ez. ez.
1082
BLOG

Żadnych mrzonek, debaty nie będzie

ez. ez. Polityka Obserwuj notkę 4

Wczoraj przez przypadek, czy też raczej nieuwagę, miałem okazję obejrzeć kilka minut programu „Szkło kontaktowe”. Panowie prowadzący akurat rozmawiali na temat kampanii prezydenckiej i ewentualnej debaty przed pierwszą turą wyborów. Luźna wymiana zdań zeszła na realia demokracji amerykańskiej, gdzie debaty są stałym elementem politycznego pejzażu. Podsumowując poglądy dyskutantów: model zza „Wielkiej Wody” jest zły, bo tam kandydaci „zbierają pieniądze nie wiadomo skąd” a w ogóle, to „pięć lat temu też była debata i co? Pamiętacie Państwo, co mówili kandydaci?”.

Tak, Polska rzeczywiście z amerykańską demokracją ma niewiele wspólnego, za to dryfowanie w stronę odmętów standardów rosyjskich znajduje się „na kursie i ścieżce”. Dzisiaj Prezydent to postać z piedestału i strącenie go stamtąd choćby na chwilę aby stanął w jednym szeregu z pretendentami do zwycięstwa byłoby nadszarpnięciem jego autorytetu. Właściwie to słowo „majestat” bardziej oddaje istotę pojmowania urzędu prezydenta przez jego zwolenników. Druga tura dla Bronisława Korowskiego to sprawa oczywista i dopiero wtedy, o ile do niej w ogóle dojdzie, obecny Prezydent zaszczyci wyborców swoimi ogólnymi mądrościami na temat relacji wewnątrzpaństwowych i przenikliwymi analizami sytuacji geopolitycznej.

Zupełnie tak samo jakby w przyszłym mundialu, Niemcy mieli rozpoczynać rozgrywki od finału. Czy Pałac Prezydencki ma już wyniki pierwszej tury, że tak jasno widzi w drugiej Bronisława Komorowskiego? Czy Konstytucja zawiera jakiś tajny aneks, który urzędującej głowie państwa gwarantuje udział na tym etapie „rozgrywek”? Nie, oczywiście, że nie ma ani takich wyników, ani tajnego aneksu. Jest tylko wypływające z bizantyjskiej megalomanii dobre samopoczucie Komorowskiego. Realia zaś są takie, że obecny Prezydent jest w takiej samej pozycji jak wszyscy inni kandydaci. Głos oddany na niego, na Andrzeja Dudę, Magdalenę Ogórek, czy Ryszarda Kalisza ma taką samą wartość. Sytuacja, w której Komorowski „czeka” na kogoś w drugiej turze istnieje tylko w głowach ludzi, których stosunek do obecnej władzy jest służalczy, którzy prezydenturę w demokratycznym kraju pojmują właśnie na wzór wschodni. Po rosyjsku.

Nietrudno było przewidzieć, że na wezwanie do debaty, środowisko bliskie Komorowskiemu zareaguje serią uników, wymyków i padów. Jak urzędujący prezydent radzi sobie w sytuacjach spontanicznych mieliśmy okazję zobaczyć po mistrzostwie świata zdobytym przez polskich siatkarzy, kiedy Komorowski pogratulował… piłkarzom, co spotkało się z mało przychylną reakcją publiczności. Także składając zeznania przez sądem, który łaskawie został przed oblicze prezydenta zaproszony (kolejny przykład wschodniego sznytu tej prezydentury), świadek Komorowski radził sobie jak uczeń nieprzygotowany do zajęć. Konfrontacja z inteligentnym, błyskotliwym i przede wszystkim dynamicznym rywalem byłaby dla Prezydenta aktem samobójczym i dlatego o żadnej debacie ani z Dudą, ani Jarubasem, ani żadnym innym kandydatem być nie może.

Komorowski jako prezydent ma być szanowany z racji pełnionej funkcji a nie dlatego, że ma jakąś wizję, którą mógłby się z polskimi obywatelami podzielić, dlatego cały sztab przez najbliższe miesiące będzie nam wmawiał jakim wielkim mężem stanu jest miłościwie nam panująca głowa państwa i jak marni i niegodni jego uwagi są wszyscy pretendenci do zwycięstwa w wyborach. Skoro już teraz sugestia debaty przed pierwszą turą jest dla Komorowskiego „złamaniem tradycji”, to dalsze nalegania w tej sprawie pewnie zostaną potraktowane jak próba zamachu stanu.

ez.
O mnie ez.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka