Einjahrig-Freiwilliger Einjahrig-Freiwilliger
60
BLOG

Dlaczego warto być niezwykłym... (lub niezwykłą)

Einjahrig-Freiwilliger Einjahrig-Freiwilliger Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

Pamiętam taki dzień, gdy w Warszawie odbywały się uroczystości żałobne na okoliczność nieoczekiwanej śmierci pewnego działacza (za przeproszeniem "Solidarności"), który niczym Poniatowski rzucił się do lodowatej wody za zwierzęciem, ale to nie był koń. Tedy właśnie doszło do takiej sytuacji, że do kaplicy, gdzie odbywała się msza nie wpuszczono pewnej pani, której działalność społeczna u boku panującego wtedy (niestety) prezydenta, pozostawiała w jakiejś sprzeczności z etosem reprezentowanym niegdyś przez PT Nieboszczyka... czy jakoś tak to wyszło niezręcznie? W każdym razie próba znalezienia się w powstałym dysonansie towarzysko obyczajowym podjęta ze strony rodziny owej pani zaowocowała znamiennymi słowami, które w obowiązujacym u naszych sąsiadów języku rosyjskim zabrzmiałyby tak:

Моя любимая мама – необычный человек!

I tu chodzi mi o ten zwrot, bo chcę właśnie pisać o triage'u. O tej procedurze szpitalnej można dowiedzieć się więcej w różnych, dostępnych źródłach, dosyć jednak powiedzieć, że mylić się będzie ten, co odejdzie od lektury przekonany, że są trzy stopnie segregowania pacjentów w szpitalnych oddziałach ratunkowych, ale też i ten, co powie, że jest ich pięć. 

Wystarczy bowiem być osobą niezwykłą aby tym wszystkim, którzy zgadzają się na przyjęty porządek, którzy wierzą jeszcze w jakieś obowiązują zasady pokazać, że tak nie jest.Jest tylko kwestia tego, jak to przedstawimy. Czy przybierze taką formę, jak opisana powyżej, po czym czyjaś tam matka wejdzie do gabinetu na oczach zdumionej kolejki...bo jest niezwykła? Nazwiemy to Wejściem na Etos. A może lepsze jest Wejście Senatorskie z dzieckiem lub bez, czyli na tzw. rympał w asyście otwierającego usłużnie drzwi dyrektora szpitala... Bo to dziecko jest też niezwykłe, gdyż niezwykłość jest dziedziczna. Jest też Wejście Żoliborskie, gdy cały oddział, ba całe piętro szpitala opróżnia się z pacjentów, bo za chwilę na obiekcie pojawi się pacjent z chorym kolanem. Oczywiście, że niezwykłym. I pacjentem i kolanem. A Wejście Hossana-Lozanna? Ma miejsce wtedy, gdy kwiecące Ołtarz służebnice parafialne tuż po mszy niedzielnej przejęte świszczącym oddechem ojca niezwykłych chłopców o różnej orientacji, stawiają telefonem na nogi profesorstwo poważnej kliniki i pacjent omija SOR, a przy okazji kolejne kartki w kalendarzu. To dopiero niezwykłość! Na lata procesów...


Tak to wygląda, gdy nie jest się zwykłą osobą.

I żal mi jest tego chłopaka w sumie. Tak, szczerze powiem, mój młody kolega po fachu bez lekarskiej specjalizacji jeszcze, ale za to jaki organizator!? Chciał to wszystko ucywilizować, nadać temu jakieś ramy, ba! Elegancję a przy tym w dyskretnej oprawie. Bo proszę sobie wyobrazić, dwa tygodnie po wakacjach w Ibizie przyjeżdżamy z opryszczką na wargach (nieważne jakich) proszą nas na triażu, aby okazać zmiany, a my pokazujemy medykowi stalinowski kontur Polski z gębą roześmianą do Słubic po Chełm i co? 

Od razu trafiamy do VIP Roomu...Bez czekania i zbędnych ceregieli! Dlaczego?

Bo jesteśmy niezwykli.

Może pan Kuźmiuk? Mogę i Ja...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo