Al przeszedł do sektora. Wszyscy wychodzili do stołówki pracowniczej na kolację przekomarzajac się wesoło, bo miały być paszteciki. Takie menu pojawialo się rzadko, wprawdzie potem i tak okazywało się, że jest masa mięsno - warzywna z dziesięcioma sosami do wyboru, ale jakiś chochlik w systemie wrzucał te paszteciki raz na jakiś czas, a dowcipny komputerowiec specjalnie nie naprawiał usterki.
Stefan z Adolfem martwili się, bo w ich podjednostce zwolniło się tylko jedno miejsce na zmianie, a oni potrzebowali dwóch żeby nie musieć czekać na swój czas pracy - według grafika po kolacji przypadało im osiem godzin przerwy, a przecież po 48h nie chciało im się spać! - każdy z nich chciał ustąpić drugiemu i pójść przemęczyć się w hotelu pracowniczym, żaden nie chciał przyjąć ofiary drugiego.
Było jasne, bo każdy doskonale pamiętał procedury, że w podjednostce może być tylu a tylu, i tylko tylu pracowników. Ale tu, w organizacji, było życie! W hotelu samotność i nuda pustej ściany. A przecież mogło być jeszcze gorzej. Dziadkowie Stefana mieli domek ... jakże oni się tam męczyli! Stefan odwiedził ich kiedyś, bo tak kazali mu Opiekunowie, więc widział. Jedno i drugie stale pytali, czy nie znalazłaby się dla nich jakas praca. Bo praca oznaczała przyjaźni, niespodzianki w stołówce pracowniczej, nowe przydziały odzieży ochronnej - a ile to zawsze było smiechu przy przymierzaniu nowych fartuchów! Albo obuwia.
Bieliznę trzeba było kupować sobie samemu, ale kiedy pracujesz, masz przecież pensję i zawsze przecież warto zaszaleć nawet, jeśli oddajesz większość od razu w księgowości, a potem oni już za ciebie załatwiają hotel, jedzenie i co tam trzeba. Zwykle delegowali jednego raz na kwartał, a ten szedł na wyprawę do kiosku zakładowego z listą i kupował dla całego działu majtki i skarpetki. Potem magazynier odwoził, co kupili do recepcji.
Pili jeszcze herbatę, kiedy do sali wszedł pracownik firmy sprzątającej.
- Jest ktoś bez przydziału?
Wystapili we dwóch.
- Idziesz - pracownik firmy sprzątającej odezwał się życzliwie do Stefana. Poszli.
- To chodź, Ad - kierownik zmiany uśmiechnął się z ulgą. Problem znów został rozwiązany. Jak zawsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)