Uszom nie wierzę. Minister Grabarczyk opowiadając właśnie w Sejmie o przyczynach chińskiego syndromu na autostradzie A-2 mówi, że: „ten odcinek od początku miał pecha”, a potem zwraca się do wszystkich, by: „trzymali kciuki”, bo „razem łatwiej będzie nam wykonać zadanie”. I że nie może ujawnić posłom szczegółów kontraktu, bo okrywa je tajemnica biznesowa. „Proszę o solidarność” - kończy Grabarczyk.
Przypomina mi się Marek Piegus, który następnego dnia miał mieć klasówkę czy coś naprawdę ważnego, miał się uczyć, ale niestety – miał chłopak pecha. Najpierw przyszli kumple z bombą z mleka, potem ktoś inny z pchłami w probówce i się rozlazły, potem jakaś ciotka się napatoczyła, późno się zrobiło, naprawdę nie było się jak uczyć, więc uciekł przez okno. Miał chłopak pecha.
Marek mógł zostać, mógł pójść do szkoły, powiedzieć, że „ze szczególną uwagą rozpatrywaliśmy szczegóły”, ale niestety, ta klasówka od początku miała pecha i wezwać do solidarności nauczyciela. Ale nawet Piegus miał rozeznanie i swój honor. Spakował, co miał pod ręką i uciekł, jak już się powiedziało – przez okno. A ten tu w Sejmie prosi o pomoc, a Dziurawy Stefan pokrzykuje, że opozycja się cieszy, że nie będzie autostrad.
Pecha miał w ogóle rząd PO, że trafił na taką opozycję. By miał inną – poszłoby jak po maśle.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)