Pamiętam deklaracje wygłaszane przez Jerzego Urbana w imieniu całej redakcji "NIE" oraz społecznego ruchu wsparcia wokół niego zgromadzonego, że jeśli generałowi Jaruzelskiemu zabrane zostaną dodatki do emerytury, już oni złożą się i nie dadzą mu cierpieć niedostatku.
Pamietam artykuł w "GALI" z tego roku, w którym można było przeczytać wiele ciepłych slów autorstwa córki generała na temat jego spełniania się w roli ojca. Wypowiedzi udzielił rownież sam generał, prywatnie tata o imieniu Wojciech.
Tym trudniej będzie mi napisać to, co zaraz nastapi, jednak skoro poważni historycy mogą zajmować się tworzeniem historii alternatywnych, rzecz jasna czysto teoretyzując, a wybitni pisarze realizujący się w sci - fi przedstawiać losy świata po wygranej hitlerowskich Niemiec, niech i mnie będzie wolno pokusić się o przedstawienie zarysu historii Polski przy zaistnieniu odmiennego scenariusza wydarzeń, jakie rozegrały się w okolicach roku 1980.
Jedną z możliwości otworzyłoby pytanie, co stałoby się, gdyby jednak "Wałęsa użył karabinów od Amerykanów"?
Co, gdyby w Wujku robotnicy mieli nie groźne narzędzia pracy, a broń krótką czy nawet UZI? Co, gdyby podczas obrad Okrągłego Stołu jeden z jego uczestników nagle wypalił z laski ortopedycznej do generała Jaruzelskiego pozbawiając przy okazji życia generała Kiszczaka?
Rosyjskie wojska, jak teraz wiemy już z pewnością, nie weszłyby w żadnym z terminów oferowanych przez lata 80. Jak zachowałoby się SB, ZOMO, wojsko, jaką decyzję podjąłby od dawna przygotowany (podobno) na każdą ewentualność Bogusław Stachura trawiony chęcią rehabilitacji po wpadce z Radomiem '76?
Mogłoby dojść do walk ulicznych, rewolucji? Pytanie, którzy spośród dziś znanych "bojowników" pozostaliby po stronie "Solidarności", którzy opowiedzieliby się za władzą reprezentowaną przez PZPR.
A gdyby wszyscy głównodowodzący tamtych czasów zwyczajnie zginęli w jakiejś, powiedzmy, katastrofie lotniczej?
Mogloby nie być wyborów kontraktowych. Mogłoby okazać się, że wcale nie Wałęsa zostałby uznany przywodcą "Solidarności".
Ale mogłoby stać się również i tak, że zabójca, co zastrzelił Jaruzelskiego zostałby uznany za szaleńca przez przytłaczającą większość uczestników Okrągłego Stołu, a tych kilku, którzy chcieliby zmienić kształt "porozumienia" zwanego dalej cienką czerwoną linią odsuniętoby od negocjacji i może nawet te same osoby plus kilka innych (ciekawe, których?) tworzyłyby podwaliny nowej rzeczywistości przełomu.
Jeśli tak, to istotnie niepotrzebnie czepiamy się dzis generała, bo czym wreszcie był jego udział.
Całkiem mozliwe, że nieco inaczej moglaby się rzecz cała zakończyć, gdyby udała się jakaś większa katastrofa - przypadki z tego roku uczą, jak wiele takie wydarzenie może zmienić.
Jednak w opisywanej, minionej sytuacji, kiedy "pion" służb bynajmniej nie przeżywał załamania ku rachityczności chyba najskuteczniejsza byłaby regularna wojna domowa. Ale na nią jesteśmy narodem raczej zbyt pokojowym, takie wojny nie udawały się w naszej historii, zawsze jednak woleliśmy walczyć z okupantem albo choć inną nacją w przeciwieństwie do choćby Francuzów, Niemców czy Rosjan.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)