W radyjku jednym wysłuchałem przed godziną informacji podawanej „groźnym tembrem głosu” jakoby tysiące polskich młodych kobiet (było podane – przed dwudziestką) każdych wakacji zachodzi w ciążę i trzeba by z tym coś, panie tego, począć.
Najpierw uśmiechnąłem się i jednocześnie wzruszyłem ramiony, ale zaraz się pohamowałem w tym wzruszeniu, przypominając sobie siebie w wieku lat 20-tu i takie tam dni radosnego oczekiwania, które radosne wcale nie były, bo „co to będzie”. Jak to mówią jednak nie bez kozery – rozeszło się po kościach!
No, ale ja jeszcze do dzisiaj jestem moher, a co dopiero wtedy, więc nie jestem miarodajny...
Ale żeby teraz młodzi, wykształceni, z wielkich miast, z internecikiem i w ogóle cipką i chujkiem na sztandarach nie wiedzieli o co w tym interesie chodzi?! No i że trzeba podejmować akcje medialne uświadamiające, bo młodzi sami nie wiedzą?!
A może chodzi o młodych niewykształconych z małych miast i wiosek?
Nie, reporterka przedstawiała na antenie wypowiedzi z warszawskich liceów! I że dotyczy całej populacji!
Jeśli nie wiedzą skąd się biorą dzieci, to jak mają wiedzieć na kogo zagłosować?!
Podnieść poprzeczkę czynnego prawa wyborczego do wieku 21 (z wyłączeniem osób po 16-tym roku życia, które są rodzicami).
***
Wszystko furda: bo poważnie to robi się z młodzieży w mediach kretynów jeśli młodzież mediom jest do tego potrzebna. Jeśli jest potrzebna – robi się awangardzistów postępu. Tymczasem nie ma co młodym ludziom doklejać gęby, bo tak samo wiedzą czym jest prezerwatywa jak i – coraz powszechniej – widzą, że warto mieć coś naprawdę swojego w tym papierowym świecie wspólnych wartości.
Oni nie są durni, tylko może niekiedy narwani, jak my kiedyś, ale w końcu – nasza to krew! Dziwnie spokojny jestem o młodych, wykształconych i młodych w ogóle z wielkich i małych miast :)
A tu strona z wizerunkami tych starodawnych młodych, którzy dzisiejszym młodym mówią czym jest młodość.


Komentarze
Pokaż komentarze