Już przepadło dla tych, którzy zamierzali wysyłać upominki mikołajowe pocztą: nie dojdzie do Wigilii, dziś do 17.00 był termin ostateczny. Pozostaje Poczteks maksymalnie 4ozł za paczkę sztuk jedna - oczywiście nie ze sloniem sztuk jeden ani pojazdem powyżej trzystu ton, to jest niedozwolonym przy kategorii B.
Rozpisuję się bzdurkami z radości, bo ja zdązyłam! Wysłałam przed magiczną, choć co to za magia akurat w tym wypadku, godziną siedemnastą i ominęły mnie osiemdziesiąt trzy procenty gwarancji dostarczenia do soboty (za pozostałe siedemnaście czyli niedostarczenie do soboty Poczta Polska odpowiedzialności nie ponosi) paczek z ... osprzętem podchoinkowym:).
Mam jeszcze listę prezentową niezrealizowaną, na której widnieją trzy pozycje, czekam też na informacje odnośnie dwóch pozycji - prezentowych marzeń; przydałoby się do tego ze trzy sztuki upominków wymyślonych czyli nie-na-zamówienie. Ale to się zdąży - mam taką nadzieję - to można nawet potem, bo żadne dziecko nie zostanie pominięte świątecznie.
Lampki, kolędy, w tym roku nie będę zwracać uwagi na ewentualne niezwiązane z atmosferą świąteczną zapędy, chciałabym przeżyć te Święta naprawdę uważnie, każdą sekundą bożonarodzeniową. Nie dlatego, aby miały być jakoś wyjątkowe, jedyne czy szczególne. Dlatego, że będą, a ja zbyt wiele ich nieco zmarnowałam, bo Wigilia następowała zaraz po intensywnych w pośpiechu przygotowaniach, kiedy to albo jedno, albo drugie z Rodziców czy ktoś z rodziny był chory, coś mu się działo czy jej skomplikowanego, w zmęczeniu po trasię, objedzeniu tysiącem tak zwanych postnych potraw następowało ufiksowanie wzroku w telewizorze, każdy gdzieś tam przysypiał - w którymś z kątów rodzinnego domu. Budzony na makowiec, nękany ofertą z pierogów z grzybami, straszony rybą po grecku (pyszna! mówię ci!).
Nigdy jednak nie zgubiliśmy, niezależnie od wartości na skali wiekowej, zainteresowania i radości z prezentów spod choinki. Ciągle, nadal, każdy cichcem dorzuca swoje wyplątując je z maskujących zawiniątek, każdy udaje, ze nie widzi jednoznacznie wyglądajacych bagaży. Potem czas płynie niby nic, aż pada hasło: to nic was nie obchodzi, co tam pod choinką?! Zwykle dzieje się to po karpiu, w okolicach kapusty albo później, przy ciastach.
Uf, mało by brakło, a nie kupiłabym "dorosłych" przezentów! Dziś już nie pojadę, nie mam siły, ale jutro...! Nawet jeśli wyjdzie, że trzeba będzie do sklepu "całą dobę". Ale raczej do tego nie dojdzie. A prezenty kartkowe? Telefony... Idą Święta!!!
http://opinie.nienachalne.salon24.pl/373367,jak-spotkalem-sw-mikolaja


Komentarze
Pokaż komentarze (2)