Marcin Tomala Marcin Tomala
1377
BLOG

Eurowizja kolejnym przykładem hipokryzji polskich mediów

Marcin Tomala Marcin Tomala Kultura Obserwuj notkę 4

Ponad tydzień temu w szwedzkim Malmo miał miejsce 58 finał "europejskiego konkursu piosenki", dumnie nazywanego Eurowizją. Kojarzony w ostatnich latach wyłącznie z kiczem i festiwalem sąsiedzkiego głosowania (zwycięzcę wybiera lud europejski, dziwnym trafem zawsze głosujący według określonego klucza), dla mnie stał się nieoczekiwanie, kolejnym ciekawym przykładem swoistej hipokryzji polskich mediów publicznych.

Zobaczcie kochani – cały okrągły rok, przy wszystkich mozliwych okazjach – trąbią nam bowiem niezmiennie o jednej, wielkiej, kochającej się nawzajem europejskiej rodzinie, której jesteśmy ważną częścią. Pozwolę sobie na odrobinkę twórczości, skoro temat artystyczny (nawet poziom wierszyka eurowizyjny):

Szanuj sąsiada swego,
pożądaj waluty jego,
ciesz się jego sukcesami
i siedź cicho, jak kopią cię swymi buciorami

Gdy tymczasem ta rodzina spotyka się, by sobie pobiesiadować i wspólnie pośpiewać, to nie tylko okazuje się, że nie mamy po co wystawiać swojego przedstawiciela (za dumni jesteśmy, psiakość! - w kontekście smoleńskiego śledztwa czy polskiej polityki zagranicznej zakrawa to na kpinę), ale nawet nie opłaca się tego, żałosnego nagle widowiska, transmitować.

Obejrzałem sobotni finał na antenie angielskiej telewizji. Nikt tam nie próbuje udawać, że Eurowizja to wydarzenie o wielkim znaczeniu artystycznym, ale z drugiej strony potrafią bawić się tą specyficzną konwencją. Wielka Brytania od 1997 roku plącze się poza tym w ogonie głosowania, co nie przeszkodziło im w wystawieniu w tym roku samej Bonnie Tyler z sympatyczną balladą Believe in Me (Uwierz we mnie) – ba, zdobyli nawet, ku uciesze komentującego, troszkę punktów.

Zresztą, co do poziomu tegorocznego konkursu, można odnieść wrażenie, że powoli wraca on nawet fajne tory – kilka naprawdę ciekawych piosenek czy twórców, Robin Stjenberg ze Szwecji, hiszpańskie ESDM (całkiem energetyczne utwory), niemiecka Cascada czy przypominająca troszkę Amy Winehouse Amandine Bourgeois z Francji, wpadły mi w ucho także produkcje z Węgier, Holandii, Gruzji czy rosyjska, przypominająca piosenki Disneya, ballada. Mniej kiczowatych strojów, więcej naprawdę ładnych dziewczyn w pięknych sukniach, paru przystojniaków (sugeruję się opinią żony), interesujące, mocne głosy (niejednokrotnie zwycięzcy narodowych edycji "The Voice" czy innych podobnych "Szans na sukces").

Proszę mnie źle nie zrozumieć – pojawiają się ciągle akcenty groteskowe i wielce humorystyczne (jak mój ulubiony w tym roku – ukraiński wielkolud - Obeliks wynoszący na scenę ślicznie ubraną czarnowłosą divę, który swoją drogą na facebooku raz za razem podkreślał, jak go ta cała Eurowizja irytuje), natomiast całość ciągle można próbować opisywać jako trafiającą raczej w niższe gusta publiczności. Ale... no właśnie – jest mi smutno i troszkę wstyd, że w tej paradzie krajów nas brakuje. Zwłaszcza, jeśli tę absencję próbuje się tłumaczyć nie tylko względami finansowymi (to Gruzję stać? Podobno jesteśmy jedną z nielicznych potęg gospodarczych?), ale dumą i niską rangą tej całej maskarady. Otóż nie kochani, w Europie ta cała maskarada to ciągle wydarzenie ważne i szeroko komentowane. 

Tak, jesteśmy członkami wielkiej europejskie rodziny – ale wtedy, gdy to pasuje, prawda? Jak trzeba siedzieć cicho w imię wspólnego dobra gospodarczego, gdy trzeba iść z duchem czasu i bić brawo panu Grodzkiemu, za jego odwagę (i akceptować tolerancyjnie nową obyczajowość), natomiast na wspólne śpiewanie to my jesteśmy za dumni i czasu na to marnować nie będziemy. Groteska.

Nawiasem mówiąc, tegoroczną Eurowizję zdecydowanie wygrała faworytka, duńska Shakira, Emmelie de Forest, z typowym, rozpoznawalnym, ale niebanalnym utworem. Sprawdźcie sami na Youtube, na co nasza wybitnie ambitna, artystyczna i obiektywna telewizja jest zbyt dobra.

Chłodnym, tęskniącym i marzycielskim okiem oceniający szarą, polską rzeczywistość... Czy może to tylko kwestia odległości i perspektywy? Może z bliska jest kolorowo, tylko ja, sceptycznie (cynicznie) tych barw nie dostrzegam...?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura