Zastanawia mnie bardzo zbliżająca się wizyta Pana Obamy. Dokładniej rzec ujmując sama organizacja. Aspekty czysto formalne.
I tak po kolei można zapytać: przede wszystkim w jakim języku będą rozmawiali prezydenci? Jak rozumiem tłumacz będzie tu nieodzowny. W końcu nasz „urzędujący” nie do końca chyba taki płynny jest w mowie (w piśmie to wiadomo, że nawet po polsku nie jest). Wprawdzie straty będzie nadrabiał zapewne nasz drugi „urzędujący”. W końcu Pan Premier ostatnio wziął się za naukę, ups, przepraszam – doszkalanie z języka angielskiego.
Na marginesie, do tych co tak krzyczeli, że Kaczyńscy języków nie znają: nie wstyd Wam?
Pozostaje zatem tłumacz (choć jego obecność i tak była by wskazana. Gdyby Jaśnie Hrabia, nieświadomie walnął jakąś gafę, musi być jakiś ktoś, na kogo można by zwalić winę). Naturalną rzeczą są tłumacze, podczas spotkaniu wielu głów państw. Ale przewidziane przecież jest także spotkanie indywidualne… Zobaczymy.
Kolejna kwestią jest sama organizacja przejazdu „Najważniejszej osoby na świecie” – MIP – Pana Obamy. Utrudnienia w ruchu, pozamykane ulice. OK. Są przepisy. Musza się do ich stosować. Ale przeczytałem niedawno, że istnieje szansa na to, że będą zakłócane telefony komórkowe, aby nikt zdalnie nie mógł bomby podłożyć. Służby mają prawo wyprosić z mieszkań ludzi, o ile mieszkanie i jego położenie będą budziły jakieś wątpliwości. Czyli, które to mieszkania? Przecież teoretycznie każde może za szybą gościć snajpera?
Generalnie, wielkie zamieszanie, chaos, i ogólna dezorientacja. W imię czego? W imię kilku uśmiechów, paru fotek, i kolejnego tygodnia, w którym świat medialny będzie żył tą, jakże ważną wizytą, która jak zwykle przeniesie bardzo ważne NIC!


Komentarze
Pokaż komentarze (2)