W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
123 obserwujących
553 notki
1246k odsłon
  3880   0

"Mag z Rygi", czyli jak wyciągnąć hipopotama z bagna

Na szachowej planszy jedni widzą przesuwające się bierki, inni dostrzegają próbę charakterów, test na inteligencję, katalog ludzkich zachowań, strategię wojenną i polityczną metaforę, życie w miniaturce i Bóg wie, co jeszcze. Sporą popularność zyskał sobie 7-odcinkowy "Gambit królowej". Opowieść o małoletniej sierocie, która w czasach zimnej wojny spuszcza łomot szachistom w krawatach, łapie wiele srok za ogon, ale chwyt jest mocny. W efekcie dostajemy nieoczywistą fuzję "Pięknego umysłu" i "Rocky’ego 4", wgląd do głowy genialnej dziewczyny i napisaną według prawideł kina sportowego, trzymającą w napięciu łamigłówkę rozwiązywaną na skraju fotela. I jeszcze dużo, dużo więcej. Sam jestem wielkim fanem szachów i mam nadzieję, że na swój sposób ten genialny moim zdaniem mini serial, przyczyni się do renesansu szachów jako najbardziej szlachetnej dyscypliny sportowej - i nie tylko. Przy okazji losów genialnej dziewczyny z filmu, przypominają się całkiem prawdziwi geniusze szachów, których warto przypomnieć nie tylko z powodu ich geniuszu, ale też z powodu niebanalnego życia i barwnych losów.


Bez wątpienia taką postacią jest Michaił Tal -  najbardziej lubiany szachista wszechczasów. Jego romantyczny, pełen  brawury i świeżości styl, dodał  całą gamę aromatów do szlachetnego szachowego dania. Był największym atakującym graczem i zawsze będzie doceniany za rewolucję, którą przyniósł szachowemu światu. "Mag z Rygi”, urodził się 9 listopada 1936 roku. Wykazał oznaki wczesnego geniuszu, nie tylko w najlepszej grze w szachy, bo wieku 3 lat był w stanie płynnie czytać, dwa lata później był w stanie wykonać 3-cyfrowe multiplikacje w swojej głowie, jako piętnastolatek pominął trzy poziomy klas i rozpoczął naukę na  uniwersytecie. W wieku19 lat grał w prestiżowych mistrzostwach ZSRR, a rok później wygrał Mistrzostwa ZSRR. Kim był?

Władimir Kramnik (XIV mistrz świata w szachach):Tal był gwiazdą. Prawdziwym geniuszem. Wydaje mi się, że grał przede wszystkim dla zabawy. To całkowicie nieprofesjonalne, ale on był do tego stopnia utalentowany, że osiągnął szczyt z tak amatorskim podejściem. Szachista jedyny w swoim rodzaju. Jestem przekonany, że ze swoim umysłem osiągnąłby sukces również na płaszczyźnie naukowej. Gdyby postawił na karierę akademicką, dostałby Nagrodę Nobla. Ale on wybrał szachy.

Sally Landau (pierwsza żona Tala): Kiedy wyszłam za Michaiła, miałam tylko dziewiętnaście lat. Byłam dzieckiem, które o życiu wiedziało mniej niż współczesne dwunastolatki. Nie miałam pojęcia, co to oznacza, być żoną szachisty. Czasami mam wrażenie, że Misza został zesłany na naszą planetę wyłącznie po to, by grać w szachy. On nie umarł, lecz wrócił do siebie.

Max Euwe (V mistrz świata w szachach): Tal stanowił swoistą mieszaninę wszystkich wielkich szachistów poprzednich generacji. Od Paula Morphy’ego zaczerpnął błyskotliwość. Od Wilhelma Steinitza – magię, od Emanuela Laskera – sztuczki psychologiczne, od Aleksandra Alechina – tempo gry. Z kolei od Michaiła Botwinnika przejął jego niezwykłą energię. Gdyby tylko wziął też przykład z Wasilija Smysłowa i nabrał choć trochę zdrowego rozsądku…


No właśnie. Rozsądek Tala opierał się bowiem na czterech filarach - szachach, kobietach, papierosach i wódce. Kiedy Tal na cztery lata przed śmiercią zdobywał ostatnie naprawdę znaczące trofeum w karierze – mistrzostwo świata w blitzu, czyli w szachach błyskawicznych – przed finałową partią upił się do tego stopnia, że trzeba było go zaholować na turniejową scenę i usadzić na krześle. Opadł na siedzenie z donośnym stęknięciem, wśród szmerów zniecierpliwionej i skonsternowanej publiczności, a jego przyjaciele spodziewali się całkowitej katastrofy. Ale "Czarodziej z Rygi” raz jeszcze zdołał ich zaskoczyć. Jego oczy, ledwie kilka chwil wcześniej mętnie wlepione w na wpół opróżnioną butelkę wódki, na widok szachownicy charakterystycznie błysnęły, a na twarzy zaigrał prowokacyjny uśmiech, który od tak wielu lat sprawiał, że plecy jego oponentów pokrywały się gęsią skórką. W tym pojedynku przeciwnikiem Tala był ormiański arcymistrz Rafajel Wahanian. I Wahanian powinien tą partię wygrać, bo pijany Tal popełnił fatalny błąd. Ale nic z tego - kilka chwil później został zaś zmuszony do poddania partii. Tal w mgnieniu oka odwrócił losy rywalizacji, na drodze do spektakularnego zwycięstwa poświęcając kolejno prawie cały zestaw swoich figur.

Można napisać: cały "Czarodziej z Rygi", którego filozofią w szachach było jego własne powiedzenie:W szachach musisz zaciągnąć rywala do ciemnego lasu. Do miejsca, gdzie 2+2=5. Tam ścieżka staje się zbyt wąska, by mogło nią maszerować dwóch zawodników. Zostajesz na niej sam.


Skalę jego geniuszu oddają liczne anegdoty jak np. ta ( cytuję fragmenty artykułu z linkowanego pod notką źródła) : W kwietniu 1987 roku trwał w najlepsze turniej szachowy w Brukseli. Imprezę zaszczycili swoją obecnością najpotężniejsi wówczas arcymistrzowie – między innymi Garri Kasparow, Anatolij Karpow i Jan Timman. Znaczące nazwiska dla dziejów gry królewskiej. Jednocześnie czas przy szachownicy bardzo intensywnie spędzali również dziennikarze, relacjonujący przebieg wydarzenia. Ćwieka zabił im bowiem James Plaskett, kolejny gracz o uznanej reputacji, który pojawił się w stolicy Belgii. Anglik dał przedstawicielom mediów zagadkę do rozwiązania. Poustawiał wybrane bierki na szachownicy, tworząc układ, który przeszedł do historii jako "Łamigłówka Plasketta”. Zadanie było z pozoru proste. Poruszać się białymi w taki sposób, by finalnie wygrać partię. Szybko się jednak okazało, że pozycja jest piekielnie podchwytliwa. Dziennikarze próbowali wszelkich możliwych kombinacji, lecz efekt zawsze był podobny – zero szans na zamatowanie czarnego króla. Od czasu do czasu w sali prasowej zjawiał się również któryś z zawodników, akurat mający przerwę od turniejowych zmagań. Szachowi tytani także próbowali rozwikłać zagadkę, ale nawet oni mieli z nią kłopoty. Pojawiły się wręcz podejrzenia, że Plaskett zakpił sobie z całego towarzystwa, albo coś zwyczajnie pokręcił.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport