Czyli kto kłamie.
Otóż , gazeta codzienna o. Rydzyka "Nasz Dziennik" , powołując się na dokumenty z 36 pułku lotniczego podała , że od 2002 roku , procedury natowskie zabraniają przebywania w kokpicie pilotów tzw "liderów ", którzy mogą co prawda być na pokładzie statku powietrznego , ale nie posiadają takich kompetencji , jaki przypisał Klich , "tzw. " liderowi " , który to \ Rosjanin - w tym konkretnym przypadku \ powinien być na pokładzie samolotu prezydenckiego i w koncówce lotu , praktycznie przejąć teoretyczne jego kierowanie, poprzez podawanie odpowiednich komend .
Rodzi sie zatem pytanie , czy Klich znał te procedury i celowo opinię publiczną wprowadził w błąd nagłaśniając , ponad wszelka watpliwość fakt nieobecności " lidera " jaką jedną z przyczyn katastrofy , czy nie znając procedur notowskich poprostu konfabulował , grając na nastrojach antyrosyjskich.
To , że Pan Klich ma " parcie " na szkło było wiadomo od poczatku , to , że lubił być w centrum i skupiać na sobie uwagę też , ale jak na dziś , po informacji podanej przez było nie było tak opiniotwórcza gazetę, wyglądają Jego kompetencje jako fachowca w dziedzinie katastrof lotniczych i czy można dawać wiarę temu co mówi o przyczynach katastrofy smoleńskiej , mam wątpliwości.
Chyba , że to " Nasz Dziennik" , nie wiedzieć czemu , mija się z prawdą , a płk. Klich ma racje , i " ND "z jakiś bliżej nie znanych powodów wchodzi do gry po "ciemnej strononie mocy" . Ciekawe co na to odpowie Klich i jak bedzie riposta "ND" . Jedno powinno być pewne , że jeżeli to "Nasz Dziennik " pisze prawdę , to godziny płk. Klich w polskiej komisji badajacej przyczyny katastrofy powinny być policzone ,bo w tej sprawie , każde słowo jest na " wagę złota" i ot tak nie można rzucać go sobie na wiatr.


Komentarze
Pokaż komentarze (71)