z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
87 obserwujących
456 notek
911k odsłon
2501 odsłon

Powyborcze reminiscencje

Wykop Skomentuj149

Kiedy w wyborczą niedzielę o godz 21.00 zobaczyłem pierwsze prognozy wyników wyborów, byłem zły. I to podwójnie, bo nie ukrywam, że po cicho liczyłem na spektakularne zwycięstwo Andrzeja Dudy w pierwszej turze, rozeźlił mnie też nadspodziewany dobry wynik Rafała Trzaskowskiego. Myśl, jaka  przyszła mi do głowy, była ostra jak otrze skalpela: Polacy to jednak zupełnie "porąbany" naród, naznaczony dziwną klątwą umiłowania bytu "pod butem" zaborcy, bez względu na to, kim ten zaborca jest. Bo kiedy bo stuleciach zaborów, sowieckiej okupacji po II Wojnie Światowej, "magdalenkowej" III RP i oszukańczej Polski Tuska jest wreszcie szansa na posadowienie w środku Europy, w miarę normalnego, rozwijającego się gospodarczo państwa, na zdrowych fundamentach niepodległościowych i chrześcijańskich tradycji, Polacy - jakby w myśl powiedzenia - na złość babci chcą sobie odmrozić uszy. Jasne - PiS nie jest partią idealną, charakteryzuje się niestety wieloma wadami, które nowoczesnej, centrowo-prawicowej partii nie pasują, ale po stokroć wolę Polskę "pisowską" niż Polskę "tuskową" z symbolicznym pomnikiem w postaci "ch.. d... i  kamieni kupy".


Na szczęście korekty pierwszych wyników wyborczych, łagodzą ostrość powyższej myśli - jeżeli osiem i pół miliona Polaków jasno i wyraźnie opowiada się za Polską proponowaną przez Andrzeja Dudę, to może jednak nie jesteśmy tak do końca i szpiku "porąbanym" narodem i może jednak Polacy (w swoim rdzeniu przynajmniej) zachowali jakieś resztki instynktu samozachowawczego, godności i najzwyklejszego w świecie rozsądku. Z tego punktu widzenia, złość należy schować do kieszeni: wynik Andrzeja Dudy jest bardzo dobry, wynik Rafała Trzaskowskiego żadną rewelacją nie jest. Co więcej - takich dokładnie wyników należało się spodziewać, bo PiS od dawna porusza się na obszarach ponad 40-sto procentowego poparcia, Platforma natomiast próbuje doskoczyć do szklanego sufitu na poziomie 30 procent. "Skakanie" PO i tak samo w sobie jest fenomenem, ponieważ ze względów politycznych, moralnych i społecznych, partii Tuska już dawno na polskiej scenie politycznej być nie powinno, niektórzy chyba słusznie twierdzą, że powinna być ona (PO) zdelegalizowana. Jeżeli zatem kandydat tej partii, dubler wcześniej wyłonionej w wewnątrz partyjnych "prawyborach" kandydatki, której Polacy nie powierzyliby zarządzania maglem, uzyskuje wynik na poziomie magicznych dla PO 30-stu procent, to znaczy, że należy się pogodzić z istniejącą w Polsce jedną trzecią społeczeństwa, która po pierwsze nie czuje żadnej odpowiedzialności za Polskę ( w ich rozumieniu "ten kraj"), po drugie miarą ich troski o "ten kraj" jest możliwie jak najbardziej radykalny anty-pis, przy czym nie widzą oni i nie są w stanie ocenić związków przyczynowo- skutkowych między jakością ich osobistego życia, a  sprawującymi władzę.


To fenomenalne zjawisko widać było bardzo wyraźnie już za ośmioletnich rządów Tuska - generalnie dzisiejsi wyborcy Trzaskowskiego jeżeli nie cierpieli, to niczego dobrego (poza ciepłą wodą w kranie) i "sukcesami" lansowanymi w TV nie doświadczyli. Ale ze stadnym pędem, jak barany głosowali na PO - i tak im zostało. Trudno doprawdy  dać wiarę, że ci platformiani wyborcy, na ogół przecież wykształceni, mieszkańcy wielkich miast i aglomeracji, mający łatwy dostęp do mediów, tak naprawdę wierzą w jakiś "reżim" Kaczyńskiego, jakieś łamanie praworządności, jakieś gigantyczne pisowskie przekręty czy pisowską politykę szczucia. Wiara w w te brednie jest powierzchowna, tworząca jedynie atrybut antypisowca i jego znak rozpoznawczy, który jest legitymacją przynależności do grupy wyznawców sekty i jej licznych guru: od TVN, przez polityków PO, po celebrytów wymyślających coraz to bardziej wymyślne antypisowskie wygibasy. Charakterystyczną cechą tej grupy jest brak stawiania jakichkolwiek wymagań wobec swoich faworytów - Trzaskowski wcale nie musi mieć wyrazistego programu, wystarczy, że jest z nadania PO, uzyskał aprobatę tefałenu i potrafi emocjonalnie powtórzyć kilka wyuczonych sloganów. Tu wciąż doskonale działa stare powiedzenie, że nikt nie da ci tyle, ile obieca Tusk: jakieś zobowiązania programowe są wręcz niepotrzebne - ważne, że Trzaskowski jest synonimem europejskiej postępowości i nowoczesności, wyprowadzi Polskę na brukselskie salony i nadstawi plecy do poklepywania. Bo tak właśnie wygląda zaginiony świat wyborców Trzaskowskiego, za którym tęsknią i żyć bez niego nie potrafią, bo w nim zostali wytresowani, z nim obyci i tylko w nim odnajdują siebie i "polski" sens swojego życia. To kult, a nawet religia "brzydkiej panny bez posagu", kompleksy jedynie słusznego lotniska w Berlinie i dogmatu, że polskość to nienormalność.

Wykop Skomentuj149
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka