1. Zagrożenie wojenne - a u nas zamiast zakupów są audyty
Sprawa jest oczywista. Za naszą wschodnią granicą toczy się wojna. To, że się zaczęła jest głównie "zasługą" Putina. A to, że się jeszcze toczy i Ukraina nie padła w ciągu trzech tygodni jest zasługą waleczności Ukraińców, fatalnego planowania i logistyki Rosjan w pierwszej fazie konfliktu oraz trzech państw, które od samego początku wsparły Ukrainę dostarczając jej amunicję i broń. Te kraje to Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i mająca w tej układance kluczowe znaczenie ze względu na położenie geograficzne Polska. Tak się złożyło, że wtedy w Polsce rządził PiS. I bardzo dobrze się złożyło, bo gdyby to była PO i premier rządu zareagowałby tak, jak Ewa Kopacz w 2014 roku (kliknij aby otworzyć link do artykułu TVN z niesławnymi słowami premier Ewy Kopacz) to Ukraina miałaby już rząd podobny do Białorusi i już wczesną wiosną 2022 roku nasza granica z Rosją i podległymi jej niby-państwami sięgałaby od Bieszczad po Bałtyk z małą przerwą na Przesmyk Suwalski. Rząd Mateusza Morawieckiego wysłał na Ukrainę ogromne ilości sprzętu wojskowego i amunicji. W tej kwestii przez cały pierwszy rok wojny byliśmy drudzy na świecie zarówno od strony wartości bezwzględnej dostarczonego sprzętu wojskowego (liczonej w dolarach - tu niekwestionowanym liderem były i są ogromne Stany Zjednoczone) jak i wartości względnej (liczonej jako procent PKB - pod tym względem w różnych momentach pozycję lidera zyskiwały kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa i Estonia - kraje niewielkie, wysyłające Ukrainie transporty uzbrojenia zdecydowanie mniejsze od polskich, ale relatywnie duże w porównaniu do swojego PKB). Dodatkowo ekspresowe otwarcie granic, bazy PESEL, urzędów, szkół, rynku pracy a przede wszystkim domów i serc Polaków dla ukraińskich Kobiet i Dzieci uciekających przed okropnościami wojny uczyniły z nas moralne supermocarstwo i uwolniły Ukrainę od problemu wewnętrznej migracji. Ale coś kosztem czegoś. Takie działanie - zarówno w zakresie dostaw militarnych jak i pomocy humanitarnej było ewidentnym nadepnięciem Putinowi na odcisk. Jest oczywiste, że jak tylko Putin "upora się" z Ukrainą, to zacznie szukać okazji, aby zemścić się na Polsce aby pokazać siłę, dać upust żądzy zemsty Rosjan, zastraszyć pozostałe kraje regionu i ośmieszyć NATO. I druga strona tego samego medalu - stary sprzęt przekazany Ukrainie trzeba pilnie zastąpić nowym. I zastąpić go nie w stosunku 1:1 tylko w takiej ilości, jaka zabezpieczy nas przed zemstą Putina (najgorsze odstraszanie jest lepsze od najlepszej wojny - ani Tusk ani generał Kukuła zdają się tego nie rozumieć) lub przynajmniej da nam szanse na odparcie agresji. I rząd PiS to robił. A co robi obecny rząd? Obecny rząd robi audyty i rozkręca "afery" gdzie tylko się da. Rozumiem, że kiedy Putin nas zaatakuje, to Tusk z Kosiniakiem-Kamyszem zamiast armii wyposażonej w Himarsy, czołgi i armatohaubice wyśle przeciw rosyjskim wojskom Brejzę, Szczerbę i Jońskiego uzbrojonych w wydruki audytów, raportów Banasia (tudzież jego syna) i zrzuty sensacyjnych artykułów z "Onetu", a Rosjanie tak bardzo się ich przestraszą, że uciekną nie tylko za Bug, ale nawet za Ural i grzecznie nas przeproszą. Do tego dochodzi ciągłe straszenie wojną. Niby paradoks, a jednak logiczny (jeśli tylko naiwnie w ciemno nie zakłada się dobrej woli Tuska) że ten rząd jednocześnie tnie lub opóźnia zakupy i produkcję uzbrojenia (oczywiście chwaląc się podpisaniem opóźnionych umów wykonawczych na część dostaw na które umowy ramowe podpisał rząd PiS) strasząc nas przy tym "czasami przedwojennymi" (to słowa Tuska [kliknij aby otworzyć link]). Jeśli porówna się doniesienia sprzed 15 października i po 13 grudnia 2023, to można odnieść wrażenie, że w ciągu dwóch miesięcy Rosja w zbrojeniach przeskoczyła siedem lat, bo za rządu PiS czas ewentualnej konfrontacji Rosji z Polską lub innym krajem NATO był szacowany na 10 lat, a obecnie podawana granica czasowa to 3 lata. Nawet w miniony weekend generał Kukuła zelektryzował opinię publiczną mówiąc "Jesteśmy pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie kraju. Wszystko na to wskazuje" [kilknij aby otworzyć link]. Już część mediów i polityków okrzyknęła go na tę okoliczność "pisowskim" lub nawet "macierewiczowskim generałem". Tylko dlaczego Kukuła nie opowiadał takich bredni w czasach rządu PiS? Dlaczego rząd Tuska jednocześnie straszy nas wojną i wstrzymuje zakupy uzbrojenia oraz produkcję amunicji - to wyjaśnię później, bo to "zbyt wysokie tony" aby umysł wyborcy PO, PSL PL2050 czy Lewicy mógł je przyjąć. Na ten moment zadam tylko kluczowe pytanie: jak takie zachowanie rządu i dowództwa wojskowego, jak takie ciągłe straszenie wojną wpływa na przeciętnego inwestora lub choćby zwykłą, polską rodzinę, która (jak ja z Żoną i Dziećmi) przed wyborami 2023 roku planowała kupić domek jednorodzinny? Jaki wpływ na nasze portfele i naszą przyszłość - nawet jeśli nigdy nie dojdzie do wojny - będzie miało to, że coraz więcej firm stąd ucieka, a młodzi, zdolni ludzie mogący pracować zdalnie sprzedają domy w Polsce i kupują w Hiszpanii (autentyczny przykład - nie do końca porzuciliśmy plany zakupu domku, więc wiemy coś na ten temat)? A co będzie z nami i naszymi dziećmi, jeśli jednak dojdzie do wojny? Jak na naszą sytuację przełoży się czas stracony na audyty i szukanie afer?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)