Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski
111
BLOG

Pisowizja na froncie ideologicznym

Obserwator Lubelski Obserwator Lubelski Polityka Obserwuj notkę 49

Przyznam, że nie oglądałem "Solidarnych". Może bym i obejrzał na zasadzie wyrabiania sobie obiektywnej opinii na podstawie różnych przekazów, ale nawet nie wiedziałem, że takie coś pokażą. Widac niezbyt dokładnie oglądałem ostatnie "Warto rozmawiać" czy "Wiadomości TVP". Obawiam się jednak, że wiem, jak ten film wyglądał: w drugim czy trzecim dniu żałoby miałem okazję przez kilka godzin podziwiać propagandowe studio żałobne p. Pospieszalskiego, nadawane z Krakowskiego Przedmieścia. Studio, jak na ironię, mieściło się naprzeciwko Pałacu, w kordegardzie... siedziby platformerskiego ministerstwa kultury! Audycja była tak prowadzona, że zgromadzenie żałobne przekształciło się na pewien czas w gorący wiec polityczny.

Sposób na podgrzanie atmosfery był prosty. Wyszukiwano "słusznie myślących przechodniów, którzy wygłaszali do kamery autorytatywne sądy na temat przyczyn katastrofy, postawy marszałka Komorowskiego, roli mediów w walce z IV RP, zawiłości dziennikarskiej duszy i roli prezydenta Kaczyńskiego w historii Polski. "Głos ludu" wieszczył, a goście w studiu potwierdzali prawdziwość tego wieszczenia powagą swojego autorytetu. Wynikało z tych stwierdzeń, że samolot na pewno strącili Rosjanie (ewentualnie Rosjanie i Platforma - bo jakoś trzy dni wcześniej nikt nie zginął!), marszałek Komorowski powinien się wstydzić swoich krytycznych uwag pod adresem prezydenta, zaś dziennikarze albo cynicznie udają żal, albo płaczą ze wstydu, że tak perfidnie atakowali bohatera narodowego. Można się było też dowiedzieć, że oto bohaterowie złozyli ofiarę na ołtarzu Prawdy Katyńskiej, że dzięki katastrofie patrioci znów mogą podnieść głowy, że Naród się pokazał, a liberalne elity schowały do  swoich dziur, że "bohatersko zginął kwiat" i tak dalej. Na szczęście nikt nie próbował cytować "Dziadów", choć jaśniejące po drugiej stronie morze zniczy jak najbardziej kojarzyło się z niewyziębionym wewnetrznym ogniem, a i plwania z ekranu było wyjątkowo dużo, szczególnie w kierunku "niewłaściwych" mediów z "Gazetą Wyborczą" na czele. Głosów z drugiej strony niebyło - wszak to zbiorowa madrość Narodu się obudziła, a poza tym, jak usłyszeliśmy skądinąd, czymże jest ta garstka krzykaczy, która ma inne zdanie, wobec 40 milionów...  

Z relacji prasowych wynika, że z podobnie dobranych migawek sklecono "Solidarnych".

Nie wiem, kto uczył red. Pospieszalskiego zasad propagandy telewizyjnej, jednak podczas ogladania jego programów mam dziwne wrażenie, że lekcje pobierał od panów Tumanowicza i Barańskiego (jakież oni mieli wdzięczne nazwiska!), prowadzących m. in. "Dziennik Telewizyjny" w stanie wojennym. Sam pamiętam z dzieciństwa takie "reportaże", w których "przypadkowo dobrani" rozmówcy chwalili codzienne życie w ustroju socjalistycznym i zapewniali, że przed rokiem 1981 to było okropnie, a teraz (czyli np. w 1985) jest o wiele lepiej, za przyczyną światłych, (i patriotycznych, a jakże!) rządów Generała. Były też odpowiednio formatowane programy publicystyczne. Prezentowano krótki filmik ze "słuszną" tezą (np. że młodzież w Polsce generalnie nie jest przeciwna socjalizmowi) po czym kilka osób z jednej strony politycznej barykady rozprawiało o "węzłowych problemach socjalistycznego wychowania młodego pokolenia", przekonując siebie i widzów, że młodzież jest coraz bardziej socjalistycznie wychowana. No, owszem, są grupki omamione przez podziemie, ekstremę, różnej maści wrogów Polski Ludowej, ale... cóż znaczy ta garstka krzykaczy wobec 40 milionów!

 Zauważmy, że (pomijając obecność publiczności, której w PRL-u przezornie jednak nie zapraszano do studia) "Warto rozmawiać" oparte jest na bardzo podobnym schemacie. Z reguły zaprasza się gości o poglądach przynajmniej zbilżonych do poglądów prowadzącego, prezentuje krótki filmik ze "słuszną" tezą (np. że społeczeństwo generalnie kochało prezydenta, tylko o tym nie wiedziało, a teraz, dzięki jego bohaterskiej śmierci, już wie), do tego dodamy potwierdzający nasza tezę sondaż - i jazda! Grono osób z jednej strony barykady rozprawia o patriotyzmie i Ojczyźnie, przekonując siebie i widzów o tym, że oto cały naród przejrzał na oczy, może z wyjatkiem elity, która chciałaby być lukrem bez tortu... Swoje dopowiada publicznośc, z reguły powtarzając tezy gości i prowadzącego, a jak się coś komuś wypsnie nieprawomyślnego, to się to szybko zagada. I tak to się toczy... Tak wygląda rzeczywistośc Pisowizji na pierwszej linii frontu ideologicznego.

Gdyby jednak w TVP jedynie p. Pospieszalski tak gorliwie służył jednej opcji politycznej, nie byłoby jeszcze tak źle. Gorzej, że "Wiadomości" chwilami zaczynają przypominać dawny "Dziennik". Może nie ten z roku 1982, bez przesady, ale ten w wersji "soft", z roku 1987 czy 1988, już trochę tak. Wracają czasy prezesa Kwiatkowskiego, tyle że tym razem dysponentem politycznym TVP jest - i może to szczęście w nieszczęściu - opozycja. Mamy do czynienia z pseudoobiektywizmem, który widza wyrobionego drażni, ale dla niewykształconych, prostych odbiorców może być niezauważalny. Delikatna manipulacja kolejnością informacji, językiem przekazu, czasem delikatnie wbita szpila, wieńcząca pozornie obiektywny tekst - oto metody działania TVP. Przykład z ostatnich dni: w 'Wiadomościach" nadano dłuższy materiał na temat organizacji uroczystości katyńskich. Prawie do końca podawano tylko suche fakty. Prawie, bo oto, jak wyglądała puenta: "Ostatecznie premier i prezydent polecieli osobno, w różnych terminach. Nie z winy prezydenta".

A skoro nie z winy prezydenta, drogi telewidzu, to domyśl się, z czyjej...

Również TVP Info było czujne w ostatnich tygodniach. Pogrzeby "swoich" retransmitowano w pierwszej kolejności. "Dzis o 0:30 obszerna relacja z pogrzebu J. Kurtyki - Dziś o 1:30 relacja z pogrzebu (i tu nazwsisko) - dziś o 2:00 relacja z pogrzebu (nazwisko)" - zapowiadano na pasku kilka dni temu. Czyli Kurtyka najpoierw i godzinę, pozostali później i po pół godziny. Niby to tylko powtórki, niby noca głuchą, ale trudno się nie przyczepić.

Jedno w tym wszystkim pocieszające: media publiczne tym razem padły łupem opozycji. I mimo wszystko jest to jakiś promyk swiatła w tych ciemnościach. Bo jeśli już media publiczne muszą być czyjąś tubą (a pod rządami obecnej ustawy niestety inaczej się nie da), to zdecydowanie lepiej, jeśli są tubą opozycji. Nie ma gorszej rzeczy, niż telewizja dworska, podlizująca się władzy, tuszująca jej niedociągnięcia. Nie wierzę, żeby Paltforma nie miała swoich Pospieszalskich, Krasnodębskich czy Ziemkiewiczów, nie wierzę, żeby TVP pod jej władzą była bardziej obiektywna. Media są po to, żeby patrzeć władzy na ręce - i można nie znosić Pospieszalskiego i jemu podobnych, ale póki rządzi PO, są oni mniejszym złem. Co jak co, ale takie patrzenie władzy na rece mamy dzięki nim zagwarantowane.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (49)

Inne tematy w dziale Polityka