kemir kemir
353
BLOG

STOP dla zielonych khmerów!

kemir kemir Polityka Obserwuj notkę 8

Dawno nic nie pisałem (i nie zamierzam wracać z pisaniem w to dziwaczne miejsce), ale wczoraj wieczorem podniosło mi się ciśnienie po przeczytaniu wypróżnień pewnego znanego na Salonie klimatycznego propagandzisty, zielonego khmera, fanatyka klimatycznego faszyzmu.


Piszę, bo ci ludzie są groźni. Tworzą zamęt w głowach szczególnie młodych ludzi, którzy tworzą klimatyczne sekty, doprowadzając do tysięcy ludzkich tragedii, niszcząc przy okazji nie tylko swoje młode życia, ale także życia innych ludzi poprzez klimatyczny terror, niszczenie dóbr kultury i sztuki, wprowadzanie absurdalnych (rodem z psychiatryka) regulacji prawnych rujnujących całe społeczeństwa i gałęzie gospodarczo - przemysłowe.


Ów zielony khmer wziął sobie na celownik niejakiego Martina Durkina i - jak to nazwał - jego pseudokumentalny film o kłamstwie klimatycznym. Rzecz jasna, zgodnie ze starą bolszewicką szkołą elementarza propagandy, autor filmu został najpierw etykietowany, jako komunista, kłamca i manipulator. Można napisać, przyganiał kocioł garnkowi, bo nawet jeśli Durkin posługuje się niezbyt szczytnymi przymiotami, to nasz zielony aktywista odpowiada dokładnie tym samym. Problem w tym, że film Durkina jest zaledwie małym wycinkiem dużo szerszej fali demaskatorów klimatycznej ściemy, która nie ma szans na przebicie się przez medialny ściek oficjalnej propagandy. Nie wszyscy ludzie nauki dali się sprzedać lub zastraszyć klimatycznym terrorystom i warto doprawdy przebić się przez cuchnące ścieki, żeby dotrzeć do ich opinii. Dla leniwych wystarczy odrobina logiki.


Ziemia to około 75 proc. wody, głównie słonej.  Współczesna nauka, przy całym swoim zaangażowaniu coraz bardziej zaawansowanej technologii, guzik o oceanach wie, czyli owe 75 % powierzchni planety to praktycznie tabula rasa. Mamy znikomą wiedzę o kosmosie, o wpływie Słońca na ziemskie procesy, wiemy tyle co nic reakcjach zachodzących we wnętrzu planety, że o  jądrze Ziemi nie wspomnę z litości. Praktycznie prawie nic nie wiemy o mechanizmach sterujących naszą planetą, obracamy się tylko wokół hipotez i teorii - od Wielkiego Wybuchu, przez ewolucję, po niejasne pochodzenie samej ludzkości. O kosmosie wiemy niewiele więcej niż starożytne cywilizacje, które zresztą same stanowią zagadkę z wciąż nowymi pytaniami.


Ale klimatyczni terroryści, ubzdurali sobie, że mają wiedzę na temat klimatu. To tak, jakby bez znajomości tabliczki mnożenia zabrać się za zadania z matematyki wyższej i twierdzić, że się je rozwiązało. Tym samym zieloni khmerzy stworzyli religię "globalnego ocieplenia" i poszli na wojnę z CO2 - gazem, dzięki któremu Ziemia jest planetą życia, a oni sami mają czym oddychać.


Klimatyczną religię i jej brednie trzeba wysłać tam, gdzie jej miejsce - do wszystkich diabłów. A jej kapłanów np. na Księżyc, bo tam ich problemy klimatyczne definitywnie się zakończą.

A na podsumowanie tej "dyskusji" z zielonym terrorystą wybrałem wywiad z nieżyjącym już, niestety, Panem Profesorem Zbigniewem Jaworowskim, uznanym naukowcem i wybitnym specjalistą od radiologii, badacza zanieczyszczenia globu radioaktywnością oraz metalami ciężkimi. Autora dokumentu pod tytułem "Zmiana Klimatu: Złe informacje na temat przed przemysłowego poziomu koncentracji CO2 ", przeznaczonego dla Komisji Senackiej Kongresu USA, chociaż ów dokument nie był na tej komisji prezentowany, ponieważ umówionego dnia Komisja się nie zebrała.


Prof. Jaworowski został oczywiście obwołany klimatycznym denialistą, tym bardziej, kiedy w  pracy opublikowanej w 1992 stwierdził, że spękanie lodu pod ciśnieniem, okludowanie powietrza wewnątrz struktury molekularnej lodu oraz sposób wydobywania rdzeni lodowych powodują, że ocena stężenia dwutlenku węgla z rdzeni lodowych nie jest prawidłowa.

A oto wywiad:

- Twierdzi pan, że wpływ człowieka na globalne ocieplenie to mit. Tymczasem klimatolodzy twierdzą, że w ponad 90 procentach udowodniono już winę ludzkości w tym zakresie.
- Tak twierdzi IPCC, a twierdzenie to jest oparte wyłącznie na... opinii IPCC.

- Z którą zgadzają się tysiące naukowców na całym świecie.
- Zgadzają się z tym wyłącznie naukowcy tej organizacji, ponieważ teza o wpływie człowieka na klimat to jest ich wymysł. Tyle że w propagowanie tego wymysłu mocno angażują się też rzesze pseudofachowców bez żadnych tytułów naukowych. Oni nazywają się zielonymi i rzeczywiście są zieloni, bo mówią o rzeczach, o których nie mają pojęcia. Ale bzdura powtórzona tysiąc razy nadal pozostaje bzdurą. Człowiek nie ma wpływu na klimat. Żadnego - to jest fakt niezaprzeczalny.

- Przemysł emituje do atmosfery 30 miliardów ton dwutlenku węgla rocznie. To nie może być bez wpływu na środowisko.
- Dane na ten temat stanowią najlepszy dowód, że rację mają naukowcy sceptyczni, a nie ci wszyscy "podgrzewacze" klimatu. Z winy ludzkości do atmosfery trafia zaledwie 4,5 procent obecnego w niej dwutlenku węgla, resztę emituje natura. A wpływ całego dwutlenku węgla na globalną temperaturę szacujemy na pięć procent. To oznacza, że rola człowieka sięga zaledwie ułamków procenta, podczas gdy wahania naturalnej emisji CO2 w poszczególnych latach są wielokrotnie wyższe. Dlatego właśnie, w oparciu o twarde i dostępne dane mówię, że ludzkość nie ma żadnego wpływu na klimat, ani dobrego, ani złego.

- Topnienie lodowców, susze w tych rejonach, gdzie wcześniej ich nie notowano, a także inne anomalie pogodowe dowodzą jednak, że klimat się zmienia.
- Klimat zmieniał się zawsze i będzie się zmieniał. W latach 1975-98 odnotowano pewien wzrost średniej temperatury, ale nie z winy człowieka. Niewielkie ocieplenie obserwowaliśmy wtedy nie tylko na Ziemi, lecz także na Księżycu, Marsie i księżycach Jowisza, ponieważ zgodnie z naturalnym 20-letnim cyklem zwiększyła się właśnie aktywność Słońca. Od 10 lat zachodzi proces odwrotny. A to, że zieloni i niektórzy naukowcy wciąż sieją klimatyczną panikę, krzycząc, że oceany zaraz się zagotują - to zupełnie inna, niegodna uwagi sprawa.


- Stężenie dwutlenku węgla w atmosferze także ostatnio rośnie. A zwierząt i wulkanów nie przybywa tak szybko jak kominów.
- Badania lodowców pokazały, że gdy temperatura była na Ziemi wyższa niż obecnie, a tak zdarzało się już kilka razy, m.in. 800 i 500 tys. lat temu, stężenie dwutlenku węgla także rosło. To naturalne zjawisko, gdyż najwięcej dwutlenku jest w oceanach. Gdy ogrzewa się atmosfera, z czasem, po latach takiego procesu, rośnie też temperatura oceanów, a wtedy wszystkie gazy, w tym CO2, uwalniają się łatwiej i intensywniej. A więc nie należy wierzyć IPCC i ekologom, że temperatura rośnie w wyniku zwiększonego stężenia dwutlenku węgla. Jest dokładnie odwrotnie: to w wyniku ogrzewania się klimatu od lat 70. do 90., na skutek aktywności Słońca i setek pomniejszych czynników do atmosfery trafia ostatnio więcej CO2. A w epokach ochłodzenia analogicznie jest go mniej.


- Skoro to takie proste, to dlaczego tak wielu ludzi z naukowymi tytułami grzmi o globalnym ociepleniu i nawołuje do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych?
-
Wystarczy spojrzeć na trwający w Kopenhadze szczyt klimatyczny i pieniądze, jakie "podgrzewacze" chcą wyciągnąć ze światowej gospodarki pod pretekstem ratowania klimatu. Chodzi o biliony dolarów w skali globu. IPCC to znaczy "Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu", a najważniejsze w tej nazwie jest pierwsze słowo. Dlaczego? Bo celem zielonych jest stworzenie czegoś w rodzaju superrządu - wielkiej organizacji, która ponad państwami będzie zarządzała gigantycznymi pieniędzmi i upowszechniała własne technologie, żeby zarabiać krocie.

- To brzmi jak spiskowa teoria.
- Zwolennicy ograniczenia emisji dwutlenku węgla przecież nie ukrywają, że ich pomysły spowodują spadek światowej produkcji gospodarczej o ponad 2 procent - przyznają to otwarcie. Jest też jasne, że w wyniku ich pomysłów będziemy mieli mniej energii, za to trudniej dostępnej i droższej. To nie jest spiskowa teoria, to cytaty z kopenhaskich wystąpień obrońców klimatu. Oni oczywiście na tym wszystkim zarobią, ale ludzkość jako taka straci.

 Po wprowadzeniu ograniczeń w emisji CO2 energia będzie może nieco droższa, ale za to zdrowsza.
- Ale nie ma powodu, żeby była "zdrowsza", bo - jak wykazałem pokrótce wcześniej - wpływ ludzkości na klimat nie istnieje. A kto chce, może sobie inwestować w czyste technologie, żeby np. dbać o własne płuca. Chodzi tylko o to, by nie czynić z tego powszechnego nakazu, gdyż nie ma ku temu żadnych przesłanek, a już na pewno klimatycznych.

- Tysiące naukowców z całego świata kłamią w imię fałszywej teorii? Panie profesorze...
- Panie redaktorze... Czy wyciek 1079 e-maili i dokumentów, w których klimatolodzy z kilku kontynentów zmawiali się, jak fałszować dane o temperaturze i kasowali niewygodne dla ich teorii wyniki pomiarów, by ukryć, że nie ma żadnego efektu cieplarnianego, a klimat w 1998 roku przestał się ogrzewać - nie jest wystarczającym dowodem, do czego zdolni są ci ludzie? Afera klimatyczna, powszechnie już w świecie zwana "Climategate", nie pozostawia złudzeń, że mamy do czynienia z wielką manipulacją. W Kongresie USA dojrzewa idea powołania w tej sprawie komisji śledczej, w Australii jest polityczne trzęsienie ziemi, w Nowej Zelandii szef partii opozycyjnej, ostry zwolennik obrony klimatu i niemal pewny kandydat na premiera, podał się do dymisji. Wrze na dziesiątkach uczelni, tylko że nasze media informują o tym dość skąpo. Ale wszystko jest w internecie - kto chce, ten dotrze do informacji, a wtedy na pewno nie poświęci nawet sekundy żadnemu nawiedzonemu ekologowi.

- Czyżby prorokował pan koniec teorii antropogenicznego, czyli spowodowanego przez człowieka efektu cieplarnianego?
- Wierzę, że afera klimatyczna będzie rodzajem katharsis, które nie tylko oczyści umysły ludzi, w tym polityków, z wiary w bzdurne teorie, ale zmieni także świat nauki. W końcu to ludzie nauki są odpowiedzialni za doprowadzenie do tak wysokiego poziomu histerii klimatycznej, który jeszcze kilka tygodni temu groził światu ekonomiczną klęską.

 - To jaka jest pańskim zdaniem prawda o wahaniach temperatury?
- Nie posłużę się własną opinią, tylko oficjalnymi danymi z USA, bo tam pomiary są najbardziej precyzyjne, a mam je właśnie na monitorze. Otóż w całym XX wieku średnia temperatura roczna wzrosła tam o 0,7 stopnia Celsjusza i nie ma podstaw, by twierdzić, że na reszcie globu było inaczej. Natomiast w latach 1998-2008 średnia temperatura spadła o 1 stopień. Podczas dekady tak gwałtownego spadku emisja CO2 zwiększyła się o 32 procent. To kolejny dowód, że teorie o związku dwutlenku węgla z globalnym ociepleniem są na głowie postawione. Stanowią one wielki fałsz i są sterowaną politycznie bzdurą.

- Czy to znaczy, że możemy przestać troszczyć się o Ziemię, truć ją bezkarnie i rabunkowo eksploatować jej zasoby naturalne?
- Tak samo jak dwutlenek węgla nie jest istotnym czynnikiem kształtowania temperatury na ziemi, tak samo klimat nie jest naszym jedynym zmartwieniem, bo to by oznaczało, że żadnych zmartwień nie mamy. Trzeba rozsądnie eksploatować paliwa kopalne, szczególnie węgiel, którego zasoby ostatecznie wyczerpią się za 400 lat, a w Polsce już za ćwierć wieku. Tymczasem węgiel jest niezbędny w medycynie i dlatego trzeba go pozostawić przyszłym pokoleniom. Należy też inwestować w wydajne technologie energetyczne, a tu najbardziej efektywne i najbezpieczniejsze są elektrownie jądrowe. Dzięki nim energii nam nie zabraknie, a jej cena będzie na tyle przystępna, żeby nikt nie musiał sobie odmawiać korzystania z niej.


Wnioski niech sobie każdy wyciągnie sam.


Źródło wywiadu: https://nto.pl/zbigniew-jaworowski-afera-klimatyczna-bedzie-rodzajem-katharsis/ar/4136397

kemir
O mnie kemir

Z mojego subiektywnego punktu widzenia jestem całkowicie obiektywny.

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka