Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
155 obserwujących
692 notki
1562k odsłony
  3283   9

Jak Iga Świątek polski sport "zburzyła"...

Jako Polacy łakniemy sukcesów, jak kania dżdżu. Ponieważ politycznie, gospodarczo, kulturalnie czy też technologicznie, możemy liczyć tylko na jakieś ewentualne zrywy, polski sukces fokusuje się w sporcie. Byliśmy dumni z Ireny Szewińskiej, Władysławów - Komara i Kozakiewicza, Orłów Kazimierza Górskiego, tytułów siatkarzy i dominacji Adama Małysza. Lista naszych dum jest zresztą dłuższa i jestem niesprawiedliwy pomijając np. Justynę Kowalczyk, Anitę Włodarczyk, Kamila Stocha i nnnych mistrzów, których pechem jest tylko to, że nie było im dane stać się medialnymi gwiazdami na trochę dłużej, niż chwilę, no może dwie. Jeżeli do dziś mieliśmy jakiegoś niekwestionowanego ambasadora polskiego sportu w  kategoriach sukcesu przez duże "S", to  był/jest nim bez wątpienia Robert Lewandowski. Ale to piłkarz czyli - nie podważając jego wielkości - tylko 1/11 część większej całości, którą jest czy do drużyna narodowa Polski, czy - tu już gorzej z polskimi odniesieniami - kolektyw Bayernu Monachium. 


Polski kibic, nawet ten niedzielny, który sportem interesuje się tylko przy okazji globalnych, lub przynajmniej europejskich imprez, przyzwyczaił się, że z naszymi sukcesami w sporcie jest trochę tak, jak z pudełkiem czekoladek w "Forrest Gump"  - nigdy nie wiadomo, co ci się trafi. Każde właściwie zawody sportowe, każdy mecz i każda rywalizacja na poziomie mistrzostw świata, olimpiady czy czempionatu kontynentalnego, to zagryzanie paznokci: może się uda, oj, żeby się udało. żeby dali radę. Rezultat tych modłów i zagryzania paluchów, najczęściej był odwrotny od spodziewanego: im bardziej nasze nadzieje były napompowane, tym większe było rozczarowanie. No trudno - Polacy, nic się nie stało. Chyba częściej polski sukces sportowy był jak borowik szlachetny w suchym jak pieprz lesie -  pojawiał się nagle i niespodziewanie za sprawą kogoś nieznanego, kogoś, kto sięgnął po złoty medal, mistrzostwo lub rekord w stylu filipa z konopii.


Aż pojawiła się ONA: (1)ga Świątek. Kiedy dwa lata temu, Iga wygrała Roland Garros w stylu szalejącego nad Paryżem tornada, część kibiców i komentatorów ( w tym też moja osoba) obwieściła narodziny wielkiej gwiazdy światowego tenisa, która bardzo szybko przyćmi świetność Agnieszki Radwańskiej. Była to wtedy niebywała "obraza majestatu" popularnej Isi: większość sukces tenisistki z Raszyna traktowała jako jednorazowy wybryk nieopierzonej nastolatki, która wkrótce zostanie sprowadzona na ziemię. I przez mement wydawało się, że mają rację - Iga wpadła w jakiś dziwny dołek formy, przegrywała mecze, które powinna wygrywać, na korcie pojawiły się nerwy, wymachiwanie rękami, dyskusje i finalnie łzy bezsilności. Wspomniana wyżej Justyna Kowalczyk, napisała wtedy na Twitterze prorocze (jak dziś się okazuje) słowa, że te łzy to fundament przyszłych sukcesów. W grudniu 2021 Świątek podjęła trudną, ale ważną decyzję: "Czasami w naszym życiu zawodowym potrzebujemy zmian, żeby dalej się rozwijać. ” – wyjaśniła, kiedy po pięciu latach współpracy i triumfie w Roland-Garros w 2020 roku pożegnała Piotra Sierzputowskiego. Witaj Tomaszu Wiktorowski! Były trener Agnieszki Radwańskiej -  od 2011 roku do końca jej kariery pod koniec 2018 roku - był niewątpliwie współautorem sukcesów światowej "dwójki" i zapewnił swojej podopiecznej ugruntowaną pozycję najlepszej w historii tenisistki Polski, przed pojawieniem się Świątek.


No i się zaczęło. Niezwyciężona przez 17 gier, zdobyła trzy kolejne trofea WTA 1000 (Doha, Indian Wells, Miami). Jak dotąd żadna z tenisistek nie wygrała trzech początkowych turniejów na rozpoczęcie sezonu. Oprócz jej technicznych i fizycznych cech, jeśli była w stanie dokonać rzeczy niebywałych, to również dzięki umiejętności zarządzania emocjami w ważnych momentach. Od czasu swojego pierwszego finału WTA Tour, przegranego w trzech setach w Lugano w kwietniu 2019 roku, Iga zmiażdżyła sześć tenisistek ze ścisłej czołówki.

    6/4 6/0 vs. Osaka – Miami 2022
    6/4 6/1 v Sakkari - Indian Wells 2022
    6/2 6/0 v Kontaveit - Doha 2022
    6/0 6/0 v Pliskova - Rzym 2021
    6/2 6/2 v Bencic, Adelajda – 2021
    6/4 6/1 v Kenin, Roland-Garros - 2020


Po przejściu Ashleigh Barty na tenisową emeryturę, Iga Świątek zaczęła być pełnoprawnym numerem jeden w kobiecym tenisie. Ale ranking to "tylko" ranking. Iga swoje panowanie musiała po prostu udowodnić. Od lutego Polka miażdży każdą rywalkę - radząc sobie doskonale z presją statusu faworyta i nerwami na tyle silnymi, żeby uczynić z nich atut. Nowa królowa  kobiecego tenisa, jako 20-letnia  kobieta, bez żadnego "zmiłuj" natychmiast zdobyła ogromny autorytet. Wystarczyło pokazać, że rozwinęła cechy, które pozwalają jej być kimś więcej niż tylko królową tymczasową. W Miami, po ogłoszeniu przez Barty abdykacji, Polka musiała odnieść sukces z "marszu" - nie tylko, żeby pokazać siłę numeru jeden na świecie w singlu, ale także także po to, żeby być pierwszą tenisistką w Polsce -  detronizując ostatecznie Agnieszkę Radwańską. Mimo psychicznej presji dokonała tego fenomenalnie, masakrując w finale biedną Viktorije Golubić, 6/2 6/0. 

Lubię to! Skomentuj64 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport