10 obserwujących
3 notki
12k odsłon
  127   0

Mój 13. Grudnia, Nowa Huta 1981 (1)

 

13 grudnia 1981 roku, niedziela, tak jak dziś – w roku 2009. Wpół do siódmej rano.

Otwieram oczy, mały, siedmiomiesięczny szkrab śpi słodko w swoim łożeczku, a obok mnie żona. Też śpi głęboko. Ostatecznie dopiero niedawno mały zaczął przesypiać prawie całą noc, więc rodzice mogą odespać poprzednie, mało komfortowe noce.

Ja wiem, że już spał nie będę, więc cichutko, aby nikogo nie obudzić zbieram ubranie i w kuchni, po ciemku się ubieram, radia – ma sie rozumieć - nie włączam. Wychodze do kościoła, Nowohuckiej Arki, jeszcze nie wykończonej, ale już dumnie żegłującej przez betonowe morze gomułkowkich i gierkowskich bloków.

Przechodze ciemnymi jeszcze, cichymi ulicami i przejściami między blokami, mijam Teatr Ludowy i nie widzę niczego dziwnego. Nawet ciężarówka żołnierzy na skrzyżowaniu ul. Bieńczyckiej mnie nie dziwi. Ostatecznie od czasu do czasu partia decydowała sie machnąć „zbrojnym ramieniem” przed nosami „ekstremistów”. Pewnie i dziś też... Przy wejściu do kościoła odłączam sie od głownego nurtu, żeby wejśc do dolnej kaplicy, za ołtarzem. Nie widac stamtąd ołtarza i księdza, ale za można się skupić nad tym o czym sie myśli/modli, lepiej dosłyszeć, co ksiądz ma do powiedzenia, więc to moje ulubione miejsce.

Dziś już nie pamiętam kto odprawiał mszę, na pewno nie był to ksiądz Gorzelany, niezmiernie zasłużony, niestrudzony budowniczy kościoła w „mieście bez kościolów”, po latach okazało się, że także współpracownik SB. W każdym razie kazanie nie odbiegało od często powtarzanego wówczas „Slidarnościo-festiwalowego” schematu i żadnych szczególnych treści w nim nie usłyszałem. Dopiero kiedy na zakończenie ksiądz zaintonował „Boże coś Polskę” pomyślałem sobie: czyżby komuchy od rana jakis numer wywinęły, znowu jakaś Bydgoszcz? Może w Warszawie spałowali Kongres Kultury? Ale nic, msza się skończyła, nikogo znajomego nie spotkałem, więc jak tysiąc innych pomaszerowałem do domu. Otwieram drzwi, ze swojego pokoju wychodzi mama żony i pyta „i co ty na to?”

Na co – odpowiadam, normalnie zima sie zaczyna, śniegu trochę jest...

-To ty nic nie wiesz? Z niedowierzaniem w głosie:

-w kościele nic nie mówili?

-NO ALE CO mieli mówić odpowiadam poirytowany, po czym z pokoju wychyla się żona z małym na ręku i mówi po ludzku:

- stan wojenny wprowadzili.

Nadal z niedowierzaniem kręcąc głowa nad babska głupotą podchodzę do telewizora a tam Jaruzel wygłasza swoja kwestię.

O cholera , myślę, muszę zadzwonic do KRH (Komisja Robotnicza Hutników) na kombinat. Podnoszę telefon, głucho.

 O niedobrze, myślę. Mówię do żony, że muszę podjechać na kombinat.

Po półgodzinnych negocjacjach, kawie i wysłuchaniu kolejnej „nawrotki” programu telewizyjnego „w mundurkach” wyszedłem z domu i bez specjalnego zdziwienia stwierdziłem, że nic nie jeździ.

Pewnie zadziałał nasz system ABC i wszyscy strajkują pomyślałem, damy im w d...!

I pomaszerowałem w stronę kombinatu.

Po drodze okazało się, że było trochę „schodów”. W alei dziś zwanej Aleją Solidarności już nie tylko ciężarówki, ale i transportery opancerzone i sporo wojska i ZOMO.

Ale nie na darmo Nowa Huta budowana była jako miasto gotowe do walk ulicznych: poprzez osiedla, przejściami i przewiązkami między blokami przeszedłem osiedla Willowe i Stalowe, minąłem ogródki działkowe i po 40 minutach zbliżyłem się do bramy głownej Kombinatu. Dzięki świetnemu (wówczas) wzrokowi widzę, że bramy zamknięte, za nimi spore grupki ludzi. Naprzeciw nich kilka ciężarówek, co najmniej dwa transportery opancerzone i co najmniej setka wojska. ZOMO nie widać, ale do kombinatu wejśc nie sposób. Przemykam sie więc w prawo ulicą Igołomską i faktycznie – już kilkdziesiąt metrów od bramy głównej szeregi wojska rzedną. W końcu może ze dwieście metrów od bramy głównej podbiegam do ogrodzenia i ze sprawnością o którą bym się nie podejrzewał dokonuję swojego historycznego „skoku przez płot”!

Natychmiast zjawia sie koło mnie paru chłopa z mało sympatycznymi minami.

 -Panowie, ja pracuję w KRH , nie jestem żadnym ubekiem – tłumaczę się.

W eskorcie doprowadzają mnie na wartownię, gdzie na szczęście jest kumpel z Sekcji Informacji i potwierdza, tak to nasz - od Staszka Handzlika. No to do roboty decydujemy. Chodź, jesteś potrzebny: robimy radio! No to idziemy: nie bardzo wiem gdzie, bo kombinatu nie znam, poza Centrum Administracyjne wybierałem się bardzo rzadko, to raczej ludzie z komisji wydziałowych przychodzili po biuletyny do nas.

 

Ludzie kręcą sie w zdumiewajaco zorganizowany sposób, łącznicy z wydziałow przychodzą do KRH i wracaja z najaktualniejszymi informacjami do swoich, lokomotywa z wewnętrznej koleji podjeżdża  na przejazd przez jedną z głównych ulic wewnątrzzakładowych i blokuje ją, tworząc kościec barykady. Strajk okupacyjny nabiera wojennych kształtów...

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale