Z rosnącym zdumieniem obserwuję interpretację misji informacyjnej, jaką od kilku dni proponują mi dziennikarze ze stacji TVN, największej komercyjnej telewizji w Polsce, pierwszej niepublicznej, która stworzyła kanał informacyjny TVN24 emitujący przez całą dobę.
Moje zdumienie jest tym większe, ze pamiętam początki tej telewizji i późniejsze starania, aby stać się rzeczywiście konkurencyjną w dostarczaniu informacji. By przyciągnąć widza i utrzymać go, bo serwowanie sprawdzonych, rzetelnych informacji jest właśnie tym, co skłania do wyboru programu; sposób ich "podania", oprawa czy nawet dołaczane opinie o wydarzeniach to kwestie drugorzędne wobec samej treści: faktów, które miały miejsce.
Można nie zgadzać się z wymową ocen, irytować nawet na manipulacje faktem, ale sam fakt broni się zawsze, jesli podany w porę, czyli jak najwcześniej i ... prawdziwy. Nie wiem, kto w Polsce użył jako pierwszy sformułowania "fakt autentyczny"; fraza jest jednym z najczęściej przywoływanych przykładów truizmu zwanego inaczej "masłem maślanym". Ale w czasach Żelaznej Kurtyny, kiedy trafiła do języka potocznego, przykładem truizmu być nie musiała. Jest byc może nawet starsza od słynnego trójpodziału prawdy według Tishnera. Z prawdą jest jednak tak, że jej związek z filozofią każe wdawać się w dysputy na temat jej natury i łatwo zapuścić się podczas nich w głębię skojarzeń, dowodzeń czy rozwazań oddalających wartość od konkretnej kwestii przekazu informacji. Inaczej jest z faktem, który jest albo go nie ma, więc nie ma już czego rozważać, bo nie zaistniał. Fakt nie jest wartością, jest zwykłym bytem, jeśli rozpatrzyć go przez pryzmat filozofii.
Czasy słusznie minione minęły, fakt autentyczny odpłynął wraz z nimi w przeszłość, natomiast pojawił się fakt medialny. Znów nie wiadomo, kto użył nowej frazy poraz pierwszy, ale tak to już jest, kiedy nastepuje ewolucja języka: spontaniczna, uwarunkowana okolicznościami, które wymagają tworzenia nowych pojęć.
Fakt medialny funkcjonuje w mowie potocznej zaledwie od kilku lat i nie był dotąd traktowany jak zjawisko całkowicie autonimiczne. Zwykle coś tam z faktu w nim było; o jego medialności świadczył stosunek opinii dziennikarza do opisu wydarzenia; coś małego zyskiwało format dramatu, rzeczywistość zostawała zniekształcona, ale w lustrzanym odbiciu gabinetu luster postać poruszała rękami czy stroiła grymasy z podobna częstotliwością, co jej właściciel.
Teraz to się skończyło. Nie, nie we wszystkich stacjach - w dziale informacyjnym TVN. Lider drugiej co do wielkości partii politycznej nie powiedział tego, co stacja przekazała. To nie podczas jego wystąpienia czy nawet obecności w miejscu demonstracji rozległy się okrzyki nieprzychylne wobec żony prezydenta w związku z jej kłopotami z transportem z Witebska - o tym, że w ogóle jakiś problem wystapił, jeszcze wówczas nie wiedziano. Tłum zgromadzony na legalnej demonstracji zmieniał rozmiary z oddalaniem się w czasie relacji. Liczebność tłumu podawana w kolejnych blokach informacyjnych malała mimo tego, że tłumu juz od dawna nie było w miejscu demonstracji - w ostatnich relacjach zmalała o 60%.
TVN24 stosunkowo szybko osiągnęła drugą w Polsce oglądalność i na drugiej, dobrej pozycji utrzymywała się stabilnie zmniejszając stopniowo dystans do TVP Info. W ubiegłym roku w ciągu minuty oglądało ją ponad 220 tysięcy Polaków, kiedy TVP Info przyciągała uwagę 300 tysięcy. We wrześniu 2010 sytuacja uległa zmianie: kanał TVN24 wyprzedził TVP Info. Różnica jest nieznaczna, TVN24 uzyskał 4.59% rynku, oglądalność TVP Info wyniosła 4.54%. Trudno przesądzać, ale przypuszczenie, że przewaga TVN nie utrzyma się w tym miesiącu jest uzasadnione. Jednak bardziej niepokojące byłoby, gdyby stało sie inaczej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)