Dwunastego października Gazeta Polska opublikowała tekst Ujawnijcie, jak umierali! autorstwa Leszka Misiaka i Grzegorza Wierzchołowskiego.
Tekst stał się popularny, bo porusza temat niewyjaśnionych do końca informacji o możliwości przeżycia Tragedii Smoleńskiej przez jej ofiary, wpisuje się w doniesienia z pierwszych dni po katastrofie o trzech osobach, które wiozły karetki. Między innymi w tekście pojawia się opis rozmowy, jaką według anonimowego dziennikarza odbył jeden z poległych BOR-owców ze swoją małżonką juz po tragedii.
Sami autorzy zastrzegają, że informacja o odbyciu takiej rozmowy nie jest pewna, bo zaprzeczają temu, aby się odbyła, tak żona zmarłego oficera, jak jej brat - potencjalny rozmówca.
Nastepnie dziennikarze ze stacji informacyjnej TVN24 docierają do małżonki oficera, a po odebraniu od niej wywiadu zawierającego zaprzeczenie informacji o rozmowie telefonicznej dowodzą, że rozmowa nie miała miejsca i zarzucają dziennikarzom GP nierzetelność polegającą na publikowaniu niesprawdzonych informacji wprowadzających w błąd opinię publiczną.
Tymczasem odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście mamy w przypadku tego artykułu do czynienia z nierzetelnością, jest tylko jedna: nie, bynajmniej.
Dlaczego? Łatwo to wykazać porównując choćby nierzetelności, jakich dopuścili się dziennikarze właśnie ze stacji TVN podczas przekazywania informacji ze spotkania przed Pałacem Prezydenckim w dniu dziesiątego października, czyli dwa dni przed publikacją materiału GP z wiadomościami zawartymi w artykule panów Misiaka i Wierzchołowskiego.
- Stacja TVN24 podała jako pewnik, ze Jarosław Kaczyński powiedział słowa,które jego autorstwa nie były.
- Gazeta Polska podała, że anonimowy dziennikarz stwierdził jakoby rozmowa miała miejsce, jednak jej przypuszczalni uczestnicy temu zaprzeczają.
Kiedy okaze się, że informacja, jaką podaje się w charakterze pewnika, jest nieprawdziwa/ niesprawdzona, to jej wyemitowanie jest błędem, świadczy o nierzetelności.
Kiedy podaje się informację od razu zastrzegając, ze jest niepewna, wtedy można zastanawiać się nad rzeczywistą wartością informacyjną artykułu, ale NIE MOŻNA zarzucić autorom nierzetelności, wprowadzania w błąd opinii publicznej, bo błędu nie ma - czytelnik został poinformowany o wątpliwej jakości informacji przez samych autorów. Dzięki temu wnioski może wyciagnąć sam.
Natomias ten sam czytelnik czy widz nie będzie wyciągać samodzielnie wniosków na temat prawdziwości informacji podanej jako pewnik - nie będzie tego robić, bo wierząc w rzetelność rozgłośni, kanału czy tygodnika przyjmuje ją jako pewnik, kiedy jest tak podana. O tym, że była nierzetelna dowie dopiero ze sprostowania, jesli nastąpi.
Chyba, że dostrzeże sprzeczność czytając albo słuchając kolejnych informacji na ten sam temat, jak to można było prześledzić na antenie TVN24 w tym samym dniu 10.10.10, kiedy dziennikarka przebywająca na Krakowskim Przedmieściu raportowała, że zgromadziło sie tam "dwa, może trzy tysiące osób", po czym redaktor w studio w bloku informacyjnym zakomunikował, że liczba wyniosła około dwóch tysięcy, a w wydaniu internetowym była juz mowa o tysiącu uczestników.


Komentarze
Pokaż komentarze (77)