Fotografować można się wszędzie, ale nie podlega dyskusji, że głowy Państwa powinny wybierać na tło szczególnie miejsca w jakimś stopniu ważne, aktualne, te, w których toczy się akcja. Barack Obama wystąpi w odcinku "Obalaczy mitów", Donald Tusk wraz z min. zdrowia prezentował się w kurtce powodziowej na terenie wypadku polskiego autobusu, Bronisław Komorowski uczestniczył w dożynkach w Częstochowie, a Grzegorz Schetyna brał czynny udział w obchodach Powstania Warszawskiego.
Jednak teraz tych trzech najważniejszych panów w kraju (marszałek Borusewicz na udział się nie zdecydował) zgromadził skwer przed siedziba PiS w Łodzi. Jest to miejsce bezdyskusyjnie najczęściej ostatnio fotografowane, lecz co się tam wydarzyło istotnego dla nich trzech na tyle, aby zgromadzić ich (poraz pierwszy) w jednym miejscu razem? Otóż emeryt zastrzelił pracownika biura PiS, Marka Rosiaka.
Emeryt, jak należy założyć, nie był osobą wymienionym panom znaną, zabójstwo nie było też jedynym od chwili objęcia przez panów władzy, panowie nie są członkami rodziny zmarłego ani nawet członkami PiS, a przynajmniej nic nie wiadomo o tym, aby zmienili przynależność partyjną. A dotąd nie decydowali się występować we trzech wizytując "teren". Zapewne nie chcieliby również, aby odnosić do nich powiedzonko o sprawcy, co zawsze wraca na miejsce zbrodni. Zreszta przecież sprawca jest powszechnie znany, ujęty tego samego dnia przez służby porządkowe. Co w takim razie sprawiło, ze tego słonecznego sobotniego poranka zamiast spędzać czas na łonie natury lub pełnić ważkie obowiązki państwowe udali się z towarzyszącymi każdemu z nich pracownikami BOR, w asyście tlumu dziennikarzy w to obiektywnie mało malownicze miejsce?
Wspomniane przez mnie wyżej przykłady terenów odwiedzanych przez nich uprzednio kontrastują z obecną lokalizacją. Nie ma tam potrzeby niesienia bezpośredniej pomocy przez władzę, nie odbywają się uroczyste obchody. Moze jeszcze najbliżej znaczeniowo skwerowi przed siedzibą PiS do terenu tragedii smoleńskiej - tam też zginęli Polacy, też wielu z PiS; zginął tam prezydent RP. Jednak nie zdarzylo się aby trzech prominentnych polityków partii rządzącej wybrało się z tej okazji z ... pielgrzymką. Bo chyba tak należy nazwać dzisiejszą wyprawę trzech panów; pielgrzymce jest najbliższa, skoro inne powody przystają do okoliczności jeszcze mniej.
Lecz jesli pielgrzymka, to do czego? Pozostały, jak raportowano w mediach, ślady krwi na sprzętach. Do samej siedziby jednak polityków o smutnych obliczach nie wpuszczono. To tylko prawie tak, jak w przypadku wdowy po podsekretarzu stanu Mercie niedopuszczonej na teren tragedii smoleńskiej. Łódzka policja miała próbę generalną przed tłumnym, jak należy przypuszczać, pogrzebem. Ale mnie razi robienie farsy z tragedii, a tak występ polityków PO przed budynkiem PiS odebrałam.
Transmisji nie zdecydowałam się obejrzeć. Szkoda tego, co zginął i nawet irracjonalne jednostkowe prezentacje władz kraju tego nie zmienią.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)