Do rozstrzygającej tury wyborów Prezydenckich zostało kilka dni. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Prezydentem zostanie Pan Andrzej Duda, chociaż nie można wykluczyć jeszcze zdarzeń, które odwrócą - chociaż chyba tylko cudem - korzystne notowania kandydata większości Polaków.
Bez względu jednak na wynik wyborów, śmiało można napisać, że majowe wybory to Wiosna Ludu - polskiego ludu, który wreszcie się przebudził, zobaczył, że król, królowa i książęta to nagie, nieprawdziwe i tragiczne postacie, z gębami pełnymi frazesów i dyrdymałów oderwanych od rzeczywistości. Ten społeczny i powszechny bunt, to dla rządzących grom z jasnego nieba, polityczna apokalipsa, ktorej nie można wyciszyć ani medialnymi działaniami rozpaczy, ani nawet ruskimi serwerami zliczającymi głosy wyborców.
Platforma, skoncentrowana wyłącznie na medialnej walce z PiS, otrzymała cios w plecy, ze strony, która co prawda istniała, ale do wyborów prezydenckich nie była "zmaterializowana" i stanowiła tylko siłę wirtualną - przez to lekceważoną i niedocenianą. Jeżeli do ciosu w plecy dołożyć celne, punktujące proste i sierpowe Andrzeja Dudy, to nie może dziwić, że PO jest jak zamroczony, słaniający się na nogach bokser, szukający w narożniku oparcia i szans na przetrwanie rundy. Rundę może uda się przetrwać, ale albo sekundant i tak rzuci ręcznik, albo nastąpi ciężki nokaut, który nie tylko zakończy walkę - zakończy całą karierę.
W każdym z tych wypadków oznacza to koniec PO w wersji "made in Tusk", czyli partii - giganta na glinianych nogach, umiejętnie żonglującej liczbami, faktami i umysłami zwykłych ludzi. W mrocznych kuluarach i przy kameralnych stolikach, liberalne szczury już przygotowują się do ewakuacji z tonącego Titanica na pokład Nowoczesnej PL. Platformiany plankton, pewnie też rozważa gdzie i kiedy czmychnąć w bezpieczne miejsce. Fundamentalny trzon PO pewnie zostanie, bo nie ma chyba innego wyjścia, ale podzielona, okrojona Platforma z giganta przeistoczy się zapewne w mało istotną partyjkę, z poparciem 10 - 15 %. Platforma w wersji 2.0.
Nie mam wątpliwości, że znaczącą i rosnącą w postępie geometrycznym siłą polityczną w Polsce stanie się partia/ruch/organizacja Pawła Kukiza. Oczywiście przed Panem Pawłem droga kręta i wyboista, ale 20-sto % kapitał to potęga, zdolna sama z siebie
stworzyć mocne fundamenty i podstawy solidnej siły politycznej.
Dosyć starannie śledzę to wszystko, co w jego obozie dzieje się po 10 maja. Cieszy, że jednak coraz bardziej dominuje pogląd, że chociaż trzeba znowu wybrać "mniejsze zło"
(w rozumieniu wyborców Kukiza) , to tym razem tym "mniejszym złem" jest... Andrzej Duda. Zdecydowana większość "kukizowców" rozumuje tak:
Wprawdzie Komorowski i Duda to jedno zło, ale jest jeden szczegół. Niegłosowanie w II turze to sygnał dla PO, że cokolwiek PO nie zrobi to i tak Polacy ich wybiorą. Takiej buty, pychy i poczucia bezkarności jak w obozie rządzącym nie spotyka się często. Dlatego z "bulem" serca w drugiej turze GŁOSUJĘ PRZECIWKO SZOGUNOWI.
Dobrze pan zrobił (pan Kukiz - przyp. autora), że nie przekazał oficjalnie głosów Dudzie, ale wypada iść na 2 turę i oddać na niego głos. Można bać się Pis-u i Kaczyńskiego, ale większej mafii od PO i Komorowskiego chyba nie ma. Poza tym kolejne 5 lat Komorowskiego, to blokowanie wszystkich ustaw Pana Kukiza w przyszłym rządzie. Komor zablokuje wszystko co mu na stół położy ktoś inny, niż PO, więc ostatni raz wybierzmy mniejsze zło. Od października wybierajmy już tylko tych dobrych, a nie tych mniej złych
Komentarz do takich wypowiedzi wydaje się być zbędny, poza jednym ważnym aspektem.
Rodzi się bowiem pytanie: co dalej z PiS?
W najbardziej na dziś prawdopodobnym układzie, na jesień 2015 r Prezydentem będzie Duda, Platforma w wersji 2.0 będzie partyjką - przystawką Nowoczesnej PL, PSL z SLD znikną jak zmory w pełnym słońcu, Kukizowi (być może w duecie z Korwinem) w pas się niektórzy będą kłaniać - a PiS?
Nie można mieć wątpliwości, że chcąc utrzymać swoje 30-sto % poparcie, partia Jarosława Kaczyńskiego będzie musiała się przepoczwarzyć z klubu dyskusyjnego starszych panów, w nowoczesną, chociaż rzecz jasna wciąż konserwatywną partię energicznych i błyskotliwych ludzi typu Andrzej Duda. Mam nadzieję, że Jarosław Kaczyński zdaje sobie z tego sprawę i nie obudzi się po wyborach parlamentarnych z ręką w nocniku. Nadzieją Polski jest bowiem nie tylko Andrzej Duda - największą nadzieją wydaje się być koalicja PiS - Kukiz, czy to się komuś podoba czy nie. Rzecz w tym, żeby już teraz o takiej koalicji realnie pomyśleć.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)