Złoto i stara miłość cechę tę mają wspólną, że nie rdzewieją. Zarówno złoto jak i stara miłość deprecjonowane są w różnych „trudnych czasach”, kiedy to nagle okazuje się, że lokaty w złocie są bezsensowne i lepiej wybrać obligacje. A stara miłość szturchana kijem przez obowiązującą nową miłość ma być też machnięcia ręką - nie warta.
Czy ktoś może mieć mi za złe, że wolę zakopać na swojej działce pod jabłonką kilogram złota niż kupić papierowe obligacje skarbowe?! Ano może, ale to świadczy o tym, że człowiek taki lubi mówić o nieswoich aktywach, co jest – jak wiadomo – głównym zajęciem tych, którzy niczego swojego nie mają. No to chociaż poradzą innym...
Ze starą miłością jest nawet dość podobnie; wiadomo, że ta obecna jest pełniejsza, nie jest durnowata, komplementarna jest i w ogóle dorosła i na ogół się z tym zgadzamy. Do momentu wszakże, gdy stara miłość nie stanie się w domu tematem tabu, gdy nie znikają ze strychu zdjęcia z zakurzonego kartonu i takie tam inne. Do momentu wywierania presji na nieznanym, a zazdroszczonym.
Otóż zdarzyło mi się, że skitrałem pod pewną jabłonką 1,24 kg złota oraz w jakimś tam zakątku serca starą miłość. Leżą sobie-obie i nie rdzewieją. I tak samo, na tej samej półce ze złotem i starą miłością siedzi sobie Jarosław Kaczyński. Siedzi, martwi się, mruczy, z PiS-u wyrzuca i w ogóle nadaje się do zreformowania, podmianki i waloryzacji. Tak mi mówią.
A ja nic. Gadajcież sobie. Moje, a nie wasze. Pokażcie jakąś wartość, by kupić, rozpalcie serce, by pokochać. Ale do tego czasu odpierdzielcie się od moich lokat i moich wyborów. Niech będzie, że moja strata, ale to do cholery moje, a nie wasze, ryzyko. I uśmiechnijcie się chociaż na koniec tego tekstu, bo zacięta gęba podczas lektury świadczyła, że lubicie zarządzanie nieswoim. :)


Komentarze
Pokaż komentarze (12)