Noc.
W kuchni ze skrzypieniem otwierają się drzwi od lodówki.
Wychodzi z niej spasiona mysz w jednej łapie trzymając prawie kilogramowy kawał żółtego sera, a drugą ciągnąc za sobą wielkie pęto kiełbasy. Idzie do pokoju skąd rozlega się potężne chrapanie gospodarzy i taszczy ten cały majdan przez środek izby w stronę szafy, pod którą ma wejście do swojej norki. Już jest przed wejściem gdy w świetle księżyca dostrzega pułapkę na myszy, a na niej malutki kawałeczek słoninki.
Mysz kręci z dezaprobatą głową i mruczy pod nosem :
- Jak dzieci, ku**wa, jak dzieci.
Bronisław Komorowski wydumał sobie w powyborczą noc, że na kawałeczek słoninki złapie
wypasioną 20-stoma procentami poparcia Mysz, która wstrząsneła posadami Pałacu. A przecież potężne chrapanie pałacowych gospodarzy wciąż niesie się po kraju echem. Przebudzony ze snu ów Główny Gospodarz, który nie wiedzieć dlaczego ubzdurał sobie w mało bystrej łepetynie, że status jaki posiada, należy mu się jak psu zupa, miota się od ściany do ściany. Obrażony, wkurzony, że przyjdzie mu ani chybi powiedzieć coś do kamer tv bez słów spisanych na kartce - to kusi nieświeżą słoninką, to zaatakuje zdziecinnialymi wyzwiskami swojego Znakomitego Konkurenta, to spotka się byłym Głównym Gospodarzem, co to znany jest powszechnie z choroby filipińskiej.
I jeszcze ta cholerna Mysz....Jakby ją skusić...?
Mysz rzecz jasna, ze słoninki zrobiła sobie "bekę", ale nie przeszkodzilo to wcale pałacowej świcie Gospodarza, zapewniać wszem i wobec, że słoninka świeżutka i bardzo pożywna. Mysz ma zatem "bekę" podwójną. A my razem z nią.
Świta - bezwstydnie naśladując Znakomitego Konkurenta - zabrała Głównego Gospodarza na spacer po ulicach Stolicy. Pomysł dobry o tyle, że wiosenne, świeże powietrze nikomu jeszcze nie zaszkodziło, a i pomóc może. No i pomogło - zapytany przez młodego człowieka, o to, jak żyć za dwa tysiące, Główny Gospodarz, z niezwykłą jemu bystrością i elokwencją odpowiedział : WEŹ KREDYT, ZNAJDŹ PRACĘ.
Zaiste, słowa godne Arystotelesa, trzeba wybić je gdzieś złotą czcionką - jakby to kabaretowo ująć: zatkało "kakało".
A tak nieco poważniej to trudno oprzeć się wrażeniu, że nasz Główny Gospodarz Kraju, jakby rozminął się ze swoim talentem - rubaszny, przaśny humor, zdolności niekonwenjonalnych zachowań i wypowiedzi, stawiałyby go na czołowych miejscach popularności we wszystkich listach kabaretowych "wykonów". Może ta - podobno - 70% popularność wynika właśnie z takich talentów? Całkiem chyba możliwe.
Zastanawiam się, co świta wymyśli na jutro. Mysz słoninkę olala, to może pielęgniarkom rzucić jakieś pęto kiełbaski, trochę żółtego serka, przyznać ustawą po parze pończoch na Dzień Kobiet? Bo jak za mało zarabiają, to przeciez moga wziąść kredyt. Co nie?
Bo coś trzeba zrobić jutro z samego rana - znaczy około 12-tej, bo należy się wszak wyspać.
Jak dzieci.
Tylko coś mi się zdaje, że nastał już nieodwracalnie czas pogonienia Głównego Gospodarza Kraju. Zdziecinniały tak, jak cała jego świta, przespał swój czas pod ochronnym żyrandolem, mając Myszy, Konkurentów i zwykłych Lokatorów Wspólnego Domu za nic.
A Mysz? Cóż - pewnie jeszcze trochę się spasie i umocni w swojej norce. Może z Nowym Głównym Gospodarzem, sprawiedliwie podzielą te pęta kiełbasek i serka?
Czego im, sobie i wszystkim Czytelnikom tej notki szczerze życzę.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)