Widzę, słyszę, myślę...
Mieszkam w Poznaniu. Jestem Polakiem.
153 obserwujących
764 notki
1625k odsłon
  576   6

Zelenski wzywa do ataku nuklearnego

W sieci krąży filmik z przemówieniem Zelenskiego, w którym wzywa on do ataku nuklearnego NATO na Rosję. Jego rozumowanie jest dość proste: atak nuklearny na Rosję uniemożliwi jej przeprowadzenie własnego ataku jądrowego. Film dostępny jest TUTAJ


Widzimy przemawiającego prezydenta Ukrainy jako człowieka szalonego: jego gesty i mowa ciała świadczy o niebywałym wzmożeniu emocjonalnym, wręcz o jego histerycznym nastawieniu, być może spowodowanym zażywaniem środków narkotycznych. Nie będę się nad tym rozwodził, bo nie jestem w tej dziedzinie specjalistą - ważne, że dla zwykłego obserwatora zachowanie Zelenskiego normalne nie jest. Najbardziej istotne jest jednak to, że wciąż realna jest doktryna "MAD” ( Mutual Assured Destruction, czyli Wzajemnie Zagwarantowane Zniszczenie), o której to doktrynie niektórzy szaleńcy pamiętać nie chcą. Oczywiste jest zatem, że atak nuklearny na Rosję absolutnie nie powstrzyma rosyjskiej reakcji odwetowej, ale Zełenski po raz kolejny wychodzi przez szereg szaleńców i pokazuje światu swoje prawdziwe oblicze niezrównoważonego przywódcy, który za wszelką cenę dąży do rozpętania III wojny światowej w wariancie globalnej apokalipsy. Trudno odmówić racji stwierdzeniom rosyjskim, które podsumowują Zelenskiego jako "wypchanego zachodnią bronią dyktatora, jawiącego się jako potwór, który przy udziale sojuszników Ukrainy chce zniszczyć planetę".


Na szczęście sami Amerykanie, którzy mają przecież w eskalacji wojny swój żywotny interes, zachowują minimum zdrowego rozsądku i bardzo jasno wyrażają swoje stanowisko: powtarzane przez Joe Bidena czy Antony’ego Blinkena zdanie, że dla USA nadrzędne jest "uniknięcie wojny z Rosją”. Cokolwiek to znaczy, zrozumiałe jest, że chodzi przede wszystkim o uniknięcie wojny nuklearnej, która dla wszystkich stron takiego konfliktu zakończyć by się musiała w sposób ujęty przez "MAD". Co bardziej przytomne głowy w Stanach Zjednoczonych zauważają, że tak naprawdę "pełnowymiarowej" wojny z Rosją chce Zelenski i... Polacy. Nawet Biden zdaje się powoli trzeźwieć, zdając sobie sprawę, że gigantyczne pompowanie pieniędzy i broni na Ukrainę nie jest niewyczerpalne i finalnie zagraża bezpieczeństwu USA. Podobno już w Stanach zaczyna brakować amunicji do niektórych rodzajów broni, Ukraina "dostaje" HIMARS-y, których jeszcze nawet nie ma na taśmach produkcyjnych, a zapowiadane przez kraje OPEC ograniczenie wydobycia ropy, może wywołać w USA coś w rodzaju "rewolucji" na Sri Lance. Wszak amerykanie nie wyobrażają sobie życia bez benzyny, bo bez amunicji - choć trudno - ale da się żyć.


Na tym tle nasz polskojęzyczny rząd ogłasza gotowość do rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium Polski. Warszawa chyba poważnie wierzy, że eskalacja konfliktu Polsce służy, bo... no właśnie - co? Roman Dmowski powiedział kiedyś, że "Polacy bardziej nienawidzą Rosji niż kochają Polskę” i najwyraźniej coś w tym jest na rzeczy. Jeżeli bowiem w polskiej przestrzeni publicznej, ze strony obozu władzy, pojawiają się wezwania do "zwycięstwa Ukrainy za wszelką cenę” czy - jak teraz - ściągnięcia do Polski amerykańskiej bomby atomowej, to znaczy że władze w Warszawie zupełnie serio rozpatrują opcję dołączenia III RP do wojny. I to jako strony, nie jako państwa - członka NATO. Napisać, że jest niebywała naiwność i nieodpowiedzialność władz Polski, to nie napisać nic. Bo po pierwsze nie można wierzyć w ukraińskie środki masowego przekazu, które po kilka razy dziennie potrafią (dez)informować o odbijaniu przez Kijów tej samej rosyjskojęzycznej miejscowości i tworzą mity o ukraińskiej ofensywie, wielkich "sukcesach" ich armii i wręcz komicznej bezradności Rosjan. To wyłącznie teatr grany dla podtrzymania militarnego i finansowego wsparcia dla Ukrainy - przecież na ponoszących klęski Ukraińców nikt grosza nie wyda i nie wyśle ani jednego naboju. Ale ponieważ wiara czyni cuda, w Polsce jest ona narzucana siłą i nie zadaje się pytań o to, czy sytuacja na frontach walk naprawdę tak wygląda. Ma być wysuwany jeden "prawdziwy" wniosek, że Rosję można niewielkim wysiłkiem pokonać. I wielu ludzi o mentalności łykających wszystko pelikanów w te "prawdy" święcie wierzy.


Po drugie, w Polsce trudno jakoś przychodzi władzom ( i pelikanom) do głowy, że nawet jeśli kijowska propaganda to krynica prawdy, a Waszyngton przystąpi "oficjalnie" do wojny z Rosją i NATO zatknie swoje flagi na ruinach Kremla – to przecież po Polsce i tak zostałoby w takim wypadku morze ruin. I to raczej ruin skażonych promieniowaniem.... W tej brudnej grze Zachodu przeciwko Rosji, polskie władze - oprócz wsparcia militarnego i gospodarczego, na który nas po prostu nie stać -  rzucają na szalę wszystko inne, czyli bezpieczeństwo Polaków i dorobek wielu pokoleń patriotów. Władza - jak widać - jest gotowa ryzykować możliwość nuklearnej anihilacji Polski. Gra va banque zawsze kończy się tym, że jeden z graczy musi przegrać wszystko. Obyśmy to nie byli my.


Jak to podsumować? Czytam zachodnie fora zagraniczne i - niestety - znajduję mało sympatyczne dla nas Polaków komentarze np. takiego rodzaju: " Najwyraźniej historia niczego nie nauczyła tej bandy polskich wieśniaków. Oczywiście Polacy lubią obrywać prosto w twarz i dlatego "marsz żałobny” stanie się ich hymnem narodowym. Oprócz Chopina, wspaniałego Jana Pawła II i kilku historycznych wielkich wodzów, Polacy wiecznie liżą komuś tyłek - tak jak teraz Amerykanom. To ich cecha narodowa, wspierana wódką ze źdźbłem " bawolej trawy". Polska prosi o niezależność prawną z UE, chce się wybić na poważne państwo w Europie, ale jednocześnie oferuje swój tyłek temu, kto ma największego *******, w tym przypadku Stanom Zjednoczonym. Aż nie do wiary..."


Cholernie przykre, ale niestety chyba po trochu prawdziwe.






Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale