Mam poczucie funkcjonowania na politycznych zgliszczach. Panowie i panie poruszają się, słychać ich wypowiedzi, a coraz bliżej im do talii kart z opowieści Carolla. Ktoś uciął komuś głowę, trwa proces, winna jest gospodyni, a może jednak królik; nikt nie bierze pod uwagę Alicji, Kapelusznik z resztą ekipy ciągle piją herbatę, a żółw snuje opowieści w swojej jaskini.
W kategoriach cudu prawdziwego należy juz rozpatrywać fakt funkcjonowania (jakiegoś tam) ministerstw, cienie liderów tańczą w blasku lamp umocowanych w kamerach. Starającym się o niewypuszczenie z rąk wymykającej się prawdy jest jeszcze Jarosław Kaczyński, w całym kontekście wręcz niezręcznie blisko niej stoi wykadrowana grupka autentycznych postaci złożona z najbliższych: kolegów, rodziny pochowanego wczoraj asystenta.
To nie był czlowiek młody, nie był chłopakiem. Był emerytem (czy emerytem prawie); przeżył szmat życia, podobnie jak zabójca. Miał swoją historię. Był specjalistą, cenionym fachowcem, ważnym dla struktur PiS i dla władz Łodzi.
W "sieci" są już dostępne życiorysy Ryszarda, wzruszające dzieje od lat trudnego dzieciństwa poprzez nie lżejsze dalsze koleje losu. Trochę mało piszą o jego pobycie w Kanadzie.
Wciąż rozpoczynająca się kampania samorządowa jest tak samo nierealna wraz z notowaniami, wahnięciami nieśmiało pojawiających się pierwszych sondaży, jak sami kandydaci, co pozbierali podpisy i mają już pewne miejsca na listach. Ta ich aktywność sprawia wrażenie dysonansu, nie jest za bardzo na miejscu, ale pozamawiali sprzęt na wiece, uczestnicy już zaklepani, plakaty gotowe; toczą się przygotowania do dnia wyborów.
Mogę się mylić, ale tym razem raczej nie uda się zgromadzić imponującej frekwencji.


Komentarze
Pokaż komentarze