z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
99 obserwujących
506 notek
1076k odsłon
5474 odsłony

Kościół versus ateiści. Kościół przetrwa!

Wykop Skomentuj246

Ateizm, w dosłownym tłumaczeniu z języka greckiego, oznacza "bez Boga”. Ateista może wierzyć w różne rzeczy, we wróżki, w reinkarnację itp. Nie ma tu tylko miejsca na istotę wyższą, wszechwładną, której należy się oddać, do której należy się modlić. Ateizm jest zatem życiem bez Boga, ale nie bez wiary - lub inaczej - światopoglądu, który pustki nie znosi. W miejsce obalonej religii wchodzi inna. Nie można tutaj mówić, jak to często słyszymy z ust bezbożników, o świeckim państwie, czyli państwie bezwyznaniowym. Ateizm bowiem też jest religią, posiadającą wszystkie jej cechy, łącznie z wyznaniem i ze strukturą hierarchiczną.


Skrajnym przypadkiem ateizmu był (i niestety jest nadal) komunizm. Proszę bardzo: do dziś na Placu Czerwonym w Moskwie jest świątynia, a w niej "mesjasz” Lenin, który "przewyższył” Jezusa, bo już prawie 100 lat leży w grobie "wiecznie żywy”, a dla "szczęścia ludzkości” już w pierwszych dwóch latach swojego "posłannictwa" wyrżnął dziesięć milionów ludzi. Dziś fundamentalistyczny ateizm jest nie mniej bojowy, chociaż (na razie) może mniej zbrodniczy. Współcześnie leninowski komunizm zastąpiony został europejskim komunizmem Altiero Spinelliego. "Nowi" ateiści obnoszą się ze swoimi tezami i mówią nam, że nie widzimy tego, co oni - z powodu naszej rzekomej głupoty i zacofania. Mówią, że wiara w Boga jest podobna do wiary w Świętego Mikołaja. Richard Dawkins – znany propagator i wściekły rottweiler ateizmu, autor książki "Bóg urojony"  – powiedział: "Jeśli spotkamy kogoś, kto twierdzi, że nie wierzy w ewolucję, to jest on ignorantem, głupcem, wariatem albo nikczemnikiem, ale tego raczej nie biorę pod uwagę". Takich wściekłych rottweilerów i rottweilerek nie brakuje też w Polsce. Marta Lempart, domagająca się świeckiego państwa -  w jej rozumieniu państwa ateistycznego - jest może nie najlepszym, ale najświeższym przykładem. Niestety, Lempart - sama pewnie o tym nie wiedząc -  próbuje skorzystać nie tyle z "mody" na ateizm, ale z tego, że ludzie w Polsce odchodzą od Kościoła w sposób charakterystyczny dla - jednak - kultury polskiej. Mam na myśli nie tylko pewną obojętność religijną, ale również obojętność na różne idee w ogóle. Wiele osób po prostu porzuca religię, ale nie dlatego, że ma jakieś głębsze przemyślenia w tej sprawie, że dokonuje wglądu i odrzuca istnienie Boga. To się często dzieje bez powodu, bo nie mamy czasu, bo nam się nie chce, bo nie podoba nam się polityka Kościoła. Same idee ateizmu, poza bardzo wąskim gronem osób, odgrywają niewielką rolę i nie mają jakiejś specjalnej mocy regulacyjnej. Ludzie nie stają się krytykami religii. Ona po prostu przestaje ich obchodzić, więc nie chodzą na msze, rezygnują z lekcji religii, nie praktykują. Tak należy uczciwie i obiektywnie spojrzeć na radosne szczytowanie lewicowych mediów z powodu największego podobno spadku religijności na świecie, który nastąpił właśnie w Polsce.


Założę się, że ci "ateiści" odrzucający religię, wrócą do Kościoła wtedy, kiedy dojrzeją i zmądrzeją. Ale ateizm i spokrewniony z nim sekularyzm są dla Polski zagrożeniem. Zaangażowani ateiści usiłują usunąć chrześcijaństwo ze szkół i miejsc pracy. Regularnie pojawiają się w radiu i telewizji, gdzie dzielą się swoimi przekonaniami. Ich tezy zwykle nie są poddawane krytyce, czasem zaś w roli adwersarzy zapraszani są ekscentryczni lub niedouczeni "chrześcijanie". Ateiści piszą książki, które dzięki potężnej promocji stają się bestsellerami. Kpią z wierzących w szkołach i na uczelniach, zarzucając każdemu, kto się z nimi nie zgadza, że jest "ignorantem". Kreują swój wizerunek niekwestionowanych autorytetów w dziedzinie moralności i przekonań, uprawnionych do rozstrzygania, kto ma prawo uważać się za człowieka inteligentnego. Doprowadzają wielu do przekonania, że człowiek, który choć trochę interesuje się nauką, nie może jednocześnie być chrześcijaninem, chociaż w tym kontekście, warto przypomnieć pogląd Luisa Pasteura, chemika, jednego z głównych twórców mikrobiologii, który powiedział: "Odrobina nauki oddala ludzi od Boga, ale jej spora dawka przyprowadza ich z powrotem do Niego." Warto w tym miejscu rozpowszechnić fakty historyczne na temat naukowców, którzy wierzyli w Boga. Wierzyli, że On stworzył prawa, które człowiek może odkryć. Byli to pionierzy wielu badań naukowych: Izaak Newton, Johannes Kepler, Michael Faraday, Robert Boyle, Humphry Davey, Samuel Morse, James Simpson. W ostatnich latach ta lista znacznie się poszerzyła o nazwiska sławnych naukowców, którzy wierzą, że świat został stworzony przez Boga i że to On włada nim w uporządkowany i przewidywalny sposób.


Logiczne pytania potrafią szybko obnażyć niespójność tez ateizmu. W dniu dwusetnej rocznicy urodzin Darwina w radiu BBC 5, późnym wieczorem, gościem redaktora Richarda Bacona był ateista, profesor Steve Jones z University College London. Nie jest on tak bardzo znany jak Richard Dawkins, ale jest nie mniej fanatyczny. Wyjaśnił on, że jego zdaniem ewolucja sprawia, iż wiara w Boga jest niepotrzebna. Jego rozmówcy akceptowali to, co mówił. W pewnym momencie do studia zadzwonił jednak Vinny Commons, trener piłkarski z Southport. Zadał trzy pytania, które sprawiły, że profesor zaniemówił. Redaktor próbował pomóc profesorowi wybrnąć z tej sytuacji, było to jednak żenujące. A oto pytania, które wprawiły gościa w takie zakłopotanie:
 - Powiedział pan, że wierzy w wielki wybuch. Co właściwie wybuchło?
 - W jaki sposób życie powstało z materii nieożywionej?
 - Nie było pana przy powstaniu świata, więc skąd pan wie, co się wtedy działo?

Wykop Skomentuj246
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo