W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
144 obserwujących
626 notek
1428k odsłon
  3152   12

Krótki felieton o suwerenności


Przywykliśmy myśleć, że najważniejszy w państwie jest vox populi, wyrażany przez wybranych posłów. Ale parlament nie jest takim suwerenem jak dawniej. Wielu obywateli uczono – jeszcze wedle konstytucji PRL – że najwyższym organem władzy jest Sejm. W nowoczesnych konstytucjach, w tym i w naszej – nie ma takiego pojęcia jak "najwyższy organ państwa”. Sejm jest reprezentacją suwerennego narodu, ale jego decyzję może obalić niewielkie grono sędziów Trybunału Konstytucyjnego. To jednak wciąż tylko jedna z opcji mieszcząca się ramie wewnętrznej suwerenności - gorzej, że decyzje suwerennego niby Sejmu podważyć może jedna hiszpańska wariatka, mieniąca się sędziną TSUE. Międlenie w tym wypadku o zapisach traktatowych staje się beznadziejnie jałowe w sensie praktycznym i wybuchowe w sporze ludzi różnie widzących "suwerenność" i suwerenność państwa.


W tym sporze doszliśmy właściwie do ściany. Jedna strona, nazywana współczesną Targowicą, gorszym sortem lub w najłagodniejszej formie pożytecznymi idiotami, nie pozostaje bierna: zwolennicy jak najdalej idącej suwerenności nazywani są przez nich pisbolszewią, sługusami Putina, faszystami i ksenofobami. Wyjścia z tego klinczu nie widać tym bardziej, że dewaluowanie suwerenności i jasno określonej przynależności narodowej jest kluczowym postulatem neomarksistów dążących do uczynienia ze społeczeństw  Zachodu jednolicie bezmyślnej masy, sterowanej dowolnie wybraną ideą, których nie brak: LGBTQ, klimat, vege, rasizm, aborcja, negacja Kościoła. Ludziom, którym na państwie nie zależy udało się wmówić, że owe wartości to nowoczesność i postęp, że to prawdziwa europejskość - jak nie popierasz tych idei, to jesteś przeciwny Europie i opowiadasz się za Polexitem. W ten sposób rozmyta została potrzeba poszanowania godnościowych potrzeb konserwatystów przywiązanych do tradycji suwerennego państwa. Nikt tej potrzeby nie tylko już nie szanuje, ale wręcz się z nią walczy coraz bardziej brutalnymi metodami. Wydaje się, że w ten sposób albo finalnie powstanie jakiś nowy totalitaryzm pod wzniosłymi hasłami ( wszystkie dotąd totalitaryzmy miały wzniosłe i chwytliwe hasła), albo ktoś się wreszcie opamięta i przynajmniej jakieś atrybuty suwerenności państw odkurzy. Do tego potrzeba jednak chyba zupełnie nowych porozumień traktatowych, głębokiej reformy instytucji takich jak TSUE, modyfikacji Konstytucji, a nade wszystko rozumnego postępowania tych, którym państwo nie jest do niczego potrzebne. Tak naprawdę szacunku dla godności potrzeb drugiej strony i niczego więcej, bo tyle spokojnie wystarczy.

Niestety, na drugą możliwość zupełnie się nie zanosi.

Lubię to! Skomentuj86 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka