Dziś byłam na koncercie z okazji rocznicy wyboru biskupa Karola Wojtyły na Ojca Świętego. Kolejny raz znalazłam się prawie że przypadkiem we właściwym miejscu w dniu związanym z Janem Pawłem II. Jego beatyfikację świętowałam w Dukli, w klasztorze, który Jan Paweł II odwiedzał za życia; św. Jan z Dukli został "wyniesiony na ołtarze" właśnie przez Jana Pawła II.
Upływają lata, jednak wspomnienie o Janie Pawle II nie blednie. Kiedy żył, pielgrzymował, uważałam, że jestem jedną z mierniej zaangażowanych religijnie przy jego udziale osób. Teraz ze zdziwieniem konstatuję, że ze swoją nieznaczną uwagą poświęcaną jego dokonaniom nagle lokuję się wśród gorliwie go wspominających.
Może dlatego, że jestem z usposobienia w jakimś stopniu niezmienna, niepodatna nie tylko na zdarzenia, ale nawet na zwyczajne efekty upływu czasu, jak rozmycie się wspomnień. Niezmienność emocji sprawia wprawdzie, że obawiam się, iż wreszcie zacznie brakować miejsca czy nawet moze kiedyś chęci dołączania emocji nowych. Ale wciaz pamiętam ten dzień, kiedy Papież umierał. Jak również kiedy przybył do Polski, za pierwszym i za drugim razem - kiedy Go spotkałam. Później odczuwałam jego obecność, pomoc i pośrednictwo. Również dziś, kiedy słucham nagrań jego słów, ogarnia mnie takie wzruszenie, jak wtedy, kiedy słyszałam je poraz pierwszy.
Głębsze, bo bogatsze o świadomość, że nowe słowa już nie zostaną wypowiedziane; z drugiej strony zostało zapisanych tak wiele tekstów i wypowiedzi na liczne tematy za życia, że mogą zawierać odpowiedzi na każde z pytań.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)