W 2009 roku, Norweski Komitet Noblowski zdecydował się przyznać Prezydentowi Stanów Zjednoczonych pokojową nagrodę za „wysiłki w celu ograniczenia światowych arsenałów nuklearnych i pracę na rzecz pokoju na świecie” Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że była to typowa nagroda na zachętę rodem z „Misia” i uhonorowany nią Obama zamiast udowodnić, że na nią zasłużył, przyłożył rękę do największej rozpierduchy na świecie od czasów zakończenia II wojny światowej.
Polityka „resetu” w stosunkach z Rosją i brak stanowczej reakcji na wydarzenia związane z tzw. „arabską wiosną” dały początek wydarzeniom jakie obserwujemy dzisiaj. Odpowiedzialność zarówno za harce Putina na Ukrainie oraz powstanie Państwa Islamskiego spada na Amerykę, która pod rządami Baracka Obamy zrezygnowała z funkcji żandarma światowego porządku, a że życie nie znosi próżni w rolę tą chętnie wpisali się islamscy ekstremiści. Ze względu na nieobecność USA w tej części świata także bandyckie skłonności Prezydenta Rosji mogły w pełni rozkwitnąć.
Wyznawcy spiskowej teorii dziejów nie mają wątpliwości co do tego, że bierność Obamy nie jest przypadkowa i stanowi korony dowód na to, że jest on obecnie naczelnym kalifem, mozolnie budującym islamski ład na świecie. Kto wie? Sam nie dałbym sobie uciąć ręki, że nie ma w tej paranoicznej wizji ani ziarna prawdy jednak dla mnie Obama jest po prostu typowym, politycznym produktem naszych czasów, czyli zaczadzonym lewicowymi fantazjami dotyczącymi pacyfizmu i w związku z tym niezdolnym do stanowczej reakcji naiwniakiem.
Nobel dla Prezydenta USA ukazuje paradoks niezaangażowania militarnego Ameryki w sytuację na Bliskim Wschodzie i innych punktach zapalnych świata. Z jednej strony zarzuca się Ameryce, że destabilizuje te regiony ponieważ ma w tym interes ściśle związany z ropą naftową jednak z drugiej strony widzimy co się dzieje, gdy ludzie zamieszkujący te tereny są pozostawieni sami sobie. Jest o wiele gorzej. Chwalebne są działania Obamy w zakresie ograniczenia arsenałów broni nuklearnej jednak firmując politykę izolacjonizmu, Stany Zjednoczone stworzyły sytuację, w której użycie tych uszczuplonych zasobów stało się całkiem realne. Poza tradycyjnie wygrażającymi światu Północnymi Koreańczykami, do grona nuklearnych watażków dołączyła Rosja a chyba nikt nie ma wątpliwości, że gdyby bombę atomową posiadali szaleńcy z ISIS, to z pewnością by jej użyli, nawet gdyby celem miała być jakaś mała, katolicka parafia na irackim zadupiu.
Takie rzeczy dzieją się na świecie, gdy Ameryka postanawia „zająć się sobą”. Rosyjski dresiarz zmienia granice niepodległych państw a islamscy psychopaci mordują przedstawicieli „zgniłego zachodu” w coraz bardziej wyrafinowany sposób. Jeśli Komitet Noblowski rzeczywiście troszczy się o pokój na świecie, powinien przyznać się do błędu i wydać oświadczenie, w którym napisałby jasno, że uhonorowanie tą prestiżową nagrodą Baracka Obamy było co najmniej takim samym błędem jak w przypadku Jasera Arafata.
Swoją drogą, to jak można było wręczyć Pokojową Nagrodę Nobla Obamie pomijając wcześniej Ronalda Reagana?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)