Juz po wyborach, po kampanii, po ciszy wyborczej. Teraz można zastanawiać się, co dzieje się z Prawem i Sprawiedliwością i jak wyglada rzeczywiste poparcie dla linii, jaką proponuje.
Wykluczenie posłanek zamiast rozmowy z nimi było, jak wydaje się teraz, błędem. Szczególnie niezrozumiała jest decyzja Komitetu Politycznego w sprawie posłanki Jakubiak, ktora nie wygłaszała krytyk partii, ale też można załozyć, że brak rozmowy z posłanką Kluzik i jej wykluczenie bezpośrednio po dyskusji nad ewentualnym przyszłym przywództwem partii nie został odebrany dobrze tak w samej partii, jak przez elektorat.
Problem PiS martwi nie tylko dlatego, że jest to formacja opozycyjna wobec nieskończenie indolentnej Platformy Obywatelskiej, ale również z powodu "sprawy" smoleńskiej, której rozwikłanie wymaga wyraźnego społecznego poparcia, a przez ten cały czas od tragedii można było przekonać się z całą pewnością, że tylko tę partię jej wyjaśnienie interesuje.
Bo to nie jest tak, że wina spadnie tylko na jednych: "rozłamowców" czy "partyjny beton". Przecież zawsze, w dowolnej relacji, konflikt tworzą obie uczestniczące strony.
Jak było tutaj? Kluzik nie chciała stanowiska wiceprzewodniczącej, to wiemy. Nie wiadomo, jakie stanowisko ja interesowało. Ale Kamiński miał przecież funkcję znaczącą - ma ją nadal, ale czy utrzyma niezależnie od przynależności do PiS? On sam nawet nie może być tego pewnym. Migalski członkiem PiS nie był nigdy - nie zdecydował się na przystapienie do partii, a jedynie do klubu w Europarlamencie.
Wydaje się, że cała sprawa ma dwie płaszczyzny: krajową i europejską. W kraju 'rozłam" rozpoczął się w kontekście Kluzik, choć, czego dowiedzieliśmy się ostatnio, już latem były prowadzone przeróżne rozmowy; miały dotyczyć powołania czegoś na kształt POPiS, ale nic nie słychać dziś o zainteresowanych pomysłem posłach Platformy Obywatelskiej. Z niewiadomych przyczyn dołączyła do niego poprzez wykluczenie posłanka Jakubiak, potem poseł Poncyljusz, z "drugiej strony" zaangażował się weń europoseł Ziobro - konkurent do przyszłej "spuścizny" partii. Natomiast w europarlamencie... Ziobro i Kurski, a poza tym wspominany już Kamiński, Kowal i ... Bielan, który wywodził się z "frakcji Jarosława", jednak w EP sprawował funkcję wiceprzewodniczącego.
Wygląda, jakby tylko w kraju sprawa "rozbijała się" o niechęć do "wysłuchania" przez zarząd posłów posiadających wizje odmienne od linii partii; PiS w EP odłączył się już dawniej tworząc frakcję nieprzystającą do PiSu krajowego.
Nie powinien nikogo dziwić Bielan, bo jeszcze w czasach rządów PiS prowadził rozowy z Cameronem. Mnie martwi, że tak interesująco zapowiadająca się współpraca w Europie w ramach nowej frakcji nie współgra z krajowym PiS, a nawet, jak można przypuszczać, ze zdaniem części europosłów: Ziobro i Kurskiego.
Trudno na chwilę obecna przesądzić, na ile zawiniły osobiste ambicje, na ile brak umiejętności dialogu - przecież dochodzenie prawdy o tragedii nie powinno stać w sprzeczności z krytyką merytoryczną poczynań partii rządzącej. Jedno jest pewne: PiS stracił w tragedii więcej, niż godzą sie przyznać ci, którzy pragnęliby o niej jak najszybciej zapomnieć.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)