Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski
54
BLOG

Wybory smoleńskie

Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski Polityka Obserwuj notkę 2

Gdy w 1930 roku tuż przed wyborami parlamentarnymi marszałek Piłsudski kazał uwięzić czołowych posłów opozycji w twierdzy brzeskiej (i dać im przy okazji porządnie w kość, żeby im się raz na zawsze odechciało demokracji), ochrzczono tę elekcję mianem wyborów brzeskich. W roku 2010, po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem, będziemy mieli wybory smoleńskie. Dwóch kandydatów na prezydenta zginęło w wypadku i zastapią ich inni, jeden wycofał się, prawdopodobnie nie wierząc, że uda mu się do 6 maja zebrać podpisy, szanse tych którzy zostali (Komorowkiego, Olechowskiego i Jurka), też trzeba oceniać zupełnie inaczej, niż jeszcze miesiąc temu. Takiego obrotu sprawy nikt sie nie spodziewał: pół roku temu bylismy przecież przekonani, ze wybierać będziemy pomiędzy Lechem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem! W ciagu kilku miesięcy nasze życie polityczne stanęło na głowie i raczej nieprędko wróci do normalnej pozycji.

Wczoraj mocno zaskoczyła wszystkich Lewica. Niemal od samej katastrofy mówiono o Ryszardzie Kaliszu, pojawiało się nazwisko Marka Siwca, a tu bęc! - i z pudełka wyskoczył Grzegorz Napieralski! Pierwszy raz w historii postkomuniści postawili na człowieka bez pezetpeerowskiej przeszłości, być może licząc na to, że skuszą tych wyborców, którzy może i mają lewicowe poglady, ale na kandydata "po przejściach" brzydziliby się gosować. Napieralski wydaje się politykiem o wyraźnych, autentycznie lewicowych pogladach, chcącym widzieć w swojej partii rzeczywiste narzędzie do wprowadzenia w życie postulatów tej opcji politycznej, a nie "zwiazek zawodowy byłych członków PZPR". Wydaje się  także czowiekiem autentycznie wrażliwym - chyba żaden polityk-mężczyzna nie płakał po katastrofie smoleńskiej tyle, co on, i mam wrażenie, że były to łzy prawdziwe. Tylko czy wrażliwość i wyrazistość programu wystarczy, żeby choć wejść do drugiej tury? I czy w razie porażki Napieralski nie zostanie czasem przez starszych kolegów zrzucony z fotela lidera i odsuniety na boczny tor? Nie jest przecież tajemnicą, że pan Grzegorz ma we własnej partii olbrzymią grupę oponentów, zarówno wśród bezideowych pogrobowców PRL-u, jak i części tych młodych, którzy zostali przy Olejniczaku.

Jeszcze większy kłopot maja w PiS-ie (i być może dlatego odwlekają wybór kandydata do ostaniej chwili). Wystawienie Kaczyńskiego byłoby grą va banque. Istnieje co prawda duża szansa, że na fali wspólczucia i patriotycznych nastrojów udałoby się Jarosławowi te wybory wygrać, pewności jednak co do tego nie ma żadnej, więcej: sondaże póki co dają mocną przewagę Komorowskiemu. Porażka lidera byłaby zaś w przypadku Prawa i Sprawiedliwości porażką całej partii i być może początkiem jej końca. Ujawniłaby się zapewne wewnatrzpartyjna opozycja, swoją szansę wyczułby Zbigniew Ziobro, walki frakcyjne uniemożliwiłyby przygotowanie się do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, a kto wie, czy nie sprawdziłby się scenariusz najczarniejszy, mówiący o rozpadzie partii na ugrupowania "kaczystów" i "ziobrystów". Z drugiej strony, gdyby Jarosławowi udało się wprowadzić do Pałacu, straciłby możliwość bezpośredniej kontroli nad Pis-em zarówno jeśli chodzi o gry wewnątrz partii, jak i polityke wobec innych ugrupowań. Ktoś musiałby zastąpić "apolitycznego prezydenta" na stanowisku prezesa. Nawet gdyby Kaczyński umieścił tam kogoś bezwzglednie podporządkowanego jego własnej linii, to, i tak równałoby się to rozdzieleniu pojęć dotychczas nierozdzielnych, partię zacząłby firmować swoim nazwiskiem ktoś inny. Tak czy inaczej, prezes PiS-u przeżywa straszliwy czas: osobista tragedia splata się u niego z koniecznością całkowitej przebudowy strategii politycznej, własnej i partyjnej, i to w ciagu kilku dni.

***

Wczoraj odbyły się kolejne pogrzeby. Szczególnie nietypowy na Powązkach, gdzie chowano Izabelę Jarugę-Nowacką. Nietypowy, bo katolicki i antyklerykalny zarazem. Nad grobem posłanki przypominano jej dokonania w kwestii emancypacji kobiet, walki o prawa gejów i świeckość państwa. Z kwaśna miną słuchał tego ksiądz, który na pogrzebie być musiał, i to nie dlatego, że mamy panstwo półwyznaniowe, ale dlatego, że posłanka była, o czym mało kto wiedział, osobą wierzącą. Kamery pokazywały przedstawiciela mniejszości seksualnych, machającego wśród kamiennych krzyży tęczową flagą, był też tęczowy wieniec.

Przedwczoraj przepiękną homilię wygłosił nad grobem posła Karpiniuka biskup Dajczak. Wreszcie słyszeliśmy o miłości, nadziei, dobru i zasługach zmarłego, wreszcie znalazł sie wyższy duchowny mówiący normalnym, ludzkim jezykiem, piekną polszczyzną bez wycieczek w stronę kościelnej nowomowy. I bez wspominania o aborcji i eutanazji, pouczania, czym jest małżeństwo, a czym nie jest, bez dzielenia żałobników na uprawnionych i nieuprawnionych, bez wskazywania, który samolot spadł, a który nie spadł i zastanawiania się, dlaczego nie odwrotnie. To powinien być wzór dla  wielu innych biskupów, prałata Suchego z Przemyśla i setek księży, którzy nie przepuszczą żadnej okazji, żeby na swoje owieczki powarczeć.

Dziś wracają trumny. Dzięki Bogu, już ostatnie.

***

Ostatnio dowiedziałem się z "Wiadomości TVP", że publiczna telewizja w Polsce jest instytucją wierzącą. Oto bowiem w materiale na temat trudności z identyfikacją ostatnich ofiar Smoleńska pan komentator z offu stwierdził w imieniu tejże telewizji, że, tu cytat, "nasza wiara nakazuje nam pogrzebać zmarłych". A żeby nie było watpliwości, która wiara jest nasza, na ekranie natychmiast pojawił się ksiądz katolicki. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, gdy z telewizora mozna było usłyszeć, że "nasz ustrój" pozwala albo nie pozwala na to czy tamto...

W sumie nie powinienem się dziwić. Żyjemy w końcu w kraju, w którym nie tak dawno ludzie z tytułami naukowymi kłócili się na łamach prasy na temat tego, czy hostia z kościoła w Sokółce zmieniła się w tkankę mięśnia sercowego człowieka, czy tylko pokryła się czerwonym nalotem wytworzonym przez bakterie pałeczki krwawej. W kraju, w którym kilka miesięcy temu radni miejscy w Puławach "w imieniu wszystkich mieszkańców" przyjęli uchwałę o obronie krzyży w klasach, tłumacząc, że musieli tak postąpić, ponieważ "nakazuje im to nie tylko wiara, ale i nauka Jana Pawła II, który nawoływał, aby bronić krzyża". Ale mimo wszystko jakoś mi to zgrzyta...

***

"Elita, która chciałaby istnieć bez narodu, jest jak lukier bez tortu". To nie moje, to red. Ziemkiewicza, wypowiedziane wczoraj wieczorem w TVP1 w pewnym znanym talk-show. Czasem warto rozmawiać, żeby coś takiego usłyszeć. Ciekawe, co sam lukier o tym myśli (bo w imieniu tortu mówili zaproszeni do studia goście, mimo ze sami należą raczej do lukru). W tym samym programie Janusz Śniadek cytował fragment "Dziadów", ten o lawie i plwaniu, z takim przejęciem, jakby go chwilę wcześniej pierwszy raz w życiu usłyszał. Być może rzeczywiście pierwszy raz go usłyszał, bo plątał się trochę przy tym cytowaniu. Ale może tylko kamery tak speszyły pana przewodniczącego? Na widownię zaproszono harcerzy. Jeden z nich nieopatrznie pochwalił platformerskie władze Warszawy za świetną współpracę i pomoc. Redaktor Pospieszalski próbował to przykryć jakimś szybkim zdaniem krytycznym pod adresem tychże władz, ale w eter poszło. Naprawdę warto rozmawiać - czasem nawet jakaś niepokorna myśl się przemknie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka