Będzie krótko bo i temat da się skomentować kilkoma słowami i pewnym cytatem który jak sądzę każdy użytkownik salonu24 zna (a jak nie zna - powinien jak najszybciej poznać). Rzecz dotyczy problemu poruszonego przez Hitmena na Jego blogu - mianowicie dlaczego dziennikarze (no, w każdym razie większość z nich) na przekór realiom twardo i z uporem broni konającej III RP? Dlaczego nie są w stanie wznieść się ponad brudne, partyjne gierki którym kibicują i opisać rzetelnie sytuacji na polskiej scenie politycznej? Dlaczego zamiast bezstronnie informować zamieniają się w rzeczników takiej czy innej partii?
Moje zdanie jest takie: Po pierwsze uważam, że sytuacja u nas nie odbiega w jakimś dużym stopniu od sytuacji w innych krajach "demokratycznych" (tj. takich, w których motłoch trzeba urobić by zagłosował jak należy), świadczyć o tym może fakt, iż najlepsze teksty na temat technik manipulacyjnych pochodzą spoza Polski lub dotyczą krajów innych niż Polska - warto tu wspomnieć Noama Chomsky'ego, Williama Bluma czy Vladimira Volkoffa oraz tekst który niedawno przytoczyłem u siebie na blogu dotyczący kształcenia ogłupiałego motłochu - jest podobnie, i tu i tam ludzie są manipulowani tak samo i nie zmieniają się metody manipulacji - są dokładnie takie, jak to opisał Volkoff w "Traktacie o dezinformacji" - polecam tekst Jana Lipnickiego. Jak to się odbywa w Polsce opisał (nie wiem czy taka byla jego intencja) red. Osiecki na swoim blogu - w Polsce newsy powstają na Wiertniczej, w studio TVN24 i są bezmyślnie powtarzane przez dziennikarzy innych publikatorów, cytuję:
Jeśli czegoś nie ma w Google to znaczy, że to coś nie istnieje. A jeśli jakiejś partii nie ma w telewizji, to znaczy, że za chwile przestanie istnieć. Zastanawiam się czy Jarosław Kaczyński (bo PiS to JarKacz, a JarKacz to PiS) z pełną premedytacja popełnia samobójstwo, czy jest to tylko jakiś sprytny zabieg PR-owy. Tyle, że w tym działaniu żadnej logiki nie widzę. Powiedzmy sobie szczerze TVN24 nie jest telewizją skierowaną do przeciętnego Kowalskiego. W złośliwym żargonie mówimy o tej stacji „telewizja zakładowa". Bo jej głównymi odbiorcami są dziennikarze i politycy to doskonale wiedzą. W każdej redakcji jest przynajmniej jeden telewizor non stop nastawiony na TVN24. I kiedy na antenie pojawi się jakaś „wstrząsająca" wypowiedź polityka, czy nawet najbardziej absurdalny „czerwony pasek" to wszystkie stacje radiowe, portale i stacje telewizyjne (TVP Info - np.) grzeją temat do bólu. Zatem jeśli czegoś nie ma w TVN24, to temat po prostu nie istnieje.
Teraz pytanie: Dlaczego dziennikarze to robią? Dlaczego nie drążą, nie doszukują się nieścisłości, nie idą po nitce do kłębka ale czerpią maź wszyscy z jednej sterty i ciskają nią w niewiele z tego pojmującą publikę? Trudno to zrozumieć, prawda?
Nie. Wcale nie tak trudno.
Zwłaszcza, jeśli się zajrzy do internetu i poszuka Ustawy Prawo Prasowe - ustawy regulującej zawód dziennikarza która powstała w 1984 (nomen omen) roku a więc tuż po zakończeniu stanu wojennego i do dziś pozostaje niezmieniona. Przeglądamy ten akt prawny i widzimy taki zapis:
Rozdział 2 Prawa i obowiązki dziennikarzy
Art. 10 1. Zadaniem dziennikarza jest służba społeczeństwu i państwu. Dziennikarz ma obowiązek działania zgodnie z etyką zawodową i zasadami współżycia społecznego, w granicach określonych przepisami prawa
2. Dziennikarz, w ramach stosunku pracy, ma obowiązek realizowania ustalonej w statucie lub regulaminie redakcji, w której jest zatrudniony, ogólnej linii programowej tej redakcji
3. Działalność dziennikarza sprzeczna z ust. 2 stanowi naruszenie obowiązku pracowniczego
I teraz konia z rzędem temu, kto mi wskaże jak pogodzić służbę Państwu (zwłaszcza naszemu) ze służbą społeczeństwu o czym wspomina punkt 1 i jak ów punkt pierwszy pogodzić z całkowicie zaprzeczającymi mu punktami 2 i 3? Zasada jest prosta: Pisz, co Ci każą albo wynocha. Czy w świetle tego może dziwić to, o czym pisał red. Osiecki? Ani odrobinę. Redakcja płaci - redakcja wymaga. Owszem, można iść do innej, ale do której? Do niszy? Z mainstreamu? Z ogólnopolskiej telewizji do regionalnego tygodnika? Z takim nazwiskiem? I tu konkluzja, że dziennikarzom (nie wszystkim, ale części nieodmóżdżonej a w każdym razie uczciwej) należy współczuć. Naprawdę. I kto czytał Paragraf 22 Hellera wie dlaczego a tym którzy nie czytali polecam tę książkę gorąco a na zachętę wklejam cytat idealnie oddający sytuację polskiego dziennikarza który w niczym nie różni się od hellerowskiego Yossariana który bardzo nie chciał więcej latać bojowo...
Pułkownik Cathcart, podobnie jak wszyscy oficerowie ze sztabu grupy poza majorem Danbym, przepojony był duchem demokratyzmu: wierzył święcie, że wszyscy ludzie są równi, traktował więc wszystkich lotników spoza sztabu z jednakową pogardą. Nie znaczyło to wcale, że nie miał zaufania do swoich ludzi. Jak im często powtarzał na odprawach, wierzył, że są co najmniej o dziesięć lotów bojowych lepsi od wszystkich innych i uważał, że każdy, kto nie podziela jego zaufania, może się wynosić do diabla. Jednak żeby się wynieść do diabła, trzeba było najpierw - jak się dowiedział Yossarian, kiedy poleciał odwiedzić byłego starszego szeregowego Wintergreena - zaliczyć te dodatkowe dziesięć lotów.
- Wciąż jeszcze nie rozumiem - skarżył się Yossarian - czy doktor Daneeka ma rację, czy nie?
- A co on mówi?
- Że czterdzieści.
- Daneeka ma rację - potwierdził były starszy szeregowy Wintergreen. - W Dwudziestej Siódmej Armii wymaga się tylko czterdziestu lotów.
Yossarian tryumfował.
- Więc mogę wracać do kraju, tak? Mam już czterdzieści osiem lotów.
- Nie, nie możesz wracać do kraju - sprostował były starszy szeregowy Wintergreen. - Zwariowałeś czy co?
- Dlaczego?
- A paragraf dwudziesty drugi?
- Paragraf dwudziesty drugi? - zdumiał się Yossarian. - Co tu ma do rzeczy paragraf dwudziesty drugi, do cholery?
- Paragraf dwudziesty drugi - wyjaśniał doktor Daneeka cierpliwie, kiedy Joe Głodomór przywiózł Yossariana z powrotem na Pianosę - mówi, że zawsze musisz robić to, co ci każe twój dowódca.
- Ale dowództwo Dwudziestej Siódmej Armii mówi, że po czterdziestu lotach mogę wracać do kraju.
- Ale nie mówi, że musisz wracać. A regulamin stwierdza, że musisz wykonywać rozkazy. Tu jest właśnie haczyk. Nawet gdyby pułkownik kazał ci latać wbrew wyraźnym rozkazom dowództwa armii, to i tak musiałbyś latać, w przeciwnym razie byłaby to odmowa wykonania rozkazu. A wtedy dowództwo Dwudziestej Siódmej Armii dałoby ci do wiwatu.
Yossarianowi opadły ręce.
- Więc naprawdę muszę zaliczyć te pięćdziesiąt lotów - zmartwił się.
- Pięćdziesiąt pięć - sprostował doktor Daneeka.
- Jakie znów pięćdziesiąt pięć?
- Pułkownik chce teraz, żeby każdy z was zaliczył pięćdziesiąt pięć lotów bojowych.
Słysząc to Joe Głodomór wydał potężne westchnienie ulgi, a twarz mu rozjaśnił uśmiech. Yossarian schwycił go za kark i zaciągnął go z powrotem do byłego starszego szeregowego Wintergreena.
- Co oni mogą mi zrobić - spytał konfidencjonalnie - gdybym odmówił dalszych lotów?
- Prawdopodobnie będziemy cię musieli rozstrzelać - odpowiedział były starszy szeregowy Wintergreen.
- Jak to “będziemy"? - krzyknął zaskoczony Yossarian. - Co to znaczy “będziemy"? Odkąd to jesteś po ich stronie?
- Mam być po twojej stronie, kiedy cię będą rozstrzeliwać? - odparł Wintergreen.
Yossarian skapitulował. Pułkownik Cathcart znowu go wykiwał
KONTROLA NAD MEDIAMI - NOAM CHOMSKY


Komentarze
Pokaż komentarze (4)