z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
88 obserwujących
462 notki
927k odsłon
2365 odsłon

Kościół, arcybiskup Jędraszewski i państwo wobec "tęczowej zarazy"

Wykop Skomentuj62

Dokładne rok temu podczas mszy w kościele Mariackim z okazji 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego mocno wybrzmiały następujące słowa:Czerwona zaraza już po naszej ziemi całe szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa - mówił metropolita krakowski arcybiskup Marek Jędraszewski.


Minął rok, znów z czcią wspominamy Bohaterów Powstania, przy czym nie sposób nie wrócić do słów arcybiskupa, który jako chyba jedyny z hierarchów polskiego Kościoła Katolickiego miał odwagę wypowiedzieć to, czego inni hierarchowie boją się pomyśleć. Wobec rosnącej ekspansji tęczowej zarazy w tzw. przestrzeni publicznej, promocji LGBT w mainstreamowych mediach oraz wspieraniu tego ruchu przez polityków Lewicy i lewicowych polityków PO, milczenie Kościoła nie tylko dziwi, ale wręcz oburza. Od listopada ubiegłego roku, Konferencja Episkopatu Polski przygotowuje podobno duży, poważny dokument na ten temat - tyle wiadomo. Czyli nie wiadomo nic, bo ile może trwać przygotowanie "dużego, poważnego" dokumentu? Oznacza to, że Episkopat tak naprawdę okopał się ne pozycji bezpiecznej, żeby nie napisać - dla siebie wygodnej. Tymczasem reakcja Kościoła wydaje się być niezbędna i wręcz kluczowa dla położenia barykady na drodze tęczowej zarazy. Ta dziwna niefrasobliwość budzi tym większe zaskoczenie, im bardziej wgłębić się w historię Polski, z której jasno wynika, że Polski Kościół zawsze mocno angażował się w polskie sprawy dotyczące sfery przywiązania do chrześcijańskich tradycji i - że tak to nazwę - suwerenności Polaków w sferze obyczajności z tych tradycji wynikających. Kościół, obok aparatu państwa, musi być filarem i twierdzą tradycyjnie pojmowanej rodziny - jeżeli traci stopniowo taką rolę, to sens istnienia Kościoła Katolickiego poddany jest testowi sensu istnienia w ogóle. To oczywiście jeden z celów ofensywy tęczowej zarazy - tym bardziej dziwi, że Kościół przyjął postawę defensywną i schował się do okopów. Na placu boju, dosyć samotnie pozostał niestrudzony arcybiskup Marek Jędraszewski, który przyjął na siebie potężny ostrzał hejtu. Zostawić tak bez wsparcia arcybiskupa, to spory wstyd, Episkopacie... A nawet hańba.


Co ciekawe, w oficjalnych dokumentach Kościoła Katolickiego trudno doszukać się terminu LGBT. Oficjalnie zatem LGBT dla Kościoła nie istnieje. Natomiast jest całe mnóstwo odniesień do homoseksualizmu i tu nauka Kościoła jest jednoznaczna. Składają się na nią trzy elementy. Po pierwsze, negatywna ocena współżycia homoseksualnego. Po drugie, wezwanie do szacunku i zrozumienia potrzeb duszpasterskich osób homoseksualnych. Po trzecie (i to jest wniosek z poprzednich dwóch), wezwanie osób homoseksualnych do wstrzemięźliwości, a pozostałych do współczucia i delikatności. Te trzy elementy są równoważne i nie wolno nam – jeśli chcemy pozostać wierni nauce Kościoła – podkreślać tylko jednego z nich, lekceważąc pozostałe. Te elementy wynikają wprost z Katechizmu Kościoła katolickiego, w którym trzy punkty poświęca się zagadnieniu zatytułowanemu "Czystość i homoseksualizm”. Tyle Katechizm, zainteresowanych odsyłam do tekstu Katechizmu.  Natomiast Jezus, którego środowiska LGBT usiłują ostatnio zawłaszczyć ( jak twierdzą Jezus byłby po ich stronie) bezpośrednio na temat homoseksualizmu się nie wypowiadał. Mówił o nim za to św. Paweł i jego słowa (pomijając cały ich kontekst historyczny) warto tu przytoczyć. W Liście do Rzymian (Rz 1, 26–27) czytamy: "Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie”. W Pierwszym Liście do Koryntian (1 Kor 6, 9–10) Paweł do tego problemu znów powraca, tym razem krótko tylko o nim wspominając: "Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego”.


Papież Jan Paweł II na temat homoseksualizmu nie wydał żadnego odrębnego dokumentu, a w swoich wypowiedziach odnosił się do niego pośrednio, podkreślając zdecydowanie wagę związku między mężczyzną a kobietą. W powszednim nauczaniu kilkakrotnie negatywnie oceniał próby nazywania związków homoseksualnych "rodziną” czy przyznawania im prawa do adopcji dzieci. Za jego pontyfikatu jednak Kongregacja Nauki Wiary w 1986 r. wydała " List o duszpasterstwie osób homoseksualnych”, który z jednej strony przypominał naukę Kościoła, z drugiej podkreślał potrzebę pracy duszpasterskiej pośród osób homoseksualnych. Również na jego prośbę Kongregacja opublikowała " Uwagi dotyczące projektów legalizacji związków między osobami homoseksualnymi” (czerwiec 2003), w których podkreślała, że szacunek dla osób homoseksualnych nie oznacza aprobaty ich zachowań seksualnych czy legalizacji związków. Podobne stanowisko prezentował też Papież Benedykt XVI. A papież Franciszek? Tu zapewne spore zaskoczenie dla tych, którzy w tej kwestii powołują się na słynne "Kim jestem, aby osądzać”.  Jeszcze zanim został papieżem, jako arcybiskup Buenos Aires w 2010 r., w reakcji na głosowanie w parlamencie Argentyny nad ustawą o związkach jednopłciowych wołał:

Wykop Skomentuj62
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo