Prawda niby prosta jednak w obliczu nadaktywności zwolenników kunsztu politycznego Władimira Putina trzeba ją przypominać jak najczęściej i na każdym kroku. Ustalmy więc podstawowe fakty, które w natłoku siermiężnej jak socrealistyczna architektura prorosyjskiej propagandy wydają się ulegać zatarciu.
Wrogiem Polski nie są Niemcy. Jesteśmy z tym krajem w sojuszu militarnym a także tworzymy wspólnie z innymi krajami wspólnotę polityczną. Konkurujemy ze sobą na polu gospodarczym, mamy pewne problemy w zachowaniu zasady równości względem mniejszości narodowych zamieszkujących nasze kraje jednak o wrogości już od bardzo dawna mowy być nie może. Widać to na każdym kroku a najlepiej podczas wydarzeń sportowych, kiedy niemieccy sportowcy traktowani są przez Polaków o wiele lepiej niż nasi północni sąsiedzi. Podobnie zresztą jak niemieccy kibice, którym do głowy nie przychodzi paradowanie po Warszawie z flagami III Rzeszy. Może nie pałamy do siebie miłością ale staramy się traktować z szacunkiem.
Wrogiem Polski nie jest Litwa. Przyjacielem niestety też nie jest co wynika z beznadziejnej polityki tamtejszych władz wobec polskiej mniejszości i celowych zaniedbań ze strony polskich polityków oraz tzw. "elit". Podobnie jak w przypadku Niemiec łączą nas jednak więzy militarne i polityczne, będące wyrazem dobrowolnego wyboru obu narodów. Nawet jeśli teraz nie jest między nami najlepiej, to nie znaczy, że tak będzie zawsze.
Czesi i Słowacy także nie są naszymi wrogami z tych samych względów co wyżej wymienione państwa. Z Czechami różni nas oczywiście sprawa Zaolzia ale biorąc pod uwagę nasze historyczne zatargi z innymi krajami, to jest to kwestia doprawdy śmieszna, zwłaszcza, że trudno mówić tutaj o winie tylko jednej ze stron.
Ukraina również nie jest naszym wrogiem. Dzieli nas jednak sprawa rzezi wołyńskiej bagatelizowanej przez Ukraińców i ich władze. Celem Polski powinno być niedopuszczenie do powtórki z tamtych wydarzeń dlatego wszelkie działania wspierające Rosję w wojnie na wschodzie Ukrainy są po prostu proszeniem się o kolejny krwawy rozdział w historii naszych narodów. Obecnie Ukraińcy chcą żyć w kraju wyzwolonym spod kacapskiego buta i wyrażają prozachodnie aspiracje, co sprawia, że jest szansa na poprawę relacji między naszymi krajami.
Nawet Białoruś nie jest naszym wrogiem. Z ust polityków, a raczej polityka białoruskiego nie padają groźby pod adresem Polski. Oczywiście mniejszość polska na Białorusi traktowana jest fatalnie, co jednak wynika nie z niechęci tamtejszych mieszkańców do naszych rodaków a z działań reżimu nie uznającego żadnych niezależnych od władz form społecznej współpracy. Gdyby nie Łukaszenko, to prawdopodobnie z Białorusią mielibyśmy najlepsze relacje spośród wszystkich naszych sąsiadów. Tutaj jednak na drodze staje ZBiR.
Zbirowi temu na imię Rosja. I to ona jest, była i będzie naszym wrogiem. W sensie historycznym jest to sprawa poza dyskusją, chyba, że ktoś jest z usposobienia targowiczaninem i Stanisław Szczęsny-Potocki to dla niego twórca polskiego panteonu największych patriotów. Dzisiaj Rosja patronuje rywalizującemu z NATO sojuszowi militarnemu a co do planów na przyszłość, to widzimy je na Ukrainie: odbudowa mocarstwowej pozycji, co przy odrodzeniu się radzieckich sentymentów w duszach zwykłych Rosjan jest zjawiskiem naprawdę groźnym. Politycy rosyjscy grożą nam marszem na Warszawę, wykorzystaniem broni jądrowej a w stosowanej retoryce widzą nasz kraj jako sztuczny, marny twór. Stosunki dyplomatyczne między naszymi państwami są praktycznie zamrożone i widoków na poprawę tej sytuacji nie widać.
Z Rosji do Polski nigdy nie przyszło nic dobrego. Nasi słowiańscy bracia raczyli nas jedynie mordami, niewolą, gwałtami i poronionymi ideami politycznymi (komunizm, panslawizm) a i tak, jak zawsze, znajdują sobie w Polsce grono bałwochwalców, widzących w nich jakieś zbawienie dla zdegenerowanej Europy. Europa oczywiście jest zdegenerowana jednak jeśli to Rosja ma być lekarstwem na jej bolączki, to znaczy, że z tym kontynentem jest gorzej niż komukolwiek się śniło. Dla niektórych, dzisiejsza Rosja to nadzieja na odrodzenie się konserwatywnych wartości na naszym kontynencie. Prawda jest jednak taka, że rosyjski konserwatyzm sprowadza się do tępienia homoseksualistów i państwowego przyzwolenia na masowe skrobanki. Jeśli ktoś w tym państwie widzi nadzieję na jakąkolwiek duchową sanację, to nich się czym prędzej uda do lekarza. Albo do księdza.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)