Ostatnie dni kampani wyborczej to wyjątkowo obrzydliwy pokaz siły mainstreamu, który nam - społeczeństwu, pluje w twarz i zdaje się mówić: nie mamy waszego płaszcza i co nam zrobicie? Posiusiani ze strachu aparatczycy wykonują niebywałe wygibasy nad wpadkami Andrzeja Dudy, pompując je do niebotycznych rozmiarów, jednocześnie skrzętnie ukrywając ciemne plamy na wizerunku Komorowskiego.
Kiedy w każdym normalnym kraju, dziennikarz winny ohydnej manipulacji z udziałem córki kandydata, zwyczajnie zostałby wyrzucony z pracy na zbity pysk, u nas wyrzuca się innego dziennikarza, którego "winą" jest obiektywne pokazywanie prawdy o innym kandydacie.
Nagrania, które również w kazdym normalnym kraju spowodowałyby polityczne tsunami, traktowane są u nas podobnie, jak ciekawostka o lwiątku, które urodziło się w jakimś ZOO.
O jakiej wolności i demokracji ględzi Komorowski, skoro w sposób jasny i wyraźny dowiadujemy się, że minister MSW nakazał spalić budkę przed ambasadą rosyjską, że stan polskiego górnictwa to efekt nieudolności dyletantow na ministerialnych stołkach, a Pendolino to grube pieniądze wyrzucone w błoto?
A żeby było zabawniej, w tle słychać tylko głupawy śmiech blondynki: ale jaja, ale jaja, ale jaja....
Cóż - taki mamy klimat. Klimat, w którym na czas wyborów wycofuje się książkę o "wybitnych" osiągnięciach urzędującego prezydenta. Nikt w mainstreamienie nie krzyczy, że to skandal, że to cenzura w klasycznej postaci. Za to zewsząd słychać larum, że Duda to populista, że niedoświadczony, że PiS wróci do władzy i będzie zamykać w więzieniach za in vitro.
Kampania wyborcza? Jaka kampania? Straszenie PiS-em zamiast prawdy o kraju, którego symbolem jest pewna intymna część ciała mężczyzny w otoczeniu kupy kamieni. Straszenie Dudą, zamiast prawdy o niebezpiecznych związkach człowieka, który sprawuje najwyższy urząd w państwie. To nie jest kampania wyborcza - to nie mająca w demokracjach precedensu manipulacja społeczeństwem, mająca na celu wygrać wybory przez niedopowiedzenia, kłamstwa i przez uniemożliwienie poznania Polakom niewygodnych dla władzy faktów.
Ktoś kupuje taką kampanię, taką prezydenturę Komorowskiego?
Polska to na dzisiaj kraj chory, kraj potrzebujący wstrząsu, kraj, w którym głosy sprzeciwu i głosy prawdy, traktowane są jak glosy ludzi chorych, radykalnych, dotkniętych szaleństwem.
Nasuwa się pytanie: kiedy zaczną strzelać? Kiedy zaczną zamykać za poglądy?
Bo przeciez przy geometrycznie postępujących działaniach, charakterystycznych przecież dla systemów autorytarnych, to tylko... kwestia czasu. Trzeba być ślepym, głuchym, albo pozbawionym rozumu, żeby tego nie dostrzegać.
No chyba, że ktoś woli śmiech blondynki... ale jaja, ale jaja, ale jaja.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)