okrążonym i rozstrzeliwanym żołnierzom na ratunek. Cztery razy mu odmowiono. Powiedziano mu, że to zbyt niebezpieczne. Zdesperowany Dakota odrzucił bezpośredni rozkaz przełożonego i w przekonaniu, że robi słuszną rzecz wskoczył do Humvee z innym piechurem morskim, Juanem Rodriguesem. Juan złapał kierownicę, a Dakota zajął miejsce w otwartej wierzyczce z karabinem maszynowym. Do połowy ciała wystawiony na wściekły ogień wroga, popędził w sam środek piekła, by ratować ginących kolegów. Cały czas będąc pod intensywnym obstrzałem wracał pięć razy po rannych i poległych towarzyszy broni, których na własnych rękach wynosił spod obstrzału. Dakota powiedział później: nie myślałem, że zginę, ja wiedziałam, że zginę.
Pomimo tego, Dakota jest gościem, który mocno stąpa po ziemi, jak w czasie ceremoni opowiedział prezydent:
“ ... kiedy jeden z moich ludzi zadzwonił do niego do jego nowej pracy na budowie i próbował zaaranżować moją z nim rozmowę telefoniczną, żebym mógł mu powiedzieć, że jako prezydent zaaprobowałem ten medal, Dakota powiedział, że nie może teraz
rozmawiać, bo “jak nie pracuje to nie zarabia”. Dołożyliśmy więc starań, żeby zadzwonić do niego ponownie w czasie jego przerwy na lunch. Powiedziałem mu nowinę, a on po jej wysłuchaniu, od razu wrócił do roboty. Taki to z niego człowiek. W czasie rozmowy poprosił mnie, byśmy napili się razem piwa. To odbyło się wczoraj... “
Dwie rzeczy wydają się godne podkreślenia. Po pierwsze: najwyższe odznaczenie otrzymuje żołnierz, który złamał rozkaz. Tak właśnie niezwykła jest armia tego niezwykłego kraju. Żołnierzowi tam pozostawia się swobodę własnej inicjatywy na polu walki. Nie tylko za jej przejawianie się go nie karze, ale nawet można za nią być nagrodzonym, jeśli okaże się, że decyzja była słuszna. Nie ma takiej drugiej armii.
Po drugie, proszę zwrócić uwagę na tę modlitwę (żałuję, że nie mam czasu przetłumaczyć jej całej). Modlitwa odmawiana jest przez kobietę, bez religijnej pompy, a jakże wielkie robi wrażenie! Duch pokory i miałkości wobec Stwórcy jest szczery i oddaje prawdę o duchowych fundamentach tego narodu. To dlatego tak wielu wielkich Polaków, wychowanych w tradycji przywiązania do swobód obywatelskich, cnót rycerskich i umiłowania wolności i Ojczyzny, zakochiwało się w tym, jakże nam bratnim, narodzie. I proszę zwrócić uwagę: dzieje się to w obecności prezydenta, w Białym Domu, w czasie państwowej ceremonii, w kraju gdzie istnieje całkowite rozdzielenie religii od władzy. Trzeba znać miarę rzeczy mociumpanie. Zresztą popatrzcie sami na tą piękną ceremonię:
http://www.youtube.com/watch?v=vahLBesP3yk


Komentarze
Pokaż komentarze (12)