W filmie „Jabłko Adama” jest taka przepiękna scena, kiedy to pewien pastor dostaje od jednego z neonazistów kulkę w łeb i w kałuży krwi pada na ziemię. Potem się okazuje, że kula wprawdzie wniknęła w czaszkę i oderwała mu cześć mózgu, ale oderwała tę część, która opanowana była przez nowotwór. Pastor przeżył, miał się dobrze, zresztą gorąco polecam film.
Na cały Nowy 2008 Rok życzyłbym Wam i sobie oderwania - w podobny nawet sposób - różnych części mózgu.
Jakich?
Niech oderwie tę na przykład przeklętą część, tę diaboliczną narośl, która decyduje o poczuciu podległości wobec Irlandczyków. To rozdziawianie się w nieszczerym uśmiechu w odpowiedzi na dowcip, którego zrozumieć niepodobna, to pokazywanie zdjęć z Krakowa, to opowiadanie o przysmakach z Polski, to wachlowanie się wąsami…
Wiecie co mam na myśli?!
Niech piekło pochłonie ułomną duszę polską na wieki, niech w czeluściach zniknie wraz z ciągłym i żałosnym, a od stuleci praktykowanym, wiernopoddaństwem. W swej masie (a nie w pojedynczych przypadkach) jesteśmy traktowani tutaj jak konieczność. Bez uświadomienia sobie tego nie zrobimy nawet kroku do przodu w drodze do Europy. 50 lat komuny skundliło nas tak mocno, że akceptujemy naszą pozycję i nawet nie zamierzamy tego zmieniać. Że nawet nie chce się nam sięgnąć po słownik czy zacząć regularnie uczyć się języka.
Niech oderwie się na zawsze polski płat mózgu, który w irlandzkim matrixie pozwala na zakładanie własnej firmy, zatrudnianie innych Polaków i natychmiastowe rżnięcie ich bezlitośnie. Niech znikną w bagiennym mule irlandzkich torfowisk postawy i nazwiska oszustów żerujących na wykorzystywaniu potencjału rodaków.
Niech odpadnie zrakowaciały wrzód nawiązywania do historii Europy i polskiego uczestnictwa w dziejach Starego Kontynentu. Skończmy z tą protezą intelektu, z tym prozakiem pozwalającym zasnąć późnym wieczorem i wstać rano w poczuciu zaklajstrowanej byle czym niskiej samooceny.
Ja wiem, że powinienem pisać za siebie; że – być może – bezpodstawnie uzurpuję sobie prawo do wypowiadania się za innych. Ale z końcem roku podejmuję takie ryzyko, a kto się nie zgadza – do niezgody ma prawo.
Powstaje wszakże pytanie: czy jeśli otrząśniemy się z naszej małostkowości, jeśli zaprzestaniemy permanentnego zżerania chińskich zupek, jeśli będziemy potrafili powiedzieć irlandzkiemu szefowi, że się myli, jeśli nawiążemy sensowny dialog w języku angielskim z Irlandczykiem, jeśli wyzbędziemy się postawy mentalnego niewolnika…; jeśli zatem to wszystko zrobimy, to czy aby na pewno pozostaniemy Polakami?
Lepszego Nowego Roku 2008 życzę...


Komentarze
Pokaż komentarze (5)