Wybory parlamentarne przesłoniły kolejną rocznicę Tragedii Smoleńskiej. Nie wszystkim, ale rzucał się w oczy brak comiesięcznych przypominań, sprawozdań z obchodów. Ja w ten poniedziałek poraz pierwszy nie zapaliłam świeczki - można żartować z symboli, bo takie napuszone i guślarskie równocześnie, ale stanowią cechę, atrybut nieodłącznie związany z funkcjonowaniem wśród pojęć. Charakteryzują człowieka, że tak sobie pozwolę - nie ja, bo bodaj symbolizm jest jedną z głównych właściwości stanowiących o odrębnym miejscu człowieka wsród zwierząt.
Jesteśmy symbolem, żyjemy dla symbolu; kiedy wyrzec się go, popadamy w buddyzm, kiedy go zabrać, giniemy w depresji spowodowanej uczuciem pustki.
Nikt bowiem nie trzyma nikogo bezustannie za rękę czy nie istnieje czlowiek, którego stale ktoś by słuchał z niesłabnącą uwagą. Dlatego trudno powierzyć potrzeby harmonii, piękna, spełnienia drugiemu czlowiekowi. Ale zawsze pocieszy myśl, że symbol wynagrodzi niedostatki empatii ludzkiej. Sam w sobie stanowiąc uzasadnienie, zawsze zachwycony i zachwyt powodujący, wyjaśnienie i zaniechanie pytania, bo sam jeden jest odpowiedzią na wiele pytań.
Takim symbolem dla jednego będzie samolot - z niezapomnianym skrzydłem w szachownicę - dla innych zdjęcie mapy, odwróconego TU. Chyba dla nikogo kawałek złamanej brzozy. albo żarówki pracowicie wkręcane przez radzieckich żołnierzy.
Tak mi się zdaje, że wiele uczyniono, aby zabrać wspominającym symbole tej Tragedii sądząc może, że bez nich rozmyje się, zostanie zapomniana. Nie oddano czarnej skrzynki, zabrano wrak. Fragmenty Tupolewa obfotografowano w przedziwacznych konfiguracjach, z towarzyszącymi sztucznymi grupami żołnierzy malowniczo rozlokowanymi za pomocą technik komputerowych tak, ze wreszcie tylko film Koli pozostał się jako autentyczny dowód, co gdzie leżało. Zaginął kokpit i to tak dokładnie, jakby został co najmniej wrzucony w tunel czasoprzestrzenny; pewnie wyskoczył w Rosji trzeciego tysiąclecia lądując na Placu Czerwonym rozbudowanym z nieuchronnym uplywem lat.
Obok niego wylądowały zapewne budząc szybką reakcję slużb sanitarnych z przyszłości - skażenie! - dwa telefony satelitarne, niewątpliwie wówczas już relikty techniki. Nikt nie będzie wiedział, jak się je obsługiwało, całe plemię przystanie zadziwione przed urządzeniami o nieznanym przeznaczeniu - do odkrycia przez wybitnych naukowców radzieckich - w dublecie.
Jednak istnieje oczekiwanie i potrzeba wyjaśnienia tego, co się stało znacznie wcześniej. I nawet pozbawiając ludzi pamiątek czy symboli (bardziej uniwaersalnych) nie uda się całkowicie wymazać tej kadencji i parlamentarnej, i prezydenckiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)