W okopie rozsądku
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz. /Gandhi Mahatma/
145 obserwujących
609 notek
1373k odsłony
  640   5

O tym, jak idee przerosły satyrę i jeszcze trochę o fortepianie

Z rozbawionym przerażeniem (sic) przeczytałem gdzieś, że na uniwersytecie w Oxfordzie nie wolno już uczyć nut na wykładach z muzyki, ponieważ tradycja notacji muzycznej jest (wszyscy chórem - dziękuję!) eurocentryczna, imperialistyczna, rasistowska i kolonialna. Nie mówiąc o klasycznych kompozytorach, odtąd zabronionych w ramach "dekolonizacji” muzyki. Dyplom z muzyki nie będzie już wymagał umiejętności grania na instrumencie (bo fortepiany i wiolonczele są rasistowskie) ani dyrygowania orkiestrą (bo orkiestry są imperialistyczne), ponieważ te eurocentryczne praktyki traumatyzują studentów z innych kultur. Pod opublikowaną wczoraj na Salonie24 notką - nomen-omen - o fortepianie jako symbolu naszej cywilizacji, jak muchy do kupy zlecieli się stróże postępu, wyzywający tradycjonalistów od zwolenników Ku Klux Klanu. Skąd nagle wzięło się tylu żarliwych obrońców  czarnoskórych dokładnie nie wiadomo, osobiście podejrzewam efekt nagonki lewicowych psychofanów na poczciwego Tuwima z  Murzynkiem Bambo lub na klasycznie okropnego rasistę Stasia Tarkowskiego z "W Pustyni i w Puszczy". Niestety, ile rasizmu jest w rzeczonej notce nikt nie zmierzył i jej nie zdekolonizował (chociaż próby były!), ale za to  Uniwersytet w Cambridge dekolonizuje wydział filologii klasycznej, uznawszy, że dziedzina ta jest "instytucjonalnie rasistowska”. Teraz także wykłady z łaciny i greki będą musiały spełniać wymogi "różnorodności": studenci będą się uczyć o "roli literatury i filozofii klasycznej w utrzymywaniu rasistowskich i imperialistycznych struktur i dyskursów" i będą z tego przepytywani na egzaminach.


Zastanawiam się, kiedy pojawią się decyzje ministrów edukacji w tych najbardziej postępowych krajach, likwidujące naukę czytania i pisania. No bo skoro wszelka dotąd literatura jest rasistowska, homofobiczna, transfobiczna i kolonialna, a studiować wolno właściwie tylko gender, nie robi wielkiej różnicy, czy  uczniowie i przyszli studenci umieć będą pisać i czytać. Na co to komu? Uznać oficjalnie, iż umiejętność pisania i czytania jest rasistowska i oznacza kolonialną oznakę białej supremacji. Koniec, kropka. Idźmy dalej - po co komu wiedza, zwłaszcza ta uniwersytecka? Zlikwidujmy uniwersytety!


Oczywiście bankructwo uniwersytetów, rozumiane jako upadek ośrodków wiedzy i nauki (tak samo, jak zbliżające się nieuchronnie gigantyczne rachunki za elektryczność i gaz), najboleśniej dotkną najbiedniejszych, ale oczywiście nie wpływa to do świadomości postępowych "elit", obnoszących się ze swoją troską o biednych i o planetę. Nic w tym dziwnego, bo zawsze tak było: każdą postępowa społeczna i polityczna inicjatywa, czy dotyczyła wyższych podatków, czy dyskryminacji, czy "równości” i "sprawiedliwości społecznej”, czy szkolnictwa, była przeciwskuteczna. Ale postępowcom nigdy nie chodzi o skutki, jedynie o ideologię – ideologię, która w swoim długim marszu przez instytucje jest w trakcie niszczenia całej naszej cywilizacji.


Idzie zima. Warto przypomnieć obrazki z zimy poprzedniej: śnieg w Atenach, burze śnieżne w Texasie, w Dakocie i na Florydzie [sic!], śnieg w Jerozolimie, śnieg także w Londynie, gdzie rzeka Tamiza zamarzła po raz pierwszy od sześćdziesięciu lat. W Anglii w niektórych miejscach było poniżej -20. Wielkie „niebezpieczne sople” doprowadziły do zamknięcia dróg i autostrad. Do tego w Niemczech, jak w Texasie, panele słoneczne są pokryte śniegiem i wiatraki stoją nieruchomo, zamarznięte. Kilka osób  umarło z zimna wskutek przerw w prądzie, czasem wielodniowych. Ale cieplarniane "elity" i tak uznały, że była to najcieplejsza zima, odkąd Neandertalczycy wynaleźli termometr. "Cieplaje"  wpadli także na sprytny pomysł zastąpienia hasła "globalnego ocieplenia” hasłem "zmiany klimatu”, co pozwoliło im traktować oziębienie tak samo, jak ocieplenie. W poprzek logiki i zdrowego rozsądku, bo tego rodzaju zjawiska widzimy co kilkadziesiąt lat. Ale skoro zmianę klimatu trzeba zwalczać dla dobra planety, a "cieplajom" – tak samo, jak innym lewicowym ideologom, a właściwie ideologom wszelkiego pokroju – rozumowanie przyczynowo-skutkowe jest obce lub po prostu obojętne, nieistotne są dla nich przerwy w prądzie wskutek zaśnieżonych paneli słonecznych i zamarzniętych wiatraków. Jak reagują media? Przewidywalnie: zawodzeniem o konieczności natychmiastowej eliminacji paliw kopalnych i potrzebie mnożenia wiatraków i paneli słonecznych. Oto przykład: "Jak bezbronny i podatny na katastrofy stał się świat w obliczu coraz to bardziej nieprzewidywalnej pogody wskutek zmiany klimatu!”.


Już nie można się śmiać, można tylko płakać i załamywać ręce. Bo nikt nie powie dziś głośno ( zresztą tego nie puszczą), że wiatraki i panele słoneczne nie mogą stale dostarczać energii. Elektryczności nie można przechowywać. Im dalej zatem będziemy brnąć w zieloną politykę i polegać na zielonej energii, tym większa będzie potrzeba palenia paliw kopalnych – i energii jądrowej. A co będzie, jak wszystkie samochody będą elektryczne i wszyscy po powrocie z pracy będą je ładować o tej samej porze?  Strach się bać.

Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale