| 29-09-2013, 14:00 | #14 |
|
Stały bywalec
Zarejestrowany: Feb 2006
Posty: 535
|
Ja zaznaczę tu tylko, że w pewnym stopniu zgadzam się z tym, że odszkodowanie za zniszczony przedmiot nie powinno przekraczać jego wartości przed szkodą (co nie uzasadnia likwidacji metodą różnicową).
Chodzi mi jedynie o to, że jeśli poszkodowany nie chce wraku - ubezpieczyciel powinien mieć obowiązek go przejąć i wypłacić takie odszkodowanie by poszkodowany miał realną możliwość zakupu innego przedmiotu w stanie nie gorszym niż przed szkodą. tzn likwidację szkody całkowitej wyobrażam sobie mniej więcej tak (tzn po stwierdzeniuszkody całkowitej):
W powyższym schemacie postępowania cena i wartość odszkodowania byłaby kształtowana na zasadach wolnego rynku i braku uprzywilejowania dla molocha - zakładu ubezpieczeń. Rzeczoznawca w tym wypadku jedynie stwierdzałby czy wskazane dwa pojazdy są w porównywalnym stanie. Nie oceniałby ich wartości - tym zajmowałby się rynek. |
![]() |
| #15 | |
|
Użytkownik
Zarejestrowany: Jul 2013
Posty: 35
|
No i propozycja Pana "Sebo" załatwiłaby majstersztyk ubezpieczycieli pozwalający na zaniżanie odszkodowań z ubezpieczenia OC. Tyle tylko, że ubezpieczyciele musieliby posiadać miejsce na przechowywanie wraków. T by ich zdopingowało do ograniczenia szafowaniem "Szkodą całkowitą", a więcej pracy włożyć w pertraktacje z poszkodowanym. No i na te zabiegi musieliby poświęcić część swoich zysków, a także poruszyć głową; zachodziłaby nieraz potrzeba zabrudzić rączki. A oni wolą mieć spokój i czyściutkie rączki. Poszkodowanych zaś traktować per noga.
Trzeba przyznać, że im - dzięki polskie judykaturze - udaje się z dużym powodzeniem robić poszkodowanych w tzw. "Trąbę". Z treści wyroków sądowych, które przeczytałem, poza tym jednym, z 17 czerwca 1987 roku Sygn. akt IV CR 158/87 wynika zawsze to samo, czyli jak to mówią - jakby się poszkodowany nie obrócił, to zawsze ma "cztery litery" z tyłu. Objawia się to - miej więcej - tak: Na początku swoich wywodów Sądy głoszą, że poszkodowanemu się należy pełne odszkodowanie, z przywróceniem samochodu do stanu używalności. Jednak w dalszych wywodach, zawsze dochodzą do - zbawiennego dla ubezpieczycieli - wniosku, że te wszystkie przywileje poszkodowany może osiągnąć, jedynie wówczas, gdy nie sprawiają dla ubezpieczyciela nadmiernego wysiłku. I tak to jest nasza - polska - sprawiedliwość. Zapominają o tym , że któregoś - pięknego dnia - ktoś zdesperowany może ubezpieczycielom, albo i któremuś z Wysokich Sądów podrzucić bombkę, albo butelkę z materiałem wybuchowym, do jego pomieszczeń. Chociaż niektórzy powiadają, że powinniśmy w pozyskiwaniu pieniędzy nieuczciwymi sposobami zachować powściągliwość, czy też umiar - ale kto by takie przestrogi brał sobie do serca? Dlatego mamy to, co mamy - nie tylko w sferze odszkodowań komunikacyjnych. Najgorsze jest, w tym wszystkim to, że silniejsi wolą, zazwyczaj wybrać bliźniego wyzyskiwanie, niż jego wspieranie. |
Całość dyskusji pod: http://forumprawne.org/ubezpieczenia-polisy-ubezpieczyciele/469409-moje-dalsze-niezrozumienie-polskiego-prawa-2.html



Komentarze
Pokaż komentarze (2)