Cały kraj nasz, jak długi i szeroki, trwa w rozemocjonowaniu wizytą Miedwiediewa. Wszystkie stacje, dziennikarze prasowi, prezydent i premier nie są w stanie skupić się na czymkolwiek bądź, bo ... nadejchał. I dlaczego? Był tu przecież Putin - na Westerplatte - i, no cóż, poza wrażeniem niesmaku i skojarzeniami z początkiem pętli jaka doprowadziła do Smoleńska wiele napięcia z tej okazji we wspomnieniach odszukać się nie da, a chyba każdy, wszędzie, wie, że to właśnie on, Władimir, sprawuje władzę w Rosji.
Obecny "najwyższy status" wizyty pochłania tak media, jak polityków do tego stopnia, że nikt zdaje się nie pamiętać, że Miedwiediew był już przecież w Polsce i to całkiem niedawno: wizyta miała miejsce "z okazji" pochówku Pary Prezydenckiej. Czy teraz odniesie się do, jak to można było usłyszeć, wspólnego polsko - rosyjskiego śledztwa? Czy raczej zajmie się w wystąpieniach gloryfikowaniem przyjaźni pomiędzy narodami, a temat tragedii okaże się zbyt "drażliwy", aby ktokolwiek ze strony polskiej odważył się go poruszyć.
Już od wielu miesięcy słyszymy o walorach więzi pomiędzy Polską a Rosją, czy koniecznie trzeba z obecnej, trudno powiedzieć, na ile wiekopomnej okazji grzmieć, opiewać, podkreślać i zaznaczać tak, aby usłyszeli nawet głusi (czyli słyszący, tyle, że trzeba nad nimi nieco więcej popracować, aby uświadomić im, że nie słyszą tylko przez krnąbrność), niezwykłość i wspaniałość wydarzenia z Miedwiediewem w roli głównej?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)